W oparach mitu o cudownym chłopcu

0
10

Nie jestem czytelniczką kolorowych pism i już od bardzo dawna nie jestem widzem tzw. regularnej telewizji. Patrzę w ekran przez większą część dnia w związku z pracą, więc gdy mam czas popatrzeć na niego w ramach rozrywki lub odpoczynku, wybór pada w przeważającej większości na materiały długometrażowe i fabularne, typu film bądź serial.

W życiu nie obejrzałam żadnego show typu „reality TV”, żadnego bloku porannego, zaś w czasach, gdy siadałam niekiedy wieczorami, by posłuchać monologów Jaya Leno czy Johna Stewarta, tak się złożyło, że akurat nie były to odcinki, w których pojawili się MacKenzie czy Jeff Bezos. Efekt więc był taki, że o żonie najbogatszego obecnie człowieka świata wiedziałam mało i była to mało znacząca, powierzchowna wiedza budowana ze strzępków informacji, które wpadają do naszych codziennych sieci, łowione to uchem, to okiem z ogółu treści zazwyczaj o czymś zupełnie innym.

O tym, na przykład o tym, że Bezosowie mają czwórkę dzieci, dowiedziałam się przy okazji zbierania informacji o homeschoolingu. Natknęłam się wtedy na wywiad, którego MacKenzie Bezos udzieliła miesięcznikowi „Vogue” i w którym wyjawiła, że – jak chyba każdy rodzic w dzisiejszych realiach edukacyjnych – ona także zdecydowała się na „próbę sił w domowym nauczaniu”. Wpadło też wtedy do mojej informacyjnej sieci, że żona szefa Amazona opublikowała powieść. Nigdy po tę powieść nie sięgnęłam. Pani Bezos pozostawała dla mnie przede wszystkim żoną pana Bezosa, osobą z wyboru prywatną i z wyboru – sama to podkreślała – koncentrującą się na rodzinie, która dla jej męża była – to podkreślała jeszcze bardziej – wszystkim.

Rozwód taki jak u Bezosów, czyli fortuna tego rzędu do podziału, nie zdarza się co dzień, właściwie to pierwszy taki przypadek w historii. Nic dziwnego, że informacje o pani Bezos nagle wylewają się zewsząd: wiadrami, a nawet całymi studniami. Większość to dywagacje, czy po rozwodzie Mrs. Ex-Bezos zajmie piąte czy może jednak siódme miejsce na liście najbogatszych ludzi świata. Z samych liczb złożyć atrakcyjnego newsa jednak nie da się i tu właśnie jest sedno sprawy. Przy okazji liczb dostajemy bowiem do ręki i inne newsy – i to takie, które do tej pory z jakichś przyczyn nie były zbyt eksponowane.

Nie na tyle, w każdym razie, by zadomowić się w powszechnej świadomości. Jakie to newsy? Ano takie, na przykład, że bez pani Bezos nie byłoby żadnego Amazona. Bez jej wsparcia, a zwłaszcza świadomości, że w razie potrzeby to jej praca i zarobki będą utrzymywać rodzinę, „cudowny chłopiec” Jeff raczej nie zdecydowałby się na przeprowadzkę na drugi koniec kontynentu i pościg za marzeniami. Wreszcie – że w pierwszych latach działalności Amazona (zwierzenia pierwszych pracowników) to pani Bezos pełniła w firmie funkcje administracyjne, zarządzające i księgowe. I to ona negocjowała pierwsze kontrakty, które kładły podwaliny pod model operacyjny Amazona w formie, w jakiej go znamy dzisiaj.

Wyostrza mi się słuch i wzrok za każdym razem, gdy słyszę lub czytam o „cudownych chłopcach”, szczególnie z branży technologicznej, którzy jednoosobowo zmieniają nam świat. Proszę sobie zajrzeć do Wikipedii, do jakiegokolwiek serwisu encyklopedyczno-informacyjnego. Jeff Bezos figuruje tam jako wyłączny „twórca” Amazona. Przy okazji – czy wiedzą Państwo, kim jest Laurene Powell? To żona Steve’a Jobsa, WSPÓŁzałożycielka Apple’a. Pani Powell miała jednak więcej szczęścia od pani Bezos. Część przewodników typu „who is who”, w tym Wikipedia, wymieniają jej osobę w paragrafach poświęconych początkom firmy.

