Zemsta nietoperza

420
FOTO: PEXELS.COM

Nie jest to poprawka do operetki skomponowanej przez Johanna Straussa z librettem napisanym przez Karla Hafnera i Richarda Gennego. Poniższy artykuł dotyczy rzeczywistych, a nie operetkowych nietoperzy, od których jakoby zaczęła się w Chinach w mieście Wuhan epidemia wirusa zwanego Covid-19.

Wuhan odwiedziłem w 1988 roku – w ramach misji handlowej – z gubernatorem stanu Ohio Richardem Celeste. Pamiętam, że włócząc się po mieście natknąłem się na miejscowy targ mięsny, gdzie zobaczyłem ociekające krwią połówki i ćwiartki krów, owiec i różnych zwierząt, wśród których krzątały się setki nabywców. Ponieważ było to latem, także masa much pożywiała się krwią ubitych zwierząt. Nikt nie przestrzegał zasad higieny na tym targowisku. Kiedy zacząłem robić zdjęcia, sprzedawcy pogonili mnie z nożami w rękach.
Teraz, 32 lata później, dowiaduję się, że wśród tych smakowitych kotletów, żeberek i boczków znajdowały się nietoperze, uważane w Chinach za przysmaki, szczególnie w formie zapiekanej. Te nietoperze są siedliskiem wielu wirusów, a wśród nich wirusa zwanego Corona Virus, Covid-19. Jest podejrzenie, że zaraza zaczęła się właśnie tam i przeniosła się ze „smakowitych” nietoperzy na ludzi w Chinach, a potem na resztę świata. Ciekawe, że nietoperze są siedliskiem tego wirusa, ale na niego nie chorują.

W lawinie informacji w internecie na temat epidemii Covid-19 widzę statystyki liczby zakażeń tym wirusem, jak i śmiertelności tych, co wirusem się zakazili. Wygląda na to, że jedynym sposobem, by uciec przed chorobą, jest unikanie kontaktu z osobami tym wirusem zakażonymi. Dlatego piszę ten artykuł w izolacji własnego domu, na jaką się skazałem. Na jak długo? Nie jestem tego pewien. Mam nadzieję, że epidemia się skończy, tak jak skończyły się podobne epidemie w historii, powodując śmierć może 2%, a może i 5% ludzi zakażonych.
A co stanie się po “wygranej” – a właściwie po remisie – walce z wirusem? Czy będziemy krajem takim, jak dotychczas? Czy znajdzie się ktoś, kto powie społeczeństwu, że tak dłużej już być nie może, że nie możemy żyć na kredyt, gdyż dług zaciągnięty teraz będzie wymagał spłaty. Czy społeczeństwo zaakceptuje obniżenie stopy życiowej, będące wynikiem spłaty długów? Czy masy ludzkie nie wylegną na ulice i zaczną palić domy tych, których uznają za „winnych” czy też uważanych za bogatszych?
Obserwując zajadłość amerykańskich polityków atakujących dzisiaj swych przeciwników w bezwzględnej walce o wybory i wpływy, odnoszę wrażenie, że nie rozumieją albo celowo zapominają o powadze sytuacji, w jakiej Stany Zjednoczone się znalazły. Nie została ona spowodowana przez epidemię wirusa, ona tylko podkreśliła miałkość moralną ludzi, reprezentujących w tej walce dwa obozy polityczne, nawzajem się zwalczające pod złudnym szyldem demokratów czy republikanów.

STOPNIOWY UWIĄD POTĘGI USA
Ameryka, która po drugiej wojnie światowej stała się wiodącą potęgą w dziedzinie technologii i kapitalistycznego modelu gospodarczego, zaczęła wierzyć, że jest nieskończenie potężna i nikt jej nie może zagrozić. W tamtych czasach istniał także inny model polityczno-gospodarczy, zwany komunistycznym, który okazał się destrukcyjny, poprzez iluzoryczną gospodarką planową. System komunistyczny się załamał bez wojny, chyba z tego powodu, że obie strony miały rakiety i pociski nuklearne, które mogły zniweczyć nie tylko żołnierzy, ale także prezydentów i generałów w obu stolicach, Moskwie i Waszyngtonie.
Po upadku ZSRR, a nawet przedtem, Chiny się zorientowały, że model amerykański jest lepszy w dziedzinie organizacji gospodarki, więc go skopiowały. Oczywiście pomijając demokratyczną ozdobę, taką jak wybory i jakoby system dwupartyjny, cechujący Stany Zjednoczone. Reszta świata poszła w ślady Chin, nie zdając sobie sprawy, że system amerykański został zarażony, podobnie jak sowiecki, wirusem natury strukturalnej, zagrażającej istnieniu systemu i jego modelu, jaki stanowią Stany Zjednoczone. Można wskazywać na różne mankamenty amerykańskiego systemu gospodarczego, ale najważniejsze są wady związane z pieniądzem, czyli system bankowy i zmiana „religii”, jaką kiedyś był szacunek do pracy, na konsumpcjonizm, czyli życie za pożyczone pieniądze.

