Strajk przedsiębiorców

10
FOTO: EPA

Od niepamiętnych czasów mam na strychu pudła z książkami, które czekają na powstanie w domu mitycznej "biblioteki" będącej częścią "gabinetu", czyli mojego wymarzonego pokoju z wielkim panoramicznym oknem i widokiem na morze. Marzenia się spełniają, ale to jeszcze nie. Bywa, że zaglądam w pudła i wyciągam na chybił-trafił jakąś pozycję bawiąc się myślą – czytałam to, czy jeszcze nie?

Tym razem z przepastnych czeluści największego pudła wygrzebałam powieść, która swoją wielkością pustaka i sporo ponad tysiącem stron straszyła mnie w dzieciństwie. We wstępie, którego początek kiedyś nawet przeczytałam, jest informacja, że książka miała początkowo nosić tytuł „Strajk”, co w sposób bezpośredni nawiązuje do przedstawionych wydarzeń i to zamknęło wielkie twarde okładki dla mnie na dziesiątki lat, ale w to kolejne sierpniowe, deszczowe popołudnie pomyślałam – raz kozie śmierć – przeczytam. I wsiąkłam. Wessało mnie na długie godziny i dni. Ta książka czekała na tę chwilę, na ten czas, bo chociaż ma lat więcej niż moja mama, to opisuje dzisiejsze czasy. Kropka w kropkę.

„Atlas zbuntowany” opowiada historię buntu ludzi myślących – naukowców, przedsiębiorców, filozofów, pracowników – przeciwko dyktaturze polityków i masom chcącym żyć na cudzy koszt. I chociaż to opowieść o konkretnych bohaterach i sytuacjach, to ponadczasowa historia, która w pierwszej części przestawia piękno wolności, nieskrępowanej działalności człowieka, realizację młodzieńczych marzeń. Osiągnięcie sukcesu jest uzależnione wyłącznie od umiejętności, mądrości i pracy człowieka. W nieformalnej drugiej części do gry wkracza państwo i politycy. Wszystkie sfery działalności człowieka zostają znacząco ograniczone przez rządowe zakazy i nakazy. Rozporządzenia ingerują w wolność, własność i sprawiedliwość, ubezwłasnowolniają człowieka, ograniczają, krępują, usprawiedliwiając to dobrem ogółu i jego samego, tak jakby człowiek nie miał pojęcia, czego chce i co jest dla niego dobre.

Kolejne strony odsłaniały mi upadający świat przeżarty przez korupcję, absurdalne prawo, państwo wdzierające się i próbujące regulować każdy aspekt życia w imię wyższej idei i kolektywizmu, bo jak mawiał mój profesor od pedagogiki: „Człowiek jest wprawdzie istotą lubiącą życie wśród innych, ale tylko wówczas, gdy zaspokoi swój egoizm”. Ten sam profesor uczył nas, wbrew powszechnej opinii, że egoizm jest zdrowy i właściwy, bo nie można zrobić nic dobrego dla innych, nie kochając i nie dbając o siebie. „Jeśli tak zwane społeczeństwo uważa, że jego dobro wymaga ofiar, mogę tylko powiedzieć: do diabła ze społeczeństwem” – czytamy w utworze.

Książka ta jest dla mnie odpowiedzią na wszystkie rozterki związane z „polskim ładem”, których nie mogę się pozbyć. Niby wszystko pięknie wygląda, niby każdy ma zyskać, a bogaci tylko troszeczkę podzielą się z biedniejszymi, ale coś mi w tym zgrzyta i spokoju nie daje. Niby wszystko, dla wszystkich, ale… Chyba tylko małe dzieci wierzą, że nieskończony strumień pieniędzy płynie z bankomatu, kartą można płacić i płacić bez konsekwencji, a państwo ma skarbiec bez dna i tylko rozdaje, rozdaje… Ale przecież na pieniądze trzeba zapracować. „Człowiek uczciwy to taki, który wie, że nie może skonsumować więcej niż wytworzył” – to też cytat z powieści. Skąd wiec myśl, że można wydawać cudze, pożyczone, niezarobione, na wyrost, ponad stan i będzie dobrze? W „polskim ładzie” pieniądze mają dostarczyć przedsiębiorcy, piłkarze ekstraklasy i grupa najlepiej zarabiających artystów. Tak to w skrócie wygląda. A co jeśli stanie się coś, czego jeszcze nie było, a opisuje przytaczana przeze mnie powieść Ayn Rand, czyli wybuchnie strajk przedsiębiorców, którzy w pewnym momencie, przytłoczeni przez państwo odeszli, znikając w tajemniczym miejscu, zostawiając wszystko? Skutki tego były dla gospodarki fatalne, wręcz katastrofalne, ale ile można być jak mityczny atlas, który na swoich ramionach trzyma całe sklepienie niebieskie?

Wiem, w rzeczywistości trudno sobie taki strajk wyobrazić, ale faktycznie mamy do czynienia z szeregiem niekorzystnych zjawisk wokół przedsiębiorców, tych małych, jednoosobowych, czy rodzinnych przede wszystkim, bo duży zawsze da sobie radę, a mały niekoniecznie i to mnie niepokoi. „Zbudujemy system polityczny oparty na pojedynczej przesłance moralnej: żaden człowiek nie może uzyskiwać od innych żadnych wartości, uciekając się do siły fizycznej” – to z powieści, tylko czy tak się w ogóle da?