Wielkość malutkiego spaceru

75
FOTO: EPA

Nic tak szybko nie ruszy człowieka z kanapy jak osobista rozmowa z naukowcem, który właśnie przedstawił światu kolejne dowody na to, że aktywność fizyczna może nie tylko zapobiegać atrofii mózgu, ale wspomagać jego autoregenerację.

Moje ruszenie się było tym szybsze, iż od kilku lat obserwuję z narastającym przerażeniem postęp takiej atrofii u najbliższej mi osoby i jak każdy (wielu? większość?) w moim położeniu, zadaję sobie mordercze pytanie: czy czeka mnie to samo? Z tej samej przyczyny uważnie śledzę wszystkie nowinki medyczne dotyczące metod leczenia starzejącego się i szwankującego umysłu.

Nikogo pewnie nie zdziwię, jeśli przyznam się, że ja również bardzo ucieszyłam się na niedawną wieść o dopuszczeniu do użytku nowego leku na Alzheimera. Lek rzekomo przełomowy i rewolucyjny, bo pełniący rolę szczotki i myjki w jednym, tylko zamiast sprzątać podłogę będzie nam czyścić i polerować przewody nerwowe. Te, które zupełnie na podobieństwo naczyń krwionośnych w chorobie miażdżycowej też potrafią pokryć się niepotrzebnymi złogami, w tym przypadku białkami zwanymi beta-amyloidy i spowalniać w ten sposób lub nawet uniemożliwiać w ogóle przepływ przez nie sygnałów elektrycznych. Co to znaczy dla pracy naszego mózgu wiemy. Praca ta zaczyna kuleć.

Jak się o tym pomyśli – genialne! I jakie proste oraz logiczne. Każda oczyszczona ze śmieci i zapór droga staje się bardziej przepuszczalna dla ruchu, czymkolwiek są poruszające się po niej obiekty, czy to pojazdy, czy ludzie, zwierzęta czy impulsy elektryczne. Cóż, jak z większością cudów bywa, szybko jednak pojawiły się tzw. informacje uzupełniające. I moja radość zaczęła szybko więdnąć.

Po pierwsze, choć złogi z amyloidów niezaprzeczalnie utrudniają przewodom nerwowym transport impulsów, zażywanie nerwowego przeczyszczacza wcale nie przełożyło się u pierwszych, klinicznych pacjentów na jakąś spektakularną poprawę ich kondycji umysłowej. Mamy więc raczej do czynienia z kolejnym specyfikiem, który niesie – z dużym naciskiem na „niesie” – nadzieję, że uda się przy jego pomocy być może raczej tylko spowolnić postęp neurodegeneracji, o jej powstrzymaniu czy całkowitym wyleczeniu mowy jednak na pewno nie ma.

Po drugie zaś i być może dużo ważniejsze dla masy zwyczajnych zjadaczy chleba, jak ja i Państwo, nowy cud jak na cud przystało jest szatańsko drogi i dlatego pewnie jeszcze długo pozostanie poza naszym zasięgiem. Koszt rocznej kuracji może podchodzić nawet pod 100 tysięcy dolarów, mówimy bowiem i o comiesięcznych, dożylnych wlewach przeczyszczacza, i o regularnej kontroli mózgu za pomocą mega kosztownego obrazowania rezonansem magnetycznym.

FOTO: EPA

Momenty, w których przychodzą do nas w życiu rozmaite, nowe doświadczenia, i te dobre, i złe, nie są jednak ponoć przypadkowe. Nie mogło więc być przypadkiem, że gdy wróciłam do pracy po miesięcznym, niezwykle trudnym pobycie w Polsce spędzonym na opiece nad mamą, zaczęłam od wywiadu z neurobiolożką specjalizującą się w badaniach starzejącego się umysłu. Nie czuję się jeszcze staro, ale czuję, że w miarę jak demencja/otępienie/Alzheimer (niestety, w tych kwestiach rzadko wiadomo dokładnie z czym mamy do czynienia) coraz bardziej zabierają mi mamę, narasta we mnie strach, ba – lęk!, że i moje zdrowie pójdzie podobną ścieżką. Ktoś/Coś/Ktosiowie/Cosiowie niechybnie postanowili mnie pocieszyć, choć, jak to w życiu bywa, zrobili to w nieoczywisty sposób, podstawiając mi pod nos doktor Agnieszkę Burzyńską…

Doktor Burzyńska pracuje na Stanowym Uniwersytecie Kolorado i opublikowała niedawno wyniki swoich najnowszych badań, w których dowiodła, jako jedna z pierwszych na świecie, że aktywność fizyczna przekłada się nie tylko na stan zdrowia (lepszy!) naszej kory mózgowej (takie raporty pojawiają się już od ponad dekady), ale wywiera wpływ również na struktury mózgu, które do tej pory uważaliśmy za statyczne i nieplastyczne, mianowicie jego istotę białą. Doktor Burzyńska należy do grona optymistów, że choć może jeszcze długo nie wymyślimy cudownej pigułki na całkowite „wyleczenie” ludzkiego mózgu ze starości, to badania nad dobroczynnym wpływem aktywności fizycznej na zdrowie naszego mózgu, w tym procesy neuroregeneracji, już dostarczyły solidnych dowodów, że być może jest to nasz najlepszy koń do obstawienia na wyścigach po zdrowszą umysłowo starość. Co zaś w tym wszystkim najlepsze – z jej badań niezbicie wynika, że nie trzeba się od razu zapisywać na treningi dla maratończyków czy superatletów. Wystarczy, byśmy się ruszali w ogóle podług naszych możliwości, przy czym najwięcej korzyści da nam najzwyczajniejszy w świecie, wszystkim dobrze znany i jednakowo dostępny, energiczny marsz. Ja jestem już dzisiaj po moim półgodzinnym spacerze i gorąco namawiam wszystkich, by też wpisali sobie przynajmniej takie sportowe minimum do kalendarza swoich codziennych, obowiązkowych zajęć. Chyba że ktoś jednak woli poczekać na cudowną pigułkę. Tylko wtedy może warto wykupić miejsce w krioprezerwatorze, bo to naprawdę może jeszcze potrwać.