Słowa to za mało

89
epa08667026 Belarusian policemen detain a participant during a rally to protest against the presidential election results in Minsk, Belarus, 13 September 2020. Opposition activists continue their every day protest actions, demanding new elections under international observation. EPA-EFE/STRINGER

Reakcja świata na sytuację, która ma miejsce obecnie na Białorusi, przypomina mi jak zareagowali światowi przywódcy na to co działo się (i wciąż dzieje) na Ukrainie. Wygląda na to, że wszyscy czekają aż oba kraje się wykrwawią.

Od ogłoszenia sfałszowanych wyników wyborów prezydenckich na Białorusi minęło już 40 dni. W sumie w tym czasie zatrzymano ponad 10 tysięcy osób. Wielu protestujących straciło zdrowie, a co najmniej kilku nawet życie. To, że wybory w tym kraju odbyły się bez żadnych reguł a Aleksander Łukaszenka wybrał sobie sam liczbę osób, która na niego zagłosowała jest bardziej niż pewne. Nie ma więc wątpliwości, że protesty rozgoryczonych Białorusinów mają podstawy i są w pełni uzasadnione.
Cały świat patrzy jednak, jak w imię demokracji i zasad białoruscy obywatele otrzymują dosłownie bolesne ciosy od służb Łukaszenki. Reakcja światowych przywódców jest jak zmiana profilowego zdjęcia w serwisie społecznościowym na białoruską flagę – by pokazać wszystkim swoją “solidarność”. To porównanie idealnie pasuje do działań Unii Europejskiej. Zakaz wjazdu dla 40 osób to unijne sankcje, które mędrcy z Brukseli planują nałożyć, by “dopiec” Łukaszence. Stanie się tak być może w dwumiesięcznicę białoruskich protestów.
Szef unijnej dyplomacji powiedział w Europarlamencie, że sankcje wobec białoruskiego reżimu powinny być zaakceptowane najpóźniej w przyszłym tygodniu. Josep Borrell podkreślił, że Unia nie uznaje Aleksandra Łukaszenki jako prawowitego prezydenta Białorusi: “Sankcje powinny być uzgodnione przed europejskim szczytem, jeśli Unia ma zachować swoją wiarygodność. Staramy się zastosować stopniowe podejście. Jeśli sytuacja się pogorszy, będą kolejne restrykcje. Z naszego punktu widzenia rozwiązaniem kryzysu powinny być nowe wybory pod nadzorem OBWE” – powiedział szef unijnej dyplomacji. Przyznał, że do tej pory przedstawiciele Unii Europejskiej nie byli w stanie skontaktować się z białoruskimi władzami na żadnym poziomie.
Sytuacja na Białorusi będzie jednym z tematów dwudniowego, unijnego szczytu w Brukseli, który rozpoczyna się w przyszły czwartek. Jeśli chodzi o listę sankcyjną, nad którą trwają teraz prace w Unii, to liczy ona 40 osób, które będą miały zakaz wjazdu do Wspólnoty i zamrożone aktywa w Europie.
W podobnym zakresie zareagował przywódca największego mocarstwa świata – USA, Donald Trump, który od początku protestów mówił, że jest “zaniepokojony”, iż sytuacja na Białorusi jest “straszna” i że w odpowiednim czasie porozmawia o niej z przywódcą Rosji Władimirem Putinem.
Nie przez przypadek to właśnie nazwisko rosyjskiego przywódcy pojawiło się w kontekście Białorusi. Wszyscy wiedzą, choć tego jasno nie wyrażą, ale to właśnie Putin sytuacją na Białorusi, a wcześniej na Ukrainie gra światowym liderom na nosie. Sprawdza tym samym jak daleko może się posunąć w swoich zaborczych działaniach. Znudzony walką o Ukrainę postanowił wybrać sobie łatwiejszy cel, który ma mu zapewnić na kartach rosyjskiej historii miano władcy podbijającego inne narody.
Do tej pory wszystko Putinowi uchodziło na sucho. Tak było z aneksją Krymu, tak było z zielonymi ludzikami na Ukrainie, tak jest obecnie z otruciem rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego. Przy światowym milczeniu także i Białoruś może stać się jego kolejnym łatwym łupem. Jak zatem zareagować? Nie wiem, nie jestem politykiem. Wiem tylko, że wpisanie czterdziestu osób na listę zakazu wjazdu na teren Unii Europejskiej jest niewspółmierne do setek pobitych ludzi, wywiezionych w nieznane miejsca i trzymanych w nieludzkich warunkach. To zbyt słaba reakcja na to, co robi dwóch bezwzględnych dyktatorów, którzy już dawno, i to w najlepszym wypadku, powinni siedzieć w więzieniu.