Cieszy mnie rozwód Bezosów, bo inspiruje mnie, i mam nadzieję, że wiele innych osób też, do zadania sobie, nie po raz pierwszy zresztą, pytania: za iloma wynalazkami, przełomami w historii, kołami zamachowymi dla nowych rozdziałów rozwoju i postępu naszej cywilizacji stoją kobiety? Nawet jeśli niekoniecznie pomysłodawczynie, to kluczowe elementy tych układanek? Ile „cudownych pomysłów” przypisywanych przez historię mężczyznom nie ujrzałoby światła dziennego bez wymiernego wsparcia ich partnerek: duchowego, „opierunkowego”, nierzadko finansowego, oraz – jak u Bezosów – w formie konkretnych godzin przepracowanych w biurze, w terenie, przy stole konferencyjnym, i zapewne drugie tyle w domu.

Kobiety mają lepiej od mężczyzn rozwinięty zmysł życiowego praktycyzmu, to już dzisiaj nie hipoteza, a teza udowodniona naukowo i zgodna z teorią ewolucji. Można się tylko zastanawiać, w ilu przypadkach pomysły „cudownych chłopców” potrzebowały adiustacji, przepuszczenia przez bardziej praktyczny umysł partnerki, by przybrać formę nadającą się do realizacji w prawdziwym świecie? Nie dowiemy się tego, bo jeszcze do niedawna opowieść o postępie pisana była głównie przez mężczyzn i adresowana do innych mężczyzn. Ze skąpymi wyjątkami, gdy kobiety działały w pojedynkę, jak Ada Lovelace (komputer) czy Josephine Cochrane (zmywarka do naczyń), ich naukowe i racjonalizatorskie pasje z urzędu (obowiązujące normy obyczajowe i kulturowe) stawały się częścią dorobku ich partnerów, i jako takie przechodziły do historii.

Myślę, że słyszeli Państwo argument, że kobiety dlatego dopiero dzisiaj (od około 150 lat) zaczynają tworzyć i wymyślać, bo mają dostęp do edukacji, bo stały się „mądrzejsze”. Nie ma więc co drzeć szat, nie ma co mówić, że dotychczasowa narracja o postępie jest niepełna i stronnicza, i że warto zdobyć się na wysiłek, by ją „rozbudować”. Czy my jednak tak bardzo zmieniliśmy się jako ludzie? Czy faktycznie są podstawy sądzić, że kobiety są dzisiaj bardziej inteligentne, pomysłowe i zaradne niż kiedyś? Jeśli współczesna antropologia i dostępne metody badawcze cokolwiek nam tu wyjawiają, to zaskakującą prawdę, iż intelekt i inwencja naszych pra-pradziadów, tak jednostek, jak i społeczności, wcale nie były mniej prymitywne niż nasze. Miały tylko za pole do realizacji bardzo odmienne warunki środowiskowe i cywilizacyjne, stąd żadna gradacja nie ma nawet sensu. Co ma sens? Założenie, że skoro współczesne kobiety, jak pokazuje przykład pani Bezos, okazują się instrumentalne dla postępu, to niechybnie odgrywały tę rolę od zarania dziejów.

Cieszy mnie rozwód Bezosów, bo jest on nieocenionym narzędziem do pomiaru zmian społecznych i obyczajowych dokonujących się w świecie. Eksperci łamią sobie głowę, jak najlepiej tych pomiarów dokonywać, a tu proszę… Wystarczy zadać sobie tylko pytanie, dlaczego MacKenzie Bezos już nawet jako autorka niezłych powieści, rozmyślnie „praktykowała” bycie przede wszystkim żoną Jeffa? Jak głębokie są wciąż korzenie pewnych przyzwyczajeń myślowych, jak automatyczne sięganie po pewne rozwiązania, którędy prowadzą „skróty” do osiągnięcia sukcesu? Mam nadzieję, że dożyję czasów, gdy tak samo często jak o „cudownych chłopcach” będę na dzień dobry słyszeć o „cudownych parach”, wspólnie otwierających nowe rozdziały w naszej cywilizacji.

Autor: Eliza Sarnacka-Mahoney