Wojna w rodzinie

252
epa05092710 New Polish Television (TVP) President Jacek Kurski (2-R) with TVP journalists Anna Popek (R), Przemyslaw Babiarz (2-L) and Danuta Holecka (L) in the Polish Television in Warsaw, Poland, 08 January 2015. Kurski was appointed for new Polish Television (TVP) President on 08 January 2016 by Polish Treasury Minister Dawid Jackiewicz. Polish President Andrzej Duda on 07 January 2016 had signed media amendments into law. Under the new law, the current public TV and radio companies will be transformed into state-owned legal entities, new management and supervisory boards will be appointed by the Treasury minister 'until the introduction of a new organisation of national media'. The amended law will be in force until 30 June 2016. EPA/JACEK TURCZYK POLAND OUT

W każdej rodzinie od czasu do czasu dochodzi do kłótni. Tę, do której doszło w rodzinie Zjednoczonej Prawicy kilka dni temu, można jednak określić mianem bitwy wojennej. Na chwilę wyszedł z niej z tarczą prezydent Andrzej Duda. Na tarczy odchodzi Jacek Kurski, ale zdaje się, że nie na długo. Wielu zadaje sobie pytanie, czy to początek końca rządów prawicy w Polsce?

Jacek Kurski jako szef telewizji publicznej od początku swojej pracy miał wielu wrogów, a ich liczba rosła z każdym miesiącem kierowania TVP. Zarzucano mu upolitycznienie telewizji i wykorzystywanie jej do walki z opozycją. Można było się tego spodziewać, bo Kurski ma politykę we krwi, a zanim został prezesem TVP nosił przydomek “bulteriera prawicy”. Pośród wielu przeciwników Kurski miał jednego, ale za to ważnego zwolennika – prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego, który bronił go przed próbami odwołania ze stanowiska. Tak było do piątku, 6 marca, kiedy w walce z Kurskim postawił wszystko na jednej szali prezydent Andrzej Duda. W tym dniu mijał termin podpisania ustawy medialnej, przekazującej mediom publicznym rekompensatę w wysokości prawie 2 miliardów złotych. Kwota ta oznaczała „być albo nie być” szczególnie dla TVP. Andrzej Duda zwlekał z podpisem do ostatnich godzin, czekając na decyzję Jarosława Kaczyńskiego, który musiał określić, czy jest w stanie poświęcić Kurskiego dla dobra dalszej współpracy z Dudą.
Konflikt prezydenta z prezesem TVP rozpoczął się od pamiętnej telewizyjnej szopki noworocznej, w której Andrzeja Dudę nazwano prześmiewczo “Adrianem”, na podobieństwo używanego imienia w jednym z kabaretowych programów. Duda wyraźnie zapamiętał sobie to zdarzenie i postanowił się zemścić. Sytuacja była tak napięta, że w mediach zaczęły pojawiać się informacje o tym, że PiS w przypadku niepodpisania ustawy przez Dudę miałby wystawić innego kandydata w wyborach prezydenckich. To, co miało wystraszyć urzędującego prezydenta, tylko go rozsierdziło. Jarosław Kaczyński postanowił ostatecznie, że poświęci Kurskiego, a Rada Mediów Narodowych przeprowadziła korespondencyjne głosowanie wśród swoich członków o odwołanie prezesa TVP. Andrzej Duda z konferencją, na której ogłosił swój podpis do ustawy, czekał do czasu, w którym większość członków z pięcioosobowej rady zagłosowała za odwołaniem Kurskiego. Z tym nie było problemów i Duda swój sukces mógł odtrąbić jeszcze przed końcem dnia.
Podczas konferencji z ust prezydenta jednak ani razu nie padło nazwisko “Kurski”. Prezydent Duda mówił, że media publiczne są potrzebne, bo są powszechnie dostępne i w wielu obszarach ważne dla obywateli. Prezydent stwierdził również, że rekompensata pozwoli na utrzymanie zatrudnienia wielu pracowników mediów publicznych i z tego powodu, na pewnych warunkach, zdecydował się podpisać ustawę. Andrzej Duda poinformował, że warunki te ustalił wraz z szefem rządu oraz przewodniczącymi KRRiT i Rady Mediów Narodowych. O ustaleniu z Jarosławem Kaczyńskim nie wspomniał.


Mniej skrupułów miał za to Kurski, który na odchodne dał przysłowiowego “prztyczka w nos” prezydentowi i w czasie gdy pakował swoje rzeczy, opuszczając fotel prezesa TVP, zawiesił w obowiązkach na trzy miesiące członka zarządu Marzenę Paczuską-Tętnik – wskazaną do zarządu przez… Andrzeja Dudę. Kurskiego na stanowisku zastąpił właśnie Maciej Łopiński, który będzie pełnił obowiązki prezesa Telewizji Polskiej. Łopiński dotychczas był przewodniczącym Rady Nadzorczej TVP. Wcześniej był bliskim współpracownikiem i szefem gabinetu prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Zdaje się, że ma uspokoić sytuacje na burzliwym telewizyjnym froncie, bo walka na nim może być nawet początkiem końca rządów PiS w Polsce.

Nie da się już ukryć, że w rządzącej formacji dochodzi do starć o władzę, w tym wypadku o czwartą władzę. Przez chwilę w Polsce skala bitwy o nią pokazała, że obraz z ekranu telewizyjnego docierający do milionów osób w Polsce może być ważniejsze od władzy ustawodawczej i wykonawczej. Jeśli jednak tak dalej pójdzie, to wewnętrzny konflikt w Zjednoczonej Prawicy odbierze im jedną i drugą.