Wyalienowana choinka

127
FOTO: PEXELS.COM

„Kierownictwo Związku Nauczycielstwa Narodowo-Socjalistycznego Trzeciej Rzeszy uchwaliło z okazji zbliżających się świąt, że obchodzenie Bożego Narodzenia w szkołach niemieckich nie może mieć charakteru religijnego, lecz winno się stać czymś w rodzaju święta ludowego, na wzór tego rodzaju święta obchodzonego kiedyś przez pierwszych Germanów” – „Ilustrowany Kuryer Codzienny", 22 grudnia 1938 roku. Brzmi znajomo?

Ano, niestety, w ramach „poprawności” coraz częściej popadamy w absurdy. Z drugiej strony takie podejście jest nam też na rękę, bo chętniej się izolujemy. Z różnych przyczyn. |Od jakiegoś czasu ja izoluję się ze względów bezpieczeństwa psychicznego, na przykład. Brzmi jak paranoja? Może i nią jest, ale coraz częściej po ludziach można się spodziewać zachowań wrogich, szkodliwych, nieprzychylnych niż życzliwych. Dystansuję się, i coraz mi z tym lepiej. I chyba nie tylko ja.
Zauważyliście, kto dzisiaj nawiązuje spontanicznie kontakty na ulicy, w sklepie, parku, autobusie, na plaży? To albo małe dzieci, albo bardzo starsi ludzie… Dzieci, bo jeszcze są pełne spontanicznej ufności, a starsi zapewne dlatego, że żyli w czasach, kiedy drugi człowiek dawał wsparcie, poczucie bezpieczeństwa i chronił przed samotnością. Moja przyjaciółka powiedziała mi ostatnio, że gdyby miała rozbić się niedaleko dzikiej wyspy z jakimś obcym człowiekiem, to wolałaby sama, bo „ten obcy” mógłby ją wymienić z tubylcami za miskę ryżu albo zrobić z niej żywą pułapkę na polowaniu. Zastanowiło mnie, że zupełnie nie pomyślała, że we dwoje byłoby łatwiej… Chociaż właściwie ją rozumiem.

Potrzeba izolacji jest chorobą czy raczej próba antidotum na dzisiejsze czasy? Coraz więcej ludzi szuka swojej pustelni, głuszy, dziupli, gdzie może się schować. Nawet święta stają się świetną okazją, by od wszystkiego, a przede wszystkim od wszystkich uciec. Rodzina to coraz częściej krąg zacieśniający się wokół najbliższych – współmałżonek plus dzieci, rodzice, czasem rodzeństwo. Odpadli gdzieś po drodze wujkowie, ciocie, kuzyni. Rozprzestrzenia się epidemia samotności i izolacji, czy działa szczepienie na nadmiar bodźców, zbyt szybkie tępo? Wchodzisz do swojego domu, zamykasz drzwi… Nikt nie zapuka po sól, po informację, nikt nie zostawi klucza, bo dziecko zapomniało, nikt nie wpadnie na ploteczki, bo słyszał jak przekręcaliśmy u siebie klucz. Bo odpowiedzi są w Google’u, sól w sklepie na każdym rogu, a pozorne kontakty i globalne ploty w sieci, a w domu chcemy kapcie i spokój. Nie trzeba zapraszać znajomych, by zobaczyli twój pięknie udekorowany świątecznie dom na święta – wystarczy kilka fotografii na portalu społecznościowym i gotowe!
Pamiętam jak przed świętami dekorowaliśmy sale lekcyjne, przynosiliśmy bańki, robiliśmy łańcuchy, gwiazdy. Dziś mój syn powiedział, że zamówili na klasową Wigilię pizzę. Nawet mnie to już nie dziwi. Nic nowego. W czasach, gdy jednych drażni choinka, innych nawet sam stroik, gdy zjedzenie barszczu staje się manifestem religijnym, a coraz częściej zamiast święta mówimy „wolne”, bo już Boże Narodzenie z trudem przechodzi przez usta, bezpieczniej zjeść zamówiony kawałek wegańskiej pizzy bez soli i w ekologicznym, biodegradowalnym opakowaniu, popić wodą koniecznie z kranu, nie z plastikowej butelki, i powiedzieć: idźcie do domu, miłego wypoczynku, bo wszystko inne może być źle widziane, źle przyjęte albo nawet karalne.