Wyborcy murem za policją

298
ZDJĘCIA: EPA

Pod wpływem krótkotrwałych emocji czy chwilowej złości mówimy i robimy rzeczy, których pózniej żałujemy, wstydzimy się i które mogą przysporzyć nam kłopotów. Tak mniej więcej ma się sprawa z próbą zlikwidowania policji w Minneapolis i zastąpienia jej pracownikami socjalnymi po śmierci George'a Floyda w maju 2020 roku.

Floyd zmarł przez uduszenie, leżąc na chodniku z rękoma w kajdankach, przygniatany kolanem policjanta Dereka Chauvina przez ponad dziewięć minut. Burmistrz Jacob Frey natychmiast obwinił siły policyjne miasta o rasizm, który doprowadził do zgonu czarnoskórego obywatela. „Bycie czarnym w Ameryce nie powinno być wyrokiem śmierci” – oznajmił.

Zwołana Rada Miejska nawoływała do usunięcia Wydziału Policji i powołania „nowego modelu transformacyjnego kultywowania bezpieczeństwa” – nawet wtedy, gdy uczestnicy zamieszek palili i okradali posesje, sklepy oraz zakłady usługowe. W rezultacie tego płaczu powołano nowy dziwoląg pod nazwą Wydział Bezpieczeństwa Publicznego, któremu powierzono zwierzchnictwo nad policją miasta Minneapolis.

Ten utopijny schemat utrzymywania porządku społecznego spowodował masową ucieczkę oficerów wszystkich rang, zwłaszcza po tym jak chuligani, bo nie można ich nazwać protestującymi, do gruntu spalili jeden z posterunków. Do dzisiaj mundurowi są rutynowo uderzani, popychani, kopani i obrzucani różnymi przedmiotami, głównie kiedy interweniują w przepełnionych klubach, które okupuje rozwydrzona młodzież w weekendowe wieczory.

Po rozruchach po śmierci Floyda i w odpowiedzi na oskarżenia o rasizm, zatrzymania pojazdów i pieszych spadły o co najmniej 75 procent, podobnie sprawa ma się z dochodzeniami w dzielnicach o wysokim współczynniku przestępczości.

Rezultaty eksperymentu mówią same za siebie. Do września 2021 roku użycie broni wzrosło o 380 procent w porównaniu do tego samego przedziału czasowego 2019 roku.  Liczba zabójstw dobiła do rekordowego poziomu. Na tym skoku strzelanin najbardziej ucierpiały dzieci, które stały się ofiarami zbłąkanych kul. Tylko w jednym trzytygodniowym przedziale czasu 10-letni chłopiec został postrzelony w głowę, śpiąc na tylym siedzieniu samochodu rodziców; 9-letnia dziewczynka została trafiona w głowę skacząc na trampolinie w ogrodzie przyjaciółki; 6-latka znalazła się na linii ognia rywalizujących gangów, jadąc z matką samochodem. Obydwie latorośle zmarły, chłopiec może do końca życia nie odzyskać pracy mózgu.

25 sierpnia br. niedawna absolwentka liceum i inspirująca pielęgniarka po wyjściu z pracy około północy została postrzelona w szyję. Prawdopodobnie nigdy nie odzyska mowy.

Licznie protestujący zwolennicy Black Lives Matter po śmierci Floyda nie widzieli potrzeby zwołania manifestacji po zastrzeleniu niewinnych dzieci. Pastor Al Sharpton, od lat stojący u boku rodzin ofiar, które poniosły śmierć z przesłanek rasowych i nawołujący do zaprzestania dyskryminacji, nie wydał głosu w tej sprawie, nie odwiedził w szpitalu 10-latka i 9-letniej dziewczynki, kiedy przyjechał do Minneapolis uczcić George’a Floyda w pierwszą rocznicę jego śmierci.

Rozbujana do wszelkich granic ideologia obcięcia budżetu na policję od początku skazana była na porażkę, którą potwierdziły następujące po sobie wydarzenia. Policjanci nie zagrażają czarnoskórym mieszkańcom miasta, zagrażają im kryminaliści.  Afroamerykański rezydent Minneapolis o astronomiczną liczbę – 480 razy częściej może zostać postrzelony lub zastrzelony przez przestępcę niż przez policjanta. Ponad cztery piąte ofiar morderstw w mieście przydarza się czarnoskórym, choć stanowią mniej niż jedną piątą jego populacji. Nie są oni zabijani przez policjantów, lecz przez czarnych cywilów.

Rzeczywistość w końcu przesiąknęła do mózgów wyborców i przy okazji niedawnych wyborów odrzucili oni propozycję zdemolowania miejskiego oddziału policji i zastąpienia go służbami socjalnymi. Anarchia szerząca się po śmierci Floyda pokazała, że na straży porządku muszą stać apolityczni profesjonaliści, a nie bliżej nieokreśleni amatorzy, którzy kierować się będą ideologią korzystną dla siebie, a nie ogółu. Ostatnie półtora roku pokazało, że nie policja, a przestępczość wśród czarnej społeczności okrada ją z życia w spokoju i poczuciu bezpieczeństwa.