Ugoda czy wyrok?

70

Mężczyzna jechał skuterem po Maurice Avenue na Queensie. Aby prowadzić skuter, posiadał on ważne prawo jazdy na motocykl. Jest polskim imigrantem i obywatelem amerykańskim, który przepracował jako pracownik budowlany całą swoją karierę.

Dzięki jego wysokim zdolnościom zawodowym został zaraz po wstąpieniu do związku zawodowego mianowany czeladnikiem. W swoim prywatnym życiu był szczęśliwym małżonkiem nauczycielki w nowojorskim systemie szkolnictwa oraz dwójki wspaniałych dzieci.

W dniu wypadku jechał on na dolny Manhattan, gdzie miał wykonywać prace renowacyjne na budowie. Poprzednio przejeżdżał tą samą trasą setki razy. Skrzyżowanie Maurice Avenue i Borden Avenue na Queensie w Nowym Jorku to czterokierunkowe skrzyżowanie. Jest ono kontrolowane przez sygnalizację świetlną we wszystkich kierunkach. Gdy mężczyzna zbliżył się do skrzyżowania, zauważył, że ma czerwone światło. Zwolnił, aż w końcu zatrzymał swój skuter, nacisnął na hamulce i postawił obydwie stopy na asfalcie. Cierpliwie czekał na zmianę świateł.

Pozwany (sprawca wypadku), który w tym samym czasie prowadził firmową ciężarówkę, nie był aż tak ostrożny. Gdy światło dla kierowcy skutera zmieniło się na zielone, wjechał on na skrzyżowanie. Kiedy już prawie przez nie przejechał, pozwany, jadąc z naprzeciwka, wykonał nagły, nieprzewidywalny skręt w lewo tuż przed skuterem, odcinając mu drogę. Kierowca skutera zrobił wszystko co mógł, aby uniknąć wypadku. Nacisnął na hamulce i odjechał w lewą stronę. Pomimo wysiłku nie był jednak w stanie uniknąć pozwanego i zderzył się z ciężarówką, a konkretnie jej prawą tylną częścią od strony kierowcy. Siła uderzenia była ogromna. Pracownik uderzył głową, prawym barkiem i prawą częścią ciała o przyczepę ciężarówki. Został gwałtownie rzucony na ziemię i prześlizgnął się po asfalcie, obdzierając ubrania i skórę.

Natychmiast po wypadku pracownik został zabrany karetką do szpitala Elmhurst, gdzie skarżył się na ból w prawym barku i żebrach. Zdjęcia rentgenowskie wykazały przesunięte pęknięcie obojczyka oraz przemieszczone pęknięcie piątego żebra po prawej stronie. Dodatkowe testy wykazały również naderwanie obrąbka stawowego w prawym barku, które wymagało operacji. Lekarz musiał przymocować ścięgno, ponieważ było ono zerwane podczas wypadku. Ponadto obojczyk był pęknięty i przesunięty. Podczas tej samej operacji lekarz dokonał otwartej resekcji dystalnej części obojczyka, podbarkowej dekompresji oraz akromioplastyki. Po długim leczeniu i znacznym wysiłku pracownik miał na tyle szczęścia, że mógł wrócić do pracy, ale już nigdy nie odzyskał poprzedniej kondycji. Do dziś odczuwa ból w prawym barku podczas podnoszenia przedmiotów czy też unoszenia ich nad głową oraz podczas wykonywania codziennych czynności jako pracownik, mąż i ojciec.

Firma ubezpieczeniowa, tak jak zazwyczaj, próbowała zrzucić winę za wypadek na poszkodowanego. Twierdziła, że to pracownik przejechał na czerwonym świetle, a nie ich klient. Ich klient (pozwany) twierdził, że miał zieloną strzałkę do skrętu w lewo, a pracownik nieodpowiedzialnie wymijał pojazdy jadące przed nim. W momencie wypadku pozwany był w pracy, więc zarówno on, jak i jego pracodawca ponosili teoretycznie odpowiedzialność za wypadek. Ubezpieczalnia zaoferowała naszemu klientowi 100 000 dol. Poszkodowany pracownik odrzucił tę niską ofertę i za jego zgodą skierowaliśmy sprawę do końcowego procesu.

Na początku procesu było jasne, że teoria wypadku przedstawiona przez firmę ubezpieczeniową nie jest spójna. Było ewidentne, że wersja wypadku ich oraz naszego klienta są kompletnie różne. Nie było żadnego dowodu na to, że nasz klient przejechał na czerwonym świetle. W rzeczywistości było bowiem odwrotnie. Miejsce samego uderzenia było kluczowe w udowodnieniu firmie ubezpieczeniowej, że ich klient był winny. Podczas przygotowań do procesu przygotowaliśmy bardzo dokładne dowody rzeczowe w formie zdjęć oraz raportów, aby pokazać ławie przysięgłych, w jaki sposób doszło do tego wypadku.

Przed wybraniem ławy przysięgłych firma ubezpieczeniowa podwyższyła swoją ofertę do 250 000 dol. Poszkodowany kierowca, po konsultacji z nami, ponownie odrzucił ofertę i kontynuował sprawę. Po wybraniu ławy przysięgłych firma ubezpieczeniowa doszła do wniosku, że wybrani przez nas ławnicy nie pomogą im w obronie tej sprawy. Zaoferowali więc jako ugodę 750 000. Powód, za naszą poradą, ponownie odrzucił ofertę. Zaraz przed wygłoszeniem wstępnych przemówień i tylko dzięki sędziemu, który nalegał na wyższą ofertę ugodową ze strony firmy ubezpieczeniowej, strony zgodziły się zawrzeć ugodę na 850 000 dol., kwotę, która ostatecznie wymierzała sprawiedliwość poszkodowanemu.

W sytuacjach wypadkowych firma ubezpieczeniowa często zaniża wartość sprawy poszkodowanego, licząc, że nie skieruje on jej do rozpatrzenia przez sąd. Omówiony przypadek, jak i wiele innych, pokazuje, dlaczego każdy proces musi zostać dokładnie przygotowany aż do czasu, kiedy zostanie zawarta godziwa ugoda lub wydany sprawiedliwy wyrok.

Jeżeli Państwo sami stali się ofiarą wypadku lub znają kogoś, kto ma problem ze swoim wypadkiem, to zapraszamy do bezpłatnej konsultacji prawnej pod numerem telefonu (212) 514-5100, emailowo pod adresem [email protected], lub w czasie osobistego spotkania w naszej kancelarii na dolnym Manhattanie. Możecie Państwo również zadać nam pytania bezpośrednio na stronie internetowej (www.plattalaw.com) używając e-maila lub czatu, który jest dostępny dla Państwa 24 godziny na dobę. Zawsze udzielimy Państwu bezpłatnej porady w każdej sprawie, w której będziemy mogli Państwa reprezentować.
Na naszej stronie internetowej mogą Państwo (po lewej jej stronie) sami sprawdzić status swojej sprawy sądowej (prowadzonej nawet przez inną kancelarię), po wpisaniu numeru akt sądowych (index number) swojej sprawy w istniejące tam pole. Ta część strony jest skonfigurowana bezpośrednio z oficjalnym systemem sądowym stanu Nowy Jork, dzięki czemu wiadomości, jakie uzyskają tam Państwo na temat swoich spraw, są oficjalnymi danymi sądowymi. Gdyby z jakiegokolwiek technicznego powodu nie udało się Państwu odnaleźć swojej sprawy w tym systemie, to z przyjemnością pomożemy ją odnaleźć telefonicznie.
SŁAWOMIR PLATTA
tel. (212) 514-5100