Ukraina na wirażu

3

Wybory na Ukrainie to prawie zawsze ostry wiraż, w trakcie pokonywania którego może dojść do wielu nieoczekiwanych wydarzeń.


Foto:PAP
Styczniowe wybory prezydenckie to przede wszystkim decydujące starcie dla Julii Tymoszenko

Wybory na Ukrainie to prawie zawsze ostry wiraż, w trakcie pokonywania którego może dojść do wielu nieoczekiwanych wydarzeń.

Jeszcze bardziej mgliste jest to, co Ukrainę czeka za zakrętem: rewolucja, nagły zwrot w stronę Rosji, a może wszystko zostanie po staremu? Do wyborów pozostały 3 miesiące i, według socjologów, ich wynik nie stanowi wielkiej zagadki. Czy rzeczywiście?

Cześć ekspertów już wie, że w lutym przyszłego roku odbędzie się druga tura, w której zmierzą się Wiktor Janukowycz i Julia Tymoszenko. W pojedynku "starych przyjaciół" zwycięży oczywiście Tymoszenko.

JESZCZE NIE WIEDZĄ

O tym, że wcale tak nie musi być, mówią dziś nieliczni. A nieliczni mogą mieć rację. Ponad 60 proc. wyborców nie wie jeszcze (lub nie chce o tym mówić), na kogo zagłosuje.

Sytuacja w środowisku "mniejszości", czyli ludzi, którzy już wybrali, jest następująca: 25-30 procent za Janukowyczem, 15-20 procent – za Tymoszenko. Wiktor Juszczenko cieszy się poparciem nie więcej niż 7 procent Ukraińców. To świadczy o skali rozczarowania sytuacją w kraju, ale też prezydent nie rozpoczął jeszcze kampanii. Juszczenko, nazywany przez wielu "politycznym trupem", dotrzymał słowa i zdecydował się na udział w wyborach, choć przez ostatnie miesiące politycy i eksperci odradzali mu udział w czymś, co według nich będzie straszliwą porażką najpopularniejszego niegdyś na Ukrainie polityka.

Jakich jeszcze niespodzianek można spodziewać się od kandydatów, których ogółem może być nawet 20? Trudno powiedzieć. Tym razem Ukraińcy mogą wybierać – oprócz wskazanych – wśród tak interesujących postaci, jak b. minister obrony Ołeksandr Hrycenko czy b. szef dyplomacji Arsenij Jaceniuk. Ta dwójka wywołuje sporo sympatii, zainteresowania nawet, szczególnie Hrycenko, ale w społeczeństwie panuje przekonanie, że żaden z nich nie ma szans na zwycięstwo. Tak mówią eksperci, zobaczymy, co powiedzą wyborcy.
Ale styczniowe wybory prezydenckie to przede wszystkim decydujące starcie dla Julii Tymoszenko. Gra o wszystko. Jest o krok od osiągnięcia celu życia. Jeśli nie teraz, to zapewne już nigdy, albowiem Ukraińcy zaczynają rozumieć, że Tymoszenko jest przede wszystkim niesamowicie utalentowaną populistką, która rzadko dotrzymuje słowa, no i jest też mistrzynią zakulisowych intryg.

MĘCZENNICZKA

Komsomołka, potem właścicielka wypożyczalni kaset wideo w Dniepropietrowsku – kuźni sowieckiej kadry urzędniczej. Nie wiadomo, w jaki sposób dorobiła się majątku, który oficjalnie nie istnieje, ale wszyscy wiedzą, że Tymoszenko jest bogata. Nieoficjalnie natomiast wiadomo, że wielkie pieniądze zarobiła w latach 90. na handlu rosyjskim gazem. Polityka zrobił z niej Juszczenko: w 1999 zaproponował jej stanowisko wicepremiera w swoim rządzie, a w 2005 mianował ją premierem. Pomógł jej też prezydent Leonid Kuczma, który w 2000 roku nieroztropnie wrzucił ją na kilka dni do więzienia, czyniąc z niej – wówczas mało znanego polityka – męczenniczkę "nieludzkiego reżimu".

Jeśli jednak wyobrazić sobie – w co dziś praktycznie nikt nie wierzy – że zwycięży ponownie urzędujący prezydent, to Ukraina nie wpadnie w ostry powyborczy wiraż, a będzie kontynuować prozachodni kurs, który 5 lat temu wytyczył Wiktor Juszczenko.

Autor: ANDRZEJ FESZCZYN