Tacy sami, choć wcale, i co z tym robić?

8

Felieton. Teren nieogrodzony - Tacy sami, choć wcale, i co z tym robić? –... i najważniejsze to pamiętać, że to ludzie tacy sami jak my! – kończę miniwykład adresowany do Starszej

Mam ambicję wychować ją na kobietę o zdrowym autowizerunku i niezależnych poglądach. Nie wiem, czy to w dzisiejszym świecie jest jeszcze w ogóle możliwe, ale próbuję, o święty Judo! (patron od najcięższych problemów), próbuję!
Córka reaguje przepisowo, jak na nastolatkę wzrastającą w świecie piktorialnego kultu celebrytów, czyli krzywi buzię i odpowiada:
– Akurat!
Jak mogą być tacy sami, skoro są tacy inni? Popatrz, jak ten pan spędza urlop, mamo. Sorry, ale sznurek diamentów to ta pani zakłada do tiszerta, gdy idzie z psem na spacer. Ma takich szuflady, jak zgubi – nic się nie stanie. A narty, którymi błyska po stokach w Szwajcarii? Czy ona je kupiła z drugiej ręki, żeby wybudżetować na kilka dodatkowych dni jazdy w sezonie? Wątpię. I czy myślisz, że gdyby jej chomik zachorował, to nie wykupiłaby mu leków za 300 dolarów dlatego, że nowy, zdrowy chomik kosztuje w sklepie 30 dolarów? Dobra, widzę na zdjęciu, że ma nie chomika, a pudla miniaturkę w różowym bikini. To bikini kosztowało więcej niż twoja balowa suknia!
Ludzie z niusów na ekranie komputera i pierwszych stronach gazet są z innych kosmosów, nawet jeśli nie cieleśnie (o niektórych nawet dorastające córki mówią, że aparycją wcale nie grzeszą), to przecież finansowo, lajstajlowo. Czy wierzę w to, co sama mówię?
Niekiedy.
Wierzę, gdy czytam, że celebryta złamał rękę. Znaczy kości ma ludzkie, takie same jak u reszty z nas i w określonych okolicznościach łamliwe. Ale gdy czytam, że do kontuzji doszło w czasie skoku na spadochronie nad parkiem krajobrazowym, do którego reszta z nas ma wstęp wzbroniony (wyjątkowe rzadkie okazy fauny i flory), wierzyć przestaję.
Wierzę, gdy podają w czołówce wieczornych wiadomości, że celebrytka rodziła dziecko 20 godzin. Znaczy podlega takim samym prawom natury jak wszyscy. Macierzyństwo i od niej wymaga wiadra potu, krwi i popękanych naczynek. Ale gdy słyszę, że znieczulenie dostała już w drzwiach, przez cały poród sączyła bezalkoholowego szampana i miała na posyłki pół szpitalnego personelu, bo wynajęła, jak w hotelu, całe jego piętro, moja wiara mocno się kurczy.
– Po prostu jej powtarzaj, że na świecie są ważniejsze rzeczy – doradza mi babcia Starszej.
– Powtarzam. Ale kwestia jej wiary w moje słowa to inna sprawa. Świat, który mamy wokół siebie, robi raczej wszystko, by tej lotnej tezie na każdym kroku przeczyć.
– Hm… –– odpowiada babcia po chwili zastanowienia.
Hm…
Ja wiem, że celebryci zawsze byli i zawsze będą. Cezarzy, królowie, możni świata tego, spędzający życie na Partenonie. Zwykły śmiertelnik mógł co najwyżej karmić ich wyobrażeniem swoje marzenia. Problem leży gdzie indziej. W czasach przedwspółczesnomedialnych, zwłaszcza przedinternetowych i przedsmartfonowych, zwykli śmiertelnicy spokojnie wiedli swoje zwykłe egzystencje, świadomi przepaści dzielących ich od Partenonu. Kto usiłował chodzić w spodniach szytych nie na jego miarę i kieszeń, wystawiał się na pośmiewisko. W zachowaniu zdrowego rozsądku i zdrowej samooceny wydatnie pomagał brak codziennego kontaktu z rzeczonymi celebrytami. Dziś kontaktu na żywo niby wciąż nie ma, lecz jest kontakt na obrazek. I to w trybie 24/7 na odpalenie jakiekolwiek ekranu, w tym przenośnego. Wyśmienicie przeszkoleni eksperci od lajfstajlu wiedzą, jak wpędzić nas w bardzo niefajne poczucie odstawalności od świata, jeśli jeszcze nie pognaliśmy do sklepu po podróbkę spodni, którymi celebrytka zaświeciła tego poranka w drodze z jednej limuzyny do drugiej. Odważnik samoudręczenia, czy już wyglądamy i żyjemy wystarczająco po celebrycku, nie ściąga nas na dno rzeczonej niefajności i odstawalności tylko wtedy, jeśli od czasu do czasu powtórzymy sobie, że celebryta to człowiek taki sam jak wszyscy. Jeśli ma normalnie pod sufitem, to nawet o to samo, co nam, mu w życiu chodzi: o prawdziwą miłość i żelazne zdrowie.
Ale problem pozostaje (babcia ostatecznie wycofała się z gry): fajność i przystawalność to esencja życia nastolatka. Podziwiam Starszą, jak jej się w ogóle udaje dzisiaj przetrwać.

Autor: Eliza Sarnacka-Mahoney