To idzie zmiana i śpiewa

115
Zdjęcia: Arch/Boy Scouts of America

Polskie przysłowie odradza mówić przedwcześnie "hop", amerykańskie zakazuje z kolei niewiary, że cokolwiek może nam się nie udać (wiara czyni cuda!), wypośrodkuję więc i powiem: "Nie wiem, co jeszcze nas czeka i może nie będę miała na to wpływu, ale wiem, jak wiele zawdzięczam drużynie skautów, dzięki której Młodsza utrzymała się w czasie pandemii na powierzchni. Psychicznie, a nawet fizycznie.

Amerykański skauting znajduje się jednak na rozdrożu i w popandemicznej rzeczywistości będzie musiał zmierzyć się z wyzwaniami, jakie pandemia na moment od niego oddaliła. Mam nadzieję, że nie zmarnuje swojej szansy i pójdzie za ciosem zmiany, nim zmiana odbierze mu szansę na dalszy rozwój.

Oboje z mężem nosiliśmy w dzieciństwie i młodości szare i zielone mundurki, nie było więc rady, córki wychowywały się na kuriozalnej mieszance opowieści ze skautowo-harcerskiego podwórka. Z jednej strony byłam ja z historią moich koedukacyjnych drużyn, gdzie starczało miejsca i na hardkorowe rajdy po Bieszczadach z pełnym ekwipunkiem na plecach, i na całkowicie lajtowe oraz sfeminizowane konkursy piosenki czy plakatu zaangażowanego. Z drugiej strony był mój mąż w wydaniu niemalże nieletniego piechura morskiego, który musi sobie poradzić przez kilka dni z rzędu sam w lesie w wydaniu, jak to mówią “jak stoisz” – bez zmiany ubrania, bez kromki chleba w kieszeni i nawet bez noża, o śpiworze nie wspominając.

Starsza skautingiem zainteresowana nie była, bo w “jej” czasach dziewczyny zrzeszone wyłącznie w żeńskich drużynach mogły co najwyżej sprzedawać pod supermarketami ciastka. Młodsza zainteresowana była od zawsze i przez długie lata psioczyła na czym świat stoi, dlaczego amerykański skauting nie jest taki jak polski (możliwość zapisania jej do polskiej drużyny harcerskiej w USA nie wchodziła w grę). Wiadomość sprzed trzech lat o tym, że organizacja Boy Scouts of America będzie w końcu “dopuszczać” do “regularnego” skautingu dziewczyny, przyjęła z euforią. Postanowiła wstąpić do jakiejś drużyny od razu, poprosiła tylko swego ojca, by pomógł jej dokonać wyboru.

Ja, mimo własnej historii z harcerstwem, stanęłam z boku. Amerykański skauting niestety niezbyt do mnie przemawiał. I nie chodziło nawet o jego coraz bardziej “poszargany” wizerunek jako organizacji zawiadywanej przez ludzi świadomych, lecz świadomie ukrywających incydenty, a może nawet i całą kulturę molestowania dzieci przez opiekunów. Dużo bardziej o to, że nazbyt trącił, jak dla mojej pacyfistycznej i wiecznie poszukującej duszy, paramilitaryzmem oraz patriotyzmem w sztywnym ujęciu narodowo-religijnym. Nie oznaczało to jednak, że miałam zamiar niweczyć marzenia mojego dziecka. W razie czego, jeśli okazałoby się, że to nie jej para kaloszy, po prostu te kalosze zdejmie i więcej ich nie założy.

Drużyna, do której wstąpiła Młodsza, miała same dobre intencje, ale i tak okazało się, że wdepnęliśmy w nie lada eksperyment. Młodsza była gotowa na koedukacyjny skauting, niestety skauting, bez względu na jakość i szczerość swych intencji, nie był gotowy na nią, a patrząc na sprawę z perspektywy czasu powiem wręcz, że nie był gotowy na żadne dziewczyny w ogóle. Punkt dla skautingu, iż wybuchła pandemia i brak wizji ze strony organizacji dało się na jakiś czas skutecznie przykryć walką z doraźnymi wyzwaniami. Były niemałe i pochłonęły całą organizacyjną energię. Jak przeprowadzić zbiórkę w realiach społecznego dystansu? Jak zaaranżować zbiórkę w ogóle, jeśli ma się do dyspozycji tylko jakiś parking – obowiązuje bowiem zakaz zbierania się w grupie większej niż 10 osób! – a jest środek śnieżnej i mroźnej zimy? Jak zorganizować biwak? Ognisko? Jak w warunkach lockdownu umożliwić dzieciom zdobywanie umiejętności i awansu na kolejne stopnie, by zdążyły przed ukończeniem 18. roku życia zdobyć ten najwyższy – skauta orlego?

Bywało różnie. Nie uniknęliśmy sytuacji, że także zbiórki, jak reszta naszego codziennego życia, przybrały w całości charakter online i Młodsza na samą myśl o kolejnym zoomie dostawała przysłowiowej wysypki od wzbierającego w środku oporu.

Wdzięczna jednak jestem skautingowi, że w przeciwieństwie do szkoły i wszystkich innych klubów, lig oraz organizacji, nie poddał się i nie poległ. Drużynowi Młodszej o każde spotkanie i każdego zooma walczyli z zaciętością i oddaniem, jakby miały to być ostatnie wspólne chwile w skautowym gronie. W czasie gdy wszystko pogrążyło się w chaosie, a jedyną pewnością była niepewność jutra, ten jeden aspekt życia Młodszej pozostał niezmieniony, był stabilną burtą, której mogła się trzymać i z której jasno widziała cel – zdobycie stopnia skauta orlego. Do trwania na tej burcie i kontynuowania podróży motywowała ją świadomość, że ma na realizację tego celu tylko trzy krótkie lata.

Od początku tego roku szkolnego zbiórki i wyjazdy odbywają się już normalnie, a Młodsza właśnie zaliczyła ostatni etap przygotowań przed próbami na skauta orlego. W międzyczasie weszła do ekipy “starszyzny” drużyny i (co było nie do uniknięcia) została zaangażowana w sprawy, które są dla drużyny najbardziej “palące”. Z końcem pandemii wróciła na wokandę kwestia “rekrutacji” dziewczyn, bo niestety, nawet biorąc poprawkę na pandemię, nie widać z ich strony tłumów.

– A tobie jak się wydaje, co można zrobić, by więcej dziewczyn chciało być w skautingu? – zaczepiła mnie dziś rano. – Oprócz tego, że powinniśmy się jakoś bardziej ogłaszać w gimnazjach? Może też porozwieszać plakaty w bibliotekach i innych miejscach użyteczności publicznej? – zastanawiała się na głos.

Nie odpowiadałam. Robiłam to celowo.

– No, ja wiem, że ty nie za bardzo za tutejszym skautingiem przepadasz. I w sumie masz rację. Pamiętasz, jak na biwaku ojciec Finna skrzyczał innego chłopaka za to, że ten źle popatrzył na mapę i przez moment prowadził zastęp w złym kierunku? Darł się jakbyśmy wszyscy byli w wojsku, a jego na dodatek ugryzła w nos osa. Kobiety nie robią z podobnej rzeczy takiego końca świata.

Milczałam dalej.

– Może powinniśmy też pomyśleć, jak bardziej się zintegrować jako drużyna, bo w sumie to przecież wciąż wcale nie jesteśmy razem. Siedzimy oddzielnie na zbiórkach, chodzimy w oddzielnych grupach podczas wycieczek i robimy oddzielne projekty.

Uniosłam do góry brwi.

– Ale nie tylko o tę separację chodzi – kontynuowała Młodsza, jakby czytała w moich myślach. – W sumie to przecież wciąż też nie do końca wiadomo, co my, dziewczyny, mamy w tej drużynie robić oprócz tego, że możemy robić to, co od zawsze robili chłopcy. Co tam mogłoby zależeć od nas? Jak my mogłybyśmy wpływać na to, jak nasza drużyna wygląda i jak się rozwija? To tak, jakby nas tam zaproszono, ale bez prawa głosu i bez prawa… – Młodsza szukała słowa.

– Do decyzji? – podpowiedziałam.

– O właśnie! – zgodziła się.

Teraz przez chwilę milczałyśmy obie.

– Widzisz? Nie potrzebujesz żadnych podpowiedzi, bo to, co ważne, już doskonale wiesz. Podjęcie dobrej decyzji, a taką na pewno jest pomysł tworzenia drużyn koedukacyjnych, nie wystarczy, by zmienić pokutującą powszechnie percepcję amerykańskiego skautingu. Do tej pory nie było w nim miejsca dla dziewczyn, nie było więc i potrzeby zastanawiać się, jak to miejsce ma wyglądać, a zwłaszcza, w jakim celu robi się to miejsce w ogóle. Niestety, dopóki nie znajdziecie jako organizacja klarownych odpowiedzi na te kluczowe pytania, nie znajdziecie, obawiam się, zbyt wielu ochotniczek, by te nowe, koedukacyjne drużyny tworzyć. Żebyście nie wiem jak stawali na głowie i malowali najpiękniejsze plakaty świata.

– Nie ma szansy, żeby nasz drużynowy nawet pomyślał o tym, by drużyna nabrała bardziej “dziewczyńskiego” charakteru. Już widzę jego reakcję jak mu to zasugeruję…

– Obawiam się, że pozostanie wyłącznie przy “chłopackim” charakterze będzie drogą donikąd. Zmiana zakłada zmianę. Zmiana bez zmiany, jest tylko pustym słowem, a bywa, że prowadzi do załamania tego, co przed zmianą funkcjonowało bez zarzutu.

– Czyli co? – Młodsza wydała z siebie westchnienie, jakby na piersi usiadł jej słoń i nie chciał się nawet poruszyć.

– Czyli jak zawsze. Nie będzie lekko.

– Ale będzie warto? – zapytała i powtórzyła to samo, tylko już w trybie oznajmującym: – Ale będzie warto.