Terroryści w polskiej szkole

189
FOTO: PEXELS.COM

Weszli do szkoły ubrani w stroje moro, wymachując bronią i rzucając materiały wybuchowe. Dzieci wpadły w panikę, niektóre chciały wyskoczyć przez okno. Nauczyciele byli przerażeni. Trudno opisać, co się działo podczas tych kilkunastu minut, gdy nikt, poza dyrektorką, nie wiedział, że to tylko symulacja ataku terrorystycznego.

Dyrektorka szkoły została już odwołana, a burmistrz miasta złożył zawiadomienie do prokuratury. W placówce jest przedszkole, szkoła podstawowa i liceum, uczęszczają tam dzieci z dysfunkcjami, choćby z autyzmem i zespołem Aspergera, którym niezwykle trudno jest wyjaśnić zaistniałą sytuację. Nawet dotąd zdrowe i silnie psychicznie dzieci doznały ogromnej traumy. Otrząsnąć nie może się też wielu nauczycieli. Dyrektorka miała przyznać, że „nie wszystko wyszło tak, jak powinno”. Zapewne za jakiś czas dla niektórych stanie się to topowym wspomnieniem ze szkoły, anegdotą imprezową, ale będą też tacy, u których zostawi to trwały, negatywny ślad. Jakkolwiek by nie było, to była tylko chwila, skomasowana emocjonalnie, przerażająca, ale chwila, a co jeśli ktoś z terrorystą, czy terrorystami, pracuje każdego dnia? Co rano budzi się z myślą, że musi tam iść? Niby nie musi, ale tylko niby. Syndrom sztokholmski albo ekonomiczna proza życia…
Wielu uczniów polskiej szkoły czuje się jak zakładnicy. Muszą sprostać wymaganiom terrorysty, choć nie zawsze są w stanie. Poddawani są, jak to zwykle u terrorystów bywa, przeróżnym szantażom emocjonalnym: „rodzice będą zawiedzeni”, „koledzy cię wyśmieją”, „dostaniesz naganę wychowawcy”, „pójdziesz do dyrektora na dywanik”, „nie zdasz do następnej klasy”, dostaniesz słabe oceny i żadna szkoła cię nie przyjmie”… Czy uczeń ma wsparcie w nauczycielu? Absolutnie nie, bo nauczyciel, jeżeli sam nie jest terrorystą, to jest taką samą ofiarą systemu. Niechby tylko chciał się postawić! Zaraz znajdą się tacy, którzy ustawią go w szeregu. Bo polska szkoła działa według systemu feudalnego. Każdy ma swojego pana, któremu służy. Każdy wasal ma swojego wasala.

Czytałam raport, z którego wynika, że co piąte dziecko w Polsce zmaga się z problemami psychicznymi, z czego ponad połowa cierpi na depresję! Żaden z krajów europejskich nie wypada tak dramatycznie. Wiele, bardzo wiele jest tego powodów, ale jeden z nich jest taki, że pozwalamy, by wszelacy terroryści dnia codziennego w szkole, a później w pracy, realizowali swój program, bo ofiary milczą. Szacunki mówią, że na całym świecie na depresję cierpi 320 mln ludzi. Według prognoz Światowej Organizacji Zdrowia, do 2020 roku będzie ona na drugim miejscu wśród najczęstszych chorób, a do 2030 roku – na pierwszym. W Polsce z depresją zmaga się około 1,5 mln osób. Depresja często prowadzi do prób samobójczych.
Ale my ciągle zamiatamy wszystko pod dywan. Dlatego wygrywają wszelakiej maści terroryści. Zapewne niektórzy się dziwią, skąd takie moje porównanie, ale czym, jak nie zachowaniem terrorystycznym w szkole, w pracy, a czasem i w domu, jest bossing (przełożony jest prześladowcą, a podwładny jest ofiarą), staffing (mobblerem jest grupa, a ofiarą jest osoba należąca lub zależna od tej grupy) albo bullying, co można tłumaczyć jako „znęcanie się”, jednak ten określony sposób i zjawisko dotyczy konkretnie dzieci w wieku szkolnym? To jest terroryzm dnia codziennego. Nie dziwię się, że tak wielu nie wytrzymuje. Ja też nie.