„Wall Street Journal”: losy Warszawy uosobieniem katastrofy II wojny światowej

1297
Barykada na skrzyżowaniu ulic Świętokrzyskiej i Mazowieckiej. Żołnierze 1. plutonu dywersyjno-bojowego "Perkun" 3. kompanii zgrupowania "Bartkiewicz". Pierwszy z prawej ppor. Marian Korzekwa FOTO: WIKIMEDIA.ORG

Losy Warszawy uosabiają katastrofę II wojny światowej lepiej niż jakiekolwiek inne pojedyncze wydarzenie – twierdzi dziennik „Wall Street Journal” w artykule z okazji rocznicy powstania warszawskiego. Nawiązuje do męczeństwa Armii Krajowej, zmowy Hitlera ze Stalinem i hipokryzji aliantów.

W tekście pt. „Jak Hitler i Stalin wyprodukowali nowoczesną Polskę” autor opisuje, jak Polacy czczą rocznicę i podkreśla, że Muzeum Powstania Warszawskiego ilustruje bolesną stronę buntu, który pozostawił starą Warszawę w gruzach.

„Męczennicy Armii Krajowej stracili nie tylko życie, ale i miasto, które kochali. Losy Warszawy – zredukowane do ruin przez mściwe okrucieństwo jednego dyktatora, Hitlera, w niewypowiedzianej zmowie z jego wrogim sobowtórem Stalinem – uosabiają katastrofę II wojny światowej lepiej niż jakiekolwiek inne pojedyncze wydarzenie” – wskazuje „WSJ”.

Autor fakt, że wstrząsający epizod w historii Europy jest prawie zapomniany na Zachodzie, uzasadnia tym, że bitwa o Warszawę nie miała szczęśliwego zakończenia.

„Ostateczna porażka Niemiec nie oznaczała wyzwolenia Polaków, ale początek kolejnej brutalnej okupacji komunistów. To zakłóca narrację o II wojnie światowej jako ‚dobrej wojnie’ i do dziś ma duże znaczenie w polityce polskiej i europejskiej” – zauważa „WSJ”. Stwierdza, że wojna, która wybuchła we wrześniu 1939 roku, dotyczyła tylko Polski. Niemcy nie były jednak jedynym agresorem, a rząd Rzeczypospolitej dopiero po ataku sowieckim stracił ducha i zbiegł do Rumunii. „Alianci praktycznie nie zrobili nic, by powstrzymać agresję Stalina. W ciągu następnego roku dokonał on inwazji na pięć kolejnych krajów, pozostając w jakiś sposób ‚neutralny’ w wojnie – co jest zasługą hipokryzji aliantów”.

Autor tekstu Sean McMeekin, profesor historii Europy w Bard College, dostrzegł, że po inwazji Hitlera na ZSRR w 1941 roku Stalin z totalitarnego rzeźnika pochłaniającego małe kraje stał się dzielnym „Wujkiem Joe”, godnym pełnego wsparcia aliantów. Przypomina o hojności administracji Roosevelta, który w ramach aktu Lend-Lease, zezwalającego na przekazywanie innym rządom pomocy niezbędnej do obrony, słał Armii Czerwonej produkty od konserw, studebakerów i samolotów bojowych po stal i aluminium. Churchill i Roosevelt, by zadowolić Stalina, przełknęli jego kłamstwa o masakrze w Lesie Katyńskim w 1940 roku. Roosevelt nawet przeprosił Stalina, kiedy polski rząd na wygnaniu w Londynie zażądał śledztwa Czerwonego Krzyża w sprawie zbrodni. „Nie płacąc ceny za zbrodnię katyńską, Stalin nie widział potrzeby zmiany kursu w Warszawie. Pomimo transmitowanych pod koniec lipca 1944 r. drogą radiową informacji zachęcających mieszkańców Warszawy do powstania przeciwko niemieckim okupantom, siły sowieckie (stacjonujące pod drugiej stronie Wisły) nie ruszyły, by im pomóc” – akcentuje gazeta.

„Wall Street Journal” zwraca też uwagę, że w czasie powstania polscy, amerykańscy i brytyjscy piloci przewozili paczki z pomocą – amunicję, lekarstwa, żywność, papierosy – dla powstańców warszawskich, ale Stalin nie pozwalał im lądować w bazach sowieckich do połowy września. „Niektóre zostały nawet zestrzelone przez rosyjskie działa przeciwlotnicze. Setki alianckich pilotów zginęło. Są dziś bohaterami w Polsce” – pisze autor artykułu. Twierdzi też, że Stalin pozwolił Niemcom zniszczyć Armię Krajową, bo traktował wojska polskie jako rywala dla powojennych rządów komunistycznych. McMeekin przytacza straty Polski i wskazuje, że Niemcy – zabijając 16 tys. powstańców, blisko 200 tys. cywilów – zburzyli Warszawę oszczędzając Stalinowi kłopotów.

Według gazety znaczenie bitwy warszawskiej pomniejszono, nazywając ją powstaniem. Miało to usprawiedliwić brak akcji ze strony sowieckiej i uspokoić zachodnie sumienia.

„WSJ” przypomina, że tych bojowników, którzy przeżyli, Sowieci deportowali do obozów pracy lub rozstrzelali. Szesnastu polskich przywódców ruchu oporu, zaproszonych do Moskwy na „rozmowy” w marcu 1945 r., zostało postawionych przed sądem pod absurdalnym zarzutem współpracy z nazistami. „Amerykanie i Brytyjczycy zapomnieli o tej brudnej historii. Polacy nie. Bez znajomości historii ludzie Zachodu nigdy nie zrozumieją, jak patrzą na świat Polacy, podobnie jak inni Europejczycy z Europy Wschodniej, którzy przeżyli 45 lat okupacji sowieckiej” – podkreśla Sean McMeekin. Jak tłumaczy, dla Polski II wojna światowa nie skończyła się w 1945 r. paradą. Polacy pozostali w ruinach Warszawy, rządzonej przez wrogiego zdobywcę, który przyglądał się, stojąc obok, kiedy miasto płonęło.