Sprawiedliwość musi być po naszej stronie

131
Zwycięzcą tegorocznych wyborów prezydenckich w Polsce został Andrzej Duda FOTO: EPA

Nieważne jak głosowali wyborcy, ale wygrał Trzaskowski. Ciekawe, jak długo jeszcze zwolennicy PO i sami działacze tej partii będą wyciągać granaty ze świątecznego garnituru? Aż kiedyś w końcu wygrają?

Patrząc na to, że przez cały czas nie pojęli jeszcze podstawowej sprawy, że nie można obrażać ludzi („Jeśli będą troglodyci głosować, to nie zwycięży nigdy dobro” – powiedziała Krystyna Janda chwilę po tym, gdy Trzaskowski prawie wygrał) ani obrażać się na ludzi („To nie była ani uczciwa kampania, ani równe wybory” – i trudno się z tym nie zgodzić, bo co to za równość, skoro przeciwko TVP postawiono „skromne” zasoby TVN, Komisji Europejskiej, „Gazety Wyborczej”, „Die Welt” oraz króla Europy Donalda Tuska!).

Kurz kampanii osiada, ale nie słabnie wzniecanie politycznej zawieruchy. Przegranej stronie nie może przejść przez usta uznanie wyborów. Znów, w większości, te same osoby co po poprzednich wyborach wybierają się na emigrację, inni szeptem przekazują sobie informację o jakimś rzekomym ruchu wojsk i policji, więc jak nic będzie stan wojenny, jeszcze inni, jadąc zupełnie po bandzie, wieszczą nasze wyjście z Unii, Europejskiej, a zaraz po tym koniec świata. „Borys Budka ma w porozumieniu z Rafałem Trzaskowskim przygotować nowy koncept. W innym wypadku wszystko runie” – przestrzega Bogdan Zdrojewski. Ale co ma niby runąć? A może najważniejsze pytanie: komu ma runąć? Może takim osobom jak niegdysiejszy minister Sławomir Nowak? Zdecydowanie jemu się plany posypały i runęły na głowę. Trzy miesiące w polskim areszcie na początek, potem proces i wyrok to i tak nic w zderzeniu z ukraińską mafią…

Rafał Trzaskowski przegrał wybory i nawet jeśli zdobyłby jeden głos mniej, to przegrał i takie są reguły demokracji. Linia Platformy Obywatelskiej jest jednak taka, że wybory trzeba unieważnić, gdyż tak będzie najlepiej dla… demokracji. „Polakom żyje się nieco lepiej i tylko na tej podstawie oceniają sytuację w Polsce” – stwierdził zdziwiony wobec takiej logiki Rafał Trzaskowski. To niby na jakiej podstawie mają, zdaniem prezydenta Warszawy, oceniać, wybierać i decydować? Innym ma się żyć lepiej? To znaczy komu? Dość już zwykli ludzie zaciskali przez lata transformacji pasa słuchając, że jeszcze kilka lat, jeszcze trochę wyrzeczeń, jeszcze chwilkę i będzie lepiej… Ale jakoś ciągle nie było. Obozowi reprezentowanemu przez pana Trzaskowskiego ciągle trudno jest pojąć, że naród najpierw chce chleba, a potem igrzysk? „Mam dużo pomysłów, wszystko w swoim czasie” – mawiała Małgorzata Kidawa-Błońska podczas kampanii wyborczej i naród najwyraźniej nie chciał ich poznać. Czas to przemyśleć, bo następne wybory za trzy lata.

Jest jednak coś, co obu elektoratom nie daje spokoju: w zwolennikach Andrzeja Dudy sieje ziarno niepokoju, a obozowi Rafała Trzaskowskiego daje odrobinę nadziei, czyli protesty wyborcze. Okazało się bowiem (w rozumieniu opozycji), że ostateczny werdykt, skoro nie był zgodny z ich oczekiwaniami, musiał być sfałszowany i już. Innego wytłumaczenia porażki przecież nie ma, nie było i nie będzie. Bo jak to tak, żeby przegrać normalnie? Być nie może, nie uchodzi i wręcz nie wypada. A jak sąd oddali protesty? To przecież wszyscy wiedzą, że wyroki w Polsce są zależne od PiS i zawsze można próbować zmienić ten stan rzeczy okadzając sądy dymem ze świec podczas opozycyjnych protestów i wieców.