Wielka moc małego egoizmu

14
FOTO: EPA

Wraz z poczuciem, że maleje kontrola nad tym, co najważniejsze, człowiek usiłuje ją zachować przynajmniej tam, gdzie nie musi, a może. Decydując się, na przykład, na remont kuchni.

Zachęceni przez znajomych, którzy w środku pandemii wyremontowali z powodzeniem nie jeden, a trzy domy, po latach odkładania remontu na bliską, lecz bliżej nieokreśloną datę, wzięliśmy się w garść. Rozeznanie w temacie szło nie najgorzej do chwili, aż wpadliśmy na mur o nazwie: ceny kuchennych szafek w wersji szuflada. Od czego jednak znajomi po trzech remontach. Natychmiast podsunęli nam pod nos broszurki z IKEI, gdzie szafki w wersji szuflada nie tylko występują w wielu kombinacjach, lecz nie podlegają klasyfikacji „specjalne zamówienie”, w związku z czym cena kuchni nieoczekiwanie wygląda znośnie, a nawet atrakcyjnie.

Zjawiliśmy się w IKEI w poniedziałkowe popołudnie, pouczeni przez znajomych, że to najlepszy dzień i najlepsza pora, bo po tłumnych weekendach w centrum IKEA-owskiego dezajnu poniedziałki są zwykle mniej oblężone. Nie mieszkamy w bezpośrednim sąsiedztwie IKEI, lecz kawał drogi do niej wiodący przez pół stanu, minimalizacja czasu spędzonego na oczekiwaniu w kolejce jest więc raczej ważna.

Kolejka była, ale o nie kolejkę ostatecznie rozbiliśmy sobie głowy. My też zaśmiewaliśmy się swego czasu do rozpuku z najlepszych memów roku, tych z zaklinowanym w Kanale Sueskim megakontenerowcem z koparką u boku, wyglądającą przy nim jak mrówka i podpisem: „Obowiązki kontra motywacja, by się za nie zabrać”.

– Ten i inne kontenerowce oczekujące w rekordowych kolejkach przed portami, niezdolne zdać towaru mają, miejmy nadzieję – uśmiecha się do nas zmęczony całodziennym powtarzaniem tego typu informacji pan w IKEI – zamówione przez was szafki są, ale my nie mamy żadnej pewności, że dotrą one do was za miesiąc czy dwa. Nie mamy tym samym żadnych rad, jak mogą państwo zaplanować remont, na kiedy zamówić ekipy montujące i sprzątające, czy zdążą państwo przed Bożym Narodzeniem czy dopiero przed Wielkanocą. Przepraszamy za usterki w programie, to decydują się państwo na tę kuchnię, czy nie?

Zdecydowaliśmy się. Czy życie nie polega na tym, by przynajmniej od czasu do czasu podejmować ryzyko?

Oczywiście, że to wszystko, co się dzieje z zaopatrzeniem jest bardzo nie na rękę. To co dzieje się z pracą, szkołą, usługami jest nie na rękę. To co dzieje się ze zdrowiem jest tak nie na rękę, że lepiej trzymać się od tego tematu na odległość galaktyki. Nie na rękę bywają również cyniczne nastolatki, które zwykle w najmniej odpowiednim momencie wytaczają przeciwko nam całą Armadę, nie bacząc na to, jak maleńkiego kalibru było nasze stęknięcie, utysknięcie, rzucona przelotem uwaga.

– Normalnie nie wierzę! Nie wierzę! – przykłada taki nastolatek ogień, by odpalić armatę i sekundę później ogłusza nas huk wystrzału. – Czy wy sobie zdajecie sprawę, że za moment możecie nie mieć czym oddychać, ani co pić, a mówię tu o najzwyklejszej wodzie, o niczym innym? Możecie nie mieć gdzie mieszkać, bo wszystko wam spłonie lub zatonie? Możecie mieć problemy z najbardziej podstawowym fundamentem i budulcem potrzebnym wam do przeżycia jako istotom biologicznym, a wy się martwicie, czy wyrobicie się z wieszaniem nowych, zupełnie, skądinąd wam, niepotrzebnych szafek, przed końcem roku? Serio?

Żeby nie było, że nastolatek ma wąskie horyzonty i obchodzą go jedynie sprawy klimatyczne. O nie, cel ataków Armady ma naprzemiennie również charakter polityczny i ekonomiczny.

