Taksówki na pobocze

0
17

Wyznacza się pasy dla rowerów, zabrania się skręcania na wyznaczonych odcinkach ulic, ogranicza się dopuszczalną prędkość. Od lat, póki co bezskutecznie, zamierza się wprowadzić opłaty za wjazd na Manhattan mostami nad Rzeką Wschodnią w godzinach od szóstej rano do szóstej wieczorem. Czy coś to dało? Czy usprawniło ruch kołowy w mieście? Gdyby ktoś mnie spytał, odpowiedziałbym bez wahania, że nie, ale burmistrz i jego świta przekonują, że sytuacja w tej kwestii się poprawiła. Jakim cudem nowojorskie ulice są mniej zakorkowane, skoro od kilku ostatnich lat zalewają je samochody firm nowej formy taksówkowej, jak Uber, Lyft, Via, Juno? Tylko jeden potentat – Uber – ma zarejestrowanych ponad 60 tysięcy pojazdów.

Gdy pasażerowie cieszą się, że przybyła im kolejna opcja w przemieszczaniu się z punktu a do punktu b, a firmy, które ją stworzyły, przeżywają oszałamiający rozkwit, właściciele tradycyjnych taksówek i ich kierowcy spychani są na pobocze, gorzej, w finansową przepaść i utratę zawodu, któremu poświęcili większość swojego życia. O ile ci drudzy mogą zatrudnić się u posiadaczy aut, będących na usługach jednej z wymienionych wcześniej firm, pierwsi mają znacznie gorszą sytuację: notują drastyczny spadek wartości zezwolenia, zwanego medalionem, co najczęściej doprowadza ich do ruiny finansowej. Od grudnia ub. roku do końca marca 2018 czterech właścicieli taksówek popełniło samobójstwo. Ostatnim, który dokonał tego czynu, jest 65- letni Nicanor Ochisor, znaleziony w swoim garażu na Queensie. Właściciel medalionu od prawie trzydziestu lat, na który zaciągnął pożyczkę, nie był w stanie jej spłacać. Nie mógł też go sprzedać z powodu braku chętnych.

W latach 30 ub. wieku, gdy panowała Wielka Depresja, miasto Nowy Jork wprowadziło pozwolenia na posiadanie taksówki. Zrobiono to w celu ograniczenia jeżdżących jego ulicami pojazdów usługowych, które z powodu braku pracy w innych branżach zalały jezdnie. Przez prawie siedem dekad zakup medalionu dawał rękojmię finansowej prosperity. Jego wartość sukcesywnie wzrastała dzięki, trzeba to sobie szczerze powiedzieć, sztucznemu utrzymywaniu takiej samej liczby pozwoleń (13 587), pomimo rozrostu miasta i znacznego podskoku liczby mieszkańców. W szczytowym momencie w 2014 roku osiągnęła pułap 1,3 miliona dolarów. I wtedy niespodziewanie pojawiła się konkurencja. Uber i podobne mu firmy umożliwiły pasażerom korzystanie z ich usług za pomocą aplikacji iPhone'a. Forma ta tak szybko przyjęła się wśród nierozstających się ze swoimi telefonami komórkowymi nowojorczyków, że dzisiaj zdominowała przewóz taksówkowy w mieście. Ale żeby było jeszcze gorzej dla tradycyjnych taryfiarzy, Via oferuje zabieranie kilku pasażerów jednocześnie, którzy mogą wsiąść i wysiąść niemal w dowolnym miejscu, w centrum Manhattanu, co kosztuje ich marne pięć dolarów. W rezultacie cena medalionu spadła obecnie do około 175 tys. Dla tych, którzy zakupili go niedługo przed utworzeniem Ubera i mocno się zadłużyli, nastały ciężkie czasy. W wielu przypadkach zaciągnięta pożyczka nawet kilkukrotnie przekracza wartość pozwolenia. Gdy nastał kryzys ekonomiczny w latach 2007-08, właściciele domów, jak Ameryka długa i szeroka, oddawali je bankom, bo nie byli w stanie ich spłacać, a ceny nieruchomości spadły poniżej długu. Nie wiem, czy taką możliwość mają nowojorscy taksówkarze, ale coś mi mówi, że nie, i dlatego, zdesperowani, dokonują aktu samouśmiercenia.

Nie sposób nie zadać sobie pytania, kogo głównie winić za zaistniałą sytuację? Na pierwszym miejscu postawiłbym władze miasta, które przez lata zapewniały właścicieli, że będą dzierżyli monopol w branży, i przyrzeczenia nie dotrzymały. Także nieodpowiednio zareagowały, gdy powstawały firmy przewozowe z użyciem aplikacji iPhone'a. Zamiast wprowadzić przepisy ograniczające liczbę ich pojazdów, nie robiły nic w tym kierunku, aż te urosły do dziesiątków tysięcy. Nie bez winy pozostaje Stowarzyszenie Właścicieli Medalionów i Kierowców Taksówek, które naciskało na ratusz, żeby nie zwiększał ich floty, w celu windowania wartości zezwoleń. W rezultacie tradycyjne taksówki zostały zepchnięte na pobocze.

Autor: Wiesław Cypryś