Wybory – ciąg dalszy nastąpi

110
epa08414930 Poland's Independent presidential candidate Szymon Holownia gives a press conference in front of the 'Politechnika' metro station, during the coronavirus pandemic in Warsaw, 11 May 2020. The topic of the conference was the current political situation in Poland. EPA-EFE/TOMAZ GZELL POLAND OUT

10 maja nie był dniem, w którym w Polsce zakończył się polityczny thriller pod tytułem “Wybory prezydenckie”. Ten film wciąż trwa, a za zmieniającą się akcją nie nadążają nawet najbardziej spostrzegawczy widzowie. Ciąg dalszy nastąpi i zapowiada się równie nieprzewidywalnie.

Nie było urn wyborczych, nie było komisji wyborczych, nie było lokali wyborczych – nie było zatem wyborów. Zarówno w Polsce, jak i za granicą obywatele naszego kraju uprawnieni do głosowania nie otrzymali żadnych pakietów wyborczych, a komisje wyborcze nie stawiły się do pracy. Państwowa Komisja Wyborcza (PKW), która notabene za te wybory nie była, na mocy ustawy, odpowiedzialna, stwierdziła w wydanej uchwale, że „w wyborach Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zarządzonych na dzień 10 maja 2020 roku brak było możliwości głosowania na kandydatów”.
„Fakt ten równoważny jest w skutkach z brakiem możliwości głosowania ze względu na brak kandydatów” – zapisano w uchwale PKW, która została przekazana marszałkowi Sejmu, podana do publicznej wiadomości i ogłoszona w Dzienniku Ustaw RP. Zgodnie z Kodeksem wyborczym, marszałek Sejmu ma teraz 14 dni na ponowne zarządzenie wyborów, które muszą się odbyć w ciągu 60 dni od dnia ich zarządzenia. Możliwe terminy pierwszej tury to 28 czerwca, 5 lipca i 12 lipca. Jak podkreślił szef PKW Sylwester Marciniak, proces wyborczy rozpoczyna się od początku, zgodnie z nowym kalendarzem wyborczym. Ponownie będą rejestrowane komitety wyborcze i kandydaci na prezydenta, a także powoływane komisje wyborcze.

Uchwała PKW jest na rękę rządzącej partii z kilku powodów. Jednym z nich jest ten, że związała ona ręce sędziom Sądu Najwyższego. Na ich udział w politycznej batalii liczyli niektórzy politycy opozycji. Tymczasem Sąd Najwyższy wydał komunikat, w którym poinformowano, że Sąd jest upoważniony do rozpatrzenia protestu tylko po podaniu do publicznej wiadomości wyników głosowania przez Państwową Komisję Wyborczą. A tych nie było. Wszelkie protesty złożone wcześniej Sąd Najwyższy pozostawi bez dalszego biegu. Zapadnie więc cisza, w której rządzący mogą podejmować kolejne kroki. Te zostały już postawione. W Sejmie natychmiast pojawił się projekt nowej ustawy autorstwa Zjednoczonej Prawicy – to efekt ustaleń Jarosława Kaczyńskiego z Jarosławem Gowinem. Zakłada on, że głosowanie odbywałoby się w formie tradycyjnej, a dla chętnych także w formie korespondencyjnej. Na adres takiego wyborcy zostanie przesłany pakiet wyborczy. W kraju taki zamiar trzeba będzie zgłosić za pośrednictwem urzędu gminy, za granicą – konsulowi. Ostatni termin na zgłoszenie wniosku wypada 12 dni przed wyborami. Nie dotyczy to osób przebywających na kwarantannie lub w izolacji domowej w związku z COVID-19. Będą one mogły zgłosić taki wniosek najpóźniej 5 dni przed wyborami. Z projektu wynika, że zamiar zgłaszania chęci głosowania korespondencyjnego dotyczy także drugiej tury. W projekcie ustawy przywraca się także obowiązek przeprowadzenia wyborów przez Państwową Komisję Wyborczą.

Polityczna akcja wyborczego thrillera wciąż więc trwa i może przynieść kolejne zwroty, w tym także i te spektakularne. Niewątpliwie scenariusz może być bardziej bogaty w zwroty po stronie opozycji. Mówi się wiele o zmianie kandydata z ramienia Koalicji Obywatelskiej (KO). Małgorzata Kidawa-Błońska w ostatnich dniach uzyskiwała wynik poparcia na poziomie zaledwie 4 procent. Jeśli KO chce, by jej kandydat przeszedł do drugiej tury z Andrzejem Dudą, muszą postarać się o kogoś bardziej aktywnego, z pomysłem na swoją krótką kampanię. Pośród potencjalnych zmienników Kidawy-Błońskiej wymienia się prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, ale także i byłego premiera Donalda Tuska. Ten ostatni może poczuć polityczną krew i na fali osłabienia gospodarczego Polski związanego z epidemią spróbuje pojawić się jako kandydat na trudne czasy dla kraju – o ile ktoś w ten scenariusz uwierzy. Jeśli natomiast lista kandydatów pozostanie ta sama, to w drugiej turze konkurentem Andrzeja Dudy ma duże szansę zostać Szymon Hołownia. Ten znany konferansjer jednej z prywatnych telewizji w ostatnim sondażu uzyskał nawet 19 procent poparcia.

Sytuacja zmienia się więc jak w kalejdoskopie. Wydawało się, że Andrzej Duda reelekcję ma w kieszeni, a Prawo i Sprawiedliwość, dążąc do jak najszybszych wyborów za wszelką cenę, mu ją zapewni. Ostatnie wydarzenia przyniosły jednak PiS-owi zniżki poparcia. Nakłada się na to niepewna sytuacja gospodarcza i zdrowotna Polaków w kraju i za granicą. Chęci zmian mogą być silniejsze od zdrowego rozsądku, a wybory prezydenckie może na złość wszystkim wygrać kandydat spoza polityki.