– Tak, tak. Gadajcie tu sobie o tym, kogo rząd wesprze, a kogo nie z pakietu ratunkowego, i dlaczego nie powinien w nikogo inwestować, zdrowa gospodarka to gospodarka oparta na naturalnej konkurencji. Pamiętacie, że tak sobie wymyśliliśmy ten świat, iż podstawą współczesnej ekonomii jest globalizacja vel maksymalna oszczędność, a podstawą postępu sztuczne mini mózgi, w które wyposażana jest coraz większa część wszystkich przedmiotów, które nas otaczają? Oszczędności wygoniły z kosztownej Europy i Ameryki produkcję, w tym mini mózgów dźwigających na swych tranzystorach naszą przyszłość. Tak się składa, że produkuje się je dzisiaj już tylko w trzech miejscach na świecie, wciąż w USA, poza tym w Korei Południowej i na Tajwanie. Jeśli źle zawieją wiatry historii, Koreę może zdmuchnąć z powierzchni ziemi jej północny sąsiad, a Tajwan, dodajmy, że największego producenta mikroprocesorów na świecie, pożre chiński smok. I wtedy dopiero zrobi się wesołe miasteczko. A wy się zastanawiacie, czy inwestować w piekarnik, który można będzie kontrolować przez kolejnego appa w telefonie. Hahaha, bo umrę. Ludzie, za chwilę możecie nie mieć żadnego telefonu, bo nie będzie czym go zasilić. Nie wiem, czy wszyscy gremialnie po prostu wyłączyli już myślenie?

O ataku, któremu na imię: „Ludzkie prawa połowy ludzkości. Studium najnowszej historii Afganistanu” nawet nie ma co wspominać. To już nie sunąca na nas czołowo Armada, to wybuchająca Gwiazda Śmierci w wizji jak z najpopularniejszych filmów sci-fi wszechczasów.

FOTO: EPA

Wieczorem, upewniwszy się, że nastolatek zaszyty jest we własnym pokoju ze słuchawkami w uszach, zagajam do męża.

– Nie jest dobrze.

– Nie – zgadza się ze mną.

– To znaczy, jest bardzo dobrze. Młodzież przytomna i ma właściwie ustawioną optykę.

– O tak, bardzo dobrze – znów się ze mną zgadza.

– Słuchaj, czy my naprawdę potrzebujemy tego remontu?

– Może nie potrzebujemy. W sumie jak się otwiera szafki, tylko w jednej odpadają drzwiczki i tylko w kilku uchwyty – Mąż też popada w zadumę.

– Ta rura pod zlewem cały czas zalewa kosz na śmieci, ale metoda na ścierkę w sumie też działa i to od lat – dorzucam.

– Półki na naczynia mają wybrzuszenia od wilgoci i czasami człowiek dostaje kubkiem w głowę, gdy na niego wyjeżdża po nierównym terenie. Ale czy to jest wystarczający powód? – Mąż kręci z niedowierzaniem głową.

– Niestety, wszystko już opłaciliśmy, więc bez względu na to, kiedy ten remont się odbędzie, wygląda na to, że się odbędzie, bo zwrotów nie przewidują.

– Niestety – odpowiada mąż i nie wiem, czy mi się tylko wydaje, czy to światło lampy tak pada na jego twarz, przydając jej specyficznego wyrazu, ale chyba się lekko uśmiecha.

Oduśmiecham się równie pokątnie. Wiem, w oczach własnego dziecka jesteśmy nieodpowiedzialną konsumencką tłuszczą, która nie rozumie, z czym naprawdę mierzymy się jako ludzkość i mieszkańcy planety. Ale czuję ulgę. Chwilową nadzieję. Chwilowo oczekuję na coś, co wiem, że sprawi mi przyjemność, nieważne, że tak miałkie i przyziemne w swej naturze. Dzięki tej drobnostce, błahostce, egoizmowi – strach przed przyszłością i o przyszłość, groza na wieści o kolejnych katastrofach i nieszczęściach linczujących świat, odrobinę się od nas oddala, przez jakiś czas będzie boleć mniej.

Rzecz, której nastolatek też się kiedyś nauczy, niestety. W życiu potrzebna jest odrobina egoizmu, by w ogóle można było to życie znieść.