Synowie Emilewicz i syn Wermińskiej na nartach

18
FOTO: EPA

Łamanie prawa jest gorsze niż jego brak. A łamanie go przez osoby, które to prawo tworzą, które powinny z aptekarską dokładnością uważać, by go nie przekroczyć ani nawet nie dać podejrzenia, że tak mogło być, stanowi o totalnym upadku wartości klasy politycznej. Tak uważam.

Co robi złodziej, gdy go złapią z ręką w cudzej kieszeni? Krzyczy, że to nie jego ręka. Była wiceminister Jadwiga Emilewicz wprawdzie nie zaprzeczała, że jeżdżący na nartach na stoku chłopcy nie są jej synami, ale doprawdy nie wiem, czy to w jakikolwiek sposób stawia całą sprawę w jaśniejszym świetle.

Zgodnie z wprowadzonymi w grudniu obostrzeniami, do 17 stycznia zamknięte są hotele, ograniczona jest działalność galerii handlowych i stoków narciarskich, z których korzystać mogą tylko zawodnicy i członkowie klubów przygotowujący się do zawodów. Ale trzej synowie pani Emilewicz wzięli udział w zgrupowaniu narciarskim jak zawodowi sportowcy, choć nie mieli licencji, które do tego uprawniają. Co ciekawe, czary- mary, hokus-pokus, licencje jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawiły się w wykazie Polskiego Związku Narciarskiego dopiero po tym, gdy dziennikarze zadali o nie pytania. Magia, prawda? Czarów na tym nie koniec.

Rząd nakazał zamknięcie do 31 stycznia hoteli, moteli, pensjonatów, pokoi gościnnych – tak aby uniemożliwić wyjazdy obywateli na ferie zimowe. Wszystko to, by zapobiec trzeciej fali pandemii. Te i inne obostrzenia zostały wprowadzone przed świętami i obowiązują do 31 stycznia. Ale wygląda, że zakazy działają tylko dla nas maluczkich, ale nie obowiązują na górze.

Rodzina Emilewiczów pojechała sobie na tydzień w góry i mieszkała u „cioci”. Pani Jadwiga wraz z małżonkiem ponoć „chodziła w czasie treningów synów na skiturach – między innymi w Suchem, Małem Cichem, poza granicą stoków narciarskich wyznaczoną przez ogrodzenia. Nie naruszyła rozporządzenia o zamknięciu stoków”. I w niewinności swojej nijak pojąć nie może, jak jej imię i nazwisko znalazło się na liście obok zawodników korzystających ze stoku… Może zapytać Harrego Potera?

Jak napisała w swoim oświadczeniu: „wszyscy ponosimy koszty działań mających na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się koronawirusa”. Mam nadzieję, że wszyscy! Jedni ponoszą je tracąc swoje miejsca pracy, biznesy, wpadając w spiralę zadłużenia i depresję, żyjąc w niepewności co dalej, a inni – mam chociaż cichą nadzieję – zostaną zmuszeni do złożenia mandatu poselskiego!

„Uważam, że decyzje rządu są słuszne i w pełni się im podporządkowuję. Żadnym swoim działaniem nie lekceważę apeli rządu, ani tym bardziej rządowych rozporządzeń”. To jeszcze raz wypowiedź byłej wiceminister. Ja nie jestem przekonana, że wszystkie decyzje rządu są słuszne, ale odwrotnie od pani Emilewicz podporządkowałam się im w pełni. Święta i sylwestra spędziliśmy tylko w gronie domowników. Na feriach jeździmy na nartach i łyżwach na x-boksie w salonie. Tam też pływamy kajakami górskimi strumieniami oraz zbieramy wyrzucone przez morze skarby, dzięki którym jako rozbitkom uda nam się przeżyć na bezludnej wyspie. W realu ulepiliśmy bałwana, bo spadł śnieg i intensywnie odchudzamy psa (siebie, mam nadzieję, też) podczas spacerów w lesie. Wieczorami gramy w scrabble. Jako matka zapewne wolałabym, aby mój syn śmigał na stoku, ale jako człowiek nie chciałabym, żeby ktoś zapłacił za to życiem. Może dla niektórych to brzmi patetycznie, ale dla mnie prawdziwie.