Szczyt, Obama i Rasmussen

19

"Jako jedyne mocarstwo, które użyło broni atomowej, Stany Zjednoczone mają moralny obowiązek działania" – powiedział prezydent Barack Obama po szczycie NATO. W konsekwencji USA dokona ratyfikacji układu ONZ o zakazie prób z bronią nuklearną, a do końca bieżącego roku zawrze z Rosją nowy układ o redukcji broni jądrowej.

"Jako jedyne mocarstwo, które użyło broni atomowej, Stany Zjednoczone mają moralny obowiązek działania" – powiedział prezydent Barack Obama po szczycie NATO.
W konsekwencji USA dokona ratyfikacji układu ONZ o zakazie prób z bronią nuklearną, a do końca bieżącego roku zawrze z Rosją nowy układ o redukcji broni jądrowej. Amerykański przywódca oświadczył jednocześnie, że Waszyngton nie wyklucza kontynuowania projektu tarczy antyrakietowej w Europie, jak długo istnieć będzie zagrożenie ze strony Iranu.
O KROK OD FIASKA
Niewiele jednak brakowało, a 60., rocznicowy szczyt zakończyłby się fiaskiem. Poszło o zwalniające się właśnie stanowisko sekretarza generalnego. Na miejsce Holendra Jaapa de Hoop Scheffera zaproponowano kandydaturę premiera Danii Andersa Fogha Rasmussena. Sprzeciwił się temu prezydent Turcji Abdullah Gül. W czasie pamiętnej awantury o karykaturę Mahometa w duńskiej gazecie "Jyllands-Posten" Rasmussen opowiedział się bowiem za wolnością prasy. W rezultacie w oczach Turków zaczął on uchodzić za "antyislamistę". Ostatecznie udało się przełamać opór Ankary w tej sprawie.
Liberał Rasmussen w ojczystym kraju uchodzi za polityka niezwyciężonego. Kombinacja twardej polityki wobec imigrantów i socjaldemokratycznej linii państwa opiekuńczego spowodowała, że wygrywał wybory trzy razy pod rząd. W polityce zagranicznej natomiast dał się poznać jako niezłomny sojusznik George’a W. Busha w "wojnie przeciwko terroryzmowi". Przez długi czas podzielał też jego wątpliwości w sprawie przyczyn zmiany klimatu.
Międzynarodowe uznanie Rasmussenowi przyniosło przewodnictwo w Unii Europejskiej w drugiej połowie 2002 roku. To m.in. jego sprytowi i talentowi mediacyjnemu Polska i pozostali ówcześni kandydaci do członkostwa w UE zawdzięczają akcesję w 2004 roku.
Podczas szczytu nie brakło debaty o Afganistanie. Jako celu misji NATO w tym państwie nie wymienia się już stworzenia demokratycznych struktur. Oddziały sojuszu mają zapewnić bezpieczeństwo wewnętrzne na tyle, by kraj ten nie był wykorzystywany jako baza operacyjna dla islamskich terrorystów. USA natomiast mają wzmocnić ataki z powietrza na pograniczu Afganistanu i Pakistanu. Tam właśnie ma się ponoć ukrywać kierownictwo al-Kaidy.
Ameryka planuje wysłać do Afganistanu dodatkowo 21 tys. żołnierzy. Jeśli to nastąpi, USA będą dysponowały w tym regionie dwa razy większą liczbą żołnierzy niż wszystkie pozostałe państwa NATO razem wzięte. Obama dał jednak wyraźnie do zrozumienia, że oczekuje zwiększenia zaangażowania europejskich partnerów w tej misji.
Podczas szczytu nie obyło się bez protestów i demonstracji. Wzięło w nich udział kilkadziesiąt tysięcy osób. Po stronie niemieckiej odbyło się to pokojowo, po stronie francuskiej doszło do podpaleń, wandalizmu, w ruch poszły kamienie. Policja użyła granatów z gazem łzawiącym i armatek wodnych. A wszystko dlatego, że Paryż zakazał nawet pokojowych demonstracji.
UDANY DEBIUT
Szczyt NATO potwierdził opinie odnoszące się do całej wizyty prezydenta Baracka Obamy w Europie. Powszechnie uważa się, że był to jego bardzo udany debiut na Starym Kontynencie. Nie żądał podporządkowania z pozycji siły, starał się o zaufanie, umiał słuchać i zawierać kompromisy. Podbił serca Europejczyków. A to, że energicznie żąda silniejszego finansowego i wojskowego zaangażowania, zdaje się być w pełni zrozumiałe.

Autor: Jerzy Sonnewend