Ugotowana żaba

166

Siedzę na przystanku, żar leje się z nieba i kipi z chodników. Gdy wychodziłam z pracy, termometr za oknem pokazywał 54 stopnie Celsjusza, a był niezupełnie w słońcu. Podobno to masa krytyczna.

Odnoszę wrażenie, że z każdym oddechem podgotowuję moje wewnętrzne podroby. Boję się nawet zerknąć na zegarek, wszak w saunie nie zaleca się ruchu. Nagrzany daszek i trzy ścianki pełnią rolę piekarnika, ale dają chociaż trochę cienia, którego jak okiem sięgnąć nigdzie nie ma. Boshe! Dlaczego akurat dziś dałam samochód do mechanika!? Na samą myśl, że jutro czeka mnie to samo piekło, robi mi się słabo. Spowolnionym ruchem sięgam po butelkę wody, zamiast upragnionego chłodu mam wrażenie jakbym piła gorącą, lurowatą herbatę. Masakra!

Obok mnie siadają dwie starsze panie, nie wiem, jakim cudem, ale wyglądają jakby właśnie wróciły z samego równika i obecne temperatury są dla nich miłą odmianą. Obie w fikuśnych kapelusikach, eleganckich sandałkach, jasnych sukienkach i z torebeczkami. Jako że wiek ich nie wskazywał, że wracają ze szkoły lub pracy w którymś z pobliskich zakładów, zapewne były w przychodni. Czwartej możliwości w tym miejscu nie ma.

Kolejnym zaskoczeniem dla mnie był temat ich rozmowy – nie o wnukach, kompocie z truskawek, wynikach badań czy podwyżce cen pietruszki, ale o Krystynie Jandzie. Ja z gorąca nie mogłam sobie przypomnieć więcej niż pięć tytułów filmów z jej udziałem, a one sypały jak z rękawa. Jak nazywa się jej teatr?! Którykolwiek?! Mój mózg pracował jak na rezerwie, a panie rześko i z lekkością wymieniały się nowinkami o ostatnim jej projekcie.

Wreszcie nadjechał autobus. Cichutko otworzyły się drzwi do chłodnego raju. Siadam półżywa, ale różnica temperatur około 30 stopni sprawia, że biorę głęboki oddech. Czuję się jakbym spełniła marzenie upalnego dnia – wejść do lodówki. Starsze panie zajęły miejsce za mną i kontynuowały temat Jandy, rozszerzając go o innych zaangażowanych politycznie celebrytów. – Jak można tak bardzo pogardzać innymi ludźmi, jak bardzo można kogoś obrażać, całkowicie nie znając tego człowieka, będąc jednocześnie w zupełnie nieuzasadniony sposób przekonanym o własnej ogromnej roli społecznej! I co ona wygaduje?! – powiedziała ta w butach w odcieniu drugiego paska tęczy. – Miałam z synem iść, jak ich odwiedzę na wakacjach, na “Hrabinę” Moniuszki w Operze Bałtyckiej w reżyserii Jandy, ale ja jej nie będę płacić, by mnie obrażała i za nic miała! Dość! A tym jej kremem do twarzy to sobie będę na znak protestu pięty smarować! – dodała ta z boską torebką w odcieniu lawendy.

W miłym chłodku moje blondynkowe zwoje zaczęły pracować. Teatr Polonia i Och-Teatr – przypomniało mi się najpierw, a potem kilka wypowiedzi artystki, które najwyraźniej zbulwersowały moje towarzyszki miejskiej podróży. Nieładnie się pani aktorka wyraża o ludziach innych poglądów niż ona, to fakt. Robi to od kilku lat z coraz większą zajadłością i chyba nie tylko chodzi o to, że obecna władza obcięła jej milionowe dotacje na prywatną działalność. Ona naprawdę tak myśli. Niestety, jak wielu bogatszych, sławniejszych, lepiej ustosunkowanych, co wcale nie znaczy, że mądrzejszych, lepiej wykształconych. Tym ludziom się wydaje, że wiedzą lepiej i koniecznie muszą nawrócić innych, tych głupszych, znaczy się ich zadaniem…

Co ciekawe, wieloletnie badania pokazały, że to właśnie osoby mniej inteligentne są bardziej skłonne do odczuwania wyższości nad innymi.

Dzieje się tak szczególnie, gdy uda im się osiągnąć wyższy status społeczny czy majątkowy – nie jest istotne, czy zdobyty dzięki własnym umiejętnościom, przypadkowi czy przejęty po rodzicach i znajomych lub współmałżonku. Osoby takie czują się niejako uprawnione do wygłaszania autorytatywnych, bezdyskusyjnych opinii, z racji bycia na szczycie drabiny społecznej, lecząc tym poniekąd swoje własne kompleksy.

Patrząc na tę naszą „wyższą” klasę, można z całą pewnością zaobserwować wśród wielu z nich niej tzw. efekt Dunninga-Krugera. Jest to zjawisko, potwierdzone naukowo, z dziedziny psychologii. W 1999 roku dwaj naukowcy Justin Kruger i David Dunning z Uniwersytetu Cornella, ponoć najlepszej uczelni na świecie według Akademickiego Rankingu Uniwersytetów Świata z 2014 roku, przeprowadzili eksperyment, polegający na zbadaniu poziomu samooceny osób wykwalifikowanych i kompetentnych oraz osób niewykwalifikowanych i niekompetentnych w danej dziedzinie. Udowodnili, że ludzie inteligentni najczęściej się za inteligentnych nie uważają, odwrotnie do ludzi głupich – którzy są przekonanymi o swoich wysokich zdolnościach intelektualnych.