Skomplikowany „Fort Trump”

0
1

Koncepcja powstania stałej bazy armii amerykańskiej w Polsce jest tematem dyskusji od czasu spotkania prezydenta Andrzeja Dudy z Donaldem Trumpem we wrześniu w Białym Domu. Polski prezydent podczas konferencji prasowej oświadczył, że gwarantem bezpieczeństwa w Europie jest wojsko amerykańskie, i dobrze by było, aby w Polsce powstała baza „Fort Trump”. Prezydent USA wyraźnie się ucieszył, najpewniej nazwa mu się bardzo spodobała, co można było wywnioskować z jego miny. Był dumny.

Polskie władze postanowiły kuć żelazo póki gorące i rozpoczęła się seria spotkań szefa MON Mariusza Błaszczaka w Stanach Zjednoczonych, m.in. z amerykańskim ministrem obrony. Polska strona zamierza przeznaczyć na „Fort Trump” dwa miliardy dolarów, a chodzi o całą amerykańską dywizję pancerną i dostosowanie do niej infrastruktury. Po każdym spotkaniu minister Błaszczak zapewniał dziennikarzy, że wszystko jest na dobrej drodze, a amerykańscy żołnierze są coraz bliżsi zamieszkania nad Wisłą.

„Usłyszałem dziś słowa wsparcia ze strony senatorów, którzy deklarowali poparcie dla całej koncepcji wzmocnienia obecności amerykańskiej w naszym kraju. O szczegółach będziemy rozmawiać w ramach grupy roboczej. Jestem przekonany, że rozmowy zakończą się sukcesem i projekt będzie potraktowany jako wykraczający poza podziały polityczne” – tłumaczył kilka dni temu szef MON. Zapewniał, że będzie również zabiegał o poparcie dla tej inicjatywy w ramach NATO.

„Mamy do czynienia z relacjami, negocjacjami polsko-amerykańskimi. Nasi sojusznicy nie są negocjatorami w tych rozmowach. Wierzę, że projekt zakończy się sukcesem. Dla nas i USA bezpieczeństwo jest priorytetem” – podkreślał minister. Co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości. W przeciwieństwie do stałej obecności wojsk amerykańskich z Polsce. Zaledwie kilka dni po hurraoptymizmie szefa MON w mediach pojawiają się informacje, że realizacja tego pomysłu jest mało prawdopodobna, a polski rząd stał się dużo bardziej elastyczny w negocjacjach z Amerykanami. Na naszym terytorium mogłyby znaleźć się najwyżej składy uzbrojenia i amunicji czy elementy struktury dowodzenia.

Dokładna liczba żołnierzy, którzy mieliby stacjonować w Polsce, jest cały czas negocjowana. Obie strony szukają również odpowiedzi na pytanie, czy mieliby to być wyłącznie Amerykanie, czy również wojskowi z innych państw NATO. Administracja Trumpa nalega, by polski rząd uzyskał w sprawie bazy konsensus zarówno z pozostałymi członkami NATO, jak i na naszym krajowym, politycznym podwórku. Ten drugi warunek już jest spełniony – zgoda na amerykańską obecność w Polsce jest ponadpartyjna i bezdyskusyjna od dawna.

W przeciwieństwie do poszczególnych członków NATO. Wątpliwości mają m.in. Niemcy i Francuzi. Co więcej, Emmanuel Macron niedawno zaproponował stworzenie armii europejskiej, która, jak stwierdził, ma być w stanie przeciwstawić się Rosji, Chinom, ale też… USA.

Przyszłość polsko-amerykańskich negocjacji poznamy najpóźniej w marcu przyszłego roku. To właśnie wtedy Pentagon ma opublikować raport, którego treść wyznaczy dalszy kierunek działań. Nie można też zapomnieć o Rosji. Ostateczna decyzja będzie raczej zależała od relacji prezydenta USA z Putinem. Nie wygląda na to, żeby te relacje miały ulec dramatycznemu pogorszeniu. Trumpowi zależy na odprężeniu z Rosją, a taka baza, co zresztą już da się zauważyć, może stać się kością niezgody między Waszyngtonem a Moskwą. Rosyjscy politycy, choć jeszcze żadna konkretna decyzja nie zapadła, już grożą, że „Fort Trump” stanie się jednym z zaplanowanych celów Rosji.

Autor: ANNA ARCISZEWSKA