Kryzys ów stał się widoczny w roku 1971, kiedy prezydent Richard Nixon zlikwidował wymienialność dolara na złoto, które było ustawione na 35 dol. za jedną uncję złota. Od tego momentu rząd amerykański oficjalnie pozbył się zobowiązania wymienialności dolara na złoto i zaczął drukować dolary wedle swego uznania i potrzeby. W 1974 r. Stany Zjednoczone przekonały, a właściwie wymusiły na Arabii Saudyjskiej i na innych krajach produkujących ropę naftową, że będą ją sprzedawały wyłącznie za dolary. W ten sposób powstał tak zwany petrodolar, który się stał faktycznie światową walutą rezerwową, odpowiednikiem starego złota. Te kraje, które próbowały się wyłamać z tego dolarowego systemu, zostały srogo ukarane poprzez tak zwane wojny wyzwoleńcze albo je „demokratyzujące” (Irak, Libia itp.). Dolar rezerwowy pozwolił na nieograniczone drukowanie jego banknotów, a właściwie obligacji pożyczkowych, które kupowały inne kraje płacące za ropę, pompowaną głównie na Bliskim Wschodzie.
Za te pożyczki USA budowały swoją armię i flotę, a także zapewniły spokój wewnętrzny przez szereg programów socjalnych. System bankowy poszedł za przykładem rządu i zaczął dawać pożyczki zarówno własnym, niewypłacalnym obywatelom, jak i krajom komunistycznym, także niewypłacalnym, takim jak Polska w okresie rządów Edwarda Gierka. Była to operacja dokładnie zaplanowania dla obalenia systemu komunistycznego poprzez uwikłanie go w długi niemożliwe do spłacenia. Ta operacja w pełni się udała, ale zawiodła w stosunkach z Chinami.
W roku 1971 Henry Kissinger, a później w 1972 prezydent Nixon udali się do komunistycznych Chin i przekonali Chińczyków, że będą mieli korzyści z szerokiej wymiany handlowej, której skutki widzimy ostatnio w postaci 90% różnego rodzaju towarów w amerykańskich sklepach, gdy jednocześnie rośnie bezrobocie w USA i następuje zmiana ekonomii z produkcyjnej na usługową. W tym wypadku metoda ekonomicznej szarady obróciła się przeciwko kapitalistycznym Stanom Zjednoczonym. Groźne skutki takiej nienormalnej sytuacji, życia na kredyt ujawniła właśnie epidemia koronawirusa.

PRÓBY STABILIZACJI EKONOMICZNEJ
Aczkolwiek piszę tutaj o systemie amerykańskim, to jednak prawie wszystkie kraje uważające się za kapitalistyczne przejęły ekonomiczny system amerykański z jego wadami, a mianowicie systemem życia za pożyczone pieniądze. Oczywiście w takim systemie ludzie zaczęli uważać pieniądz za jedyny wyznacznik sukcesu. Przeciętni obywatele – ale także rząd Stanów Zjednoczonych – żyją od wypłaty do wypłaty, mieszkają w domu zbyt wielkim w stosunku do finansowych możliwości i mają długi za jeden, dwa lub trzy samochody w rodzinie. Nie dotyczy to jedynie bankierów czy menedżerów wielkich międzynarodowych korporacji.
Epidemia wirusa obnażyła nagle nicość pewnych zawodów, które z dnia na dzień stały się niepotrzebne albo w najlepszym razie drugorzędne. Z powodu