Trzecia noga w polityce

15
Foto: Wikimedia.com, Sejm.gov.pl

Wygląda na to, że nad Wisłą efekt Tuska oraz nowalijki Hołowni się zakończyły, bo wszystkie znaki na ziemi i w sondażach wskazują, że gdyby wybory odbyły się w najbliższym czasie, to 34 procent Polaków zagłosowałoby na PiS i Solidarną Polskę, 23 proc. na Koalicję Obywatelską, a 12 proc. – na Polskę 2050 Szymona Hołowni. Reszta zbliża się niebezpiecznie do granicy progu wyborczego i tak: Lewica – 7 proc., Konfederacja – 6 proc., PSL – 5 proc.

W zasadzie to nie jest dla mnie żadną niespodzianką, może poza tym, że PSL jeszcze jakoś się trzyma. Od czasów pojawienia się na scenie Samoobrony i Andrzeja Leppera, ta część lektoratu, która dotychczas była reprezentowana przez ludowców na zawsze została stracona i co ciekawe nawet Agrounia, chociaż działa w bardzo podobnym jak Samoobrona stylu, a jej lider Michał Kołodziejczak jest niezwykle prężny w protestach, nieprzebierający w słowach, mocno zdeterminowany, nie brak mu charyzmy – to chyba nie jest już czas na partie „chłopskie” i daleko mu do Leppera. Może dlatego, że Unia mocno zmieniła polską wieś, ale również zmienili się jej mieszkańcy – teraz zdecydowana część z nich pracuje w mieście, albo właśnie niedawno się z tego miasta przeprowadziła do swojego domu, kolejnej pozamiejskiej „sypialni”.

Wprawdzie do wyborów w Polsce mamy jeszcze dwa lata, ale nic nie wskazuje, że powstanie jakiś nowy twór polityczny, wiec karty będą rozdawane wśród obecnych graczy. Poczekamy też zapewne jeszcze z rok na pojawianie się obietnic, potem przyjdzie czas na wyciąganie trupów z szafy i na ostatniej prostej wszystko właściwie się może wydarzyć. Ciekawe dla mnie jest to, że Polacy w sondażach, w których nie mają typować partii politycznych, nie wskazują na siebie jako na zwolenników prawicy i prawicowych wartości w tak dużej liczbie, jak w sytuacji, gdy wskazują na partie, chociaż to właśnie na tej osi między liberalizmem światopoglądowym a konserwatyzmem przebiega granica elektoratu.

Podstawą tego podziału są trzy filary. Pierwszy to światopogląd. Dzieli w największym stopniu i chyba najbardziej widocznie. Jeden z krańców tego wymiaru można określić jako konserwatyzm. Tworzą go: uznanie szczególnej roli Kościoła katolickiego w Polsce i potrzeby współpracy między państwem a Kościołem, poparcie dla prawnego zakazu przerywania ciąży oraz sprzeciw wobec formalizacji związków osób tej samej płci.

Drugi kraniec można opisać jako liberalizm światopoglądowy. Jest on wyznaczony przez przekonanie, że państwo nie powinno wyróżniać żadnego z wyznań ani kościołów, liberalne stanowisko w sprawie prawnej regulacji aborcji oraz poparcie dla instytucjonalizacji związków jednopłciowych. Skrajne postawy dzielące elektoraty można opisać jako proeuropejskość, akceptacja pogłębiania integracji europejskiej (choćby wprowadzenie euro w Polsce), z drugiej jest dystans i przekonanie o potrzebie zachowania i manifestowania jak największej niezależności.

Trzeci filar koncentruje się na roli i zadaniach państwa. Jedni widzą państwo socjalne, opiekuńcze, akceptując progresywną skalę podatkową. Kładą nacisk na ochronę istniejących miejsc pracy oraz wszelakiego rodzaju opcje „za darmo”. Opcję liberalną wyznacza sceptycyzm wobec modelu państwa opiekuńczego, poparcie dla podatku liniowego oraz przekonanie, że elastyczność rynku pracy jest ważniejsza niż bezpieczeństwo zatrudnienia. Zdaniem tej grupy elektoratu, państwo ma wspierać, ale nie wyręczać, dawać możliwości wyboru, rozwoju, ale nie podawać na tacy. Te trzy filary oraz występujące między nimi „miksy” stanowią niezmienny elektorat wyborczy w Polsce. Czy da się coś tu zmienić? Przesunąć? Wprowadzić? Wątpię, a do następnych wyborów na pewno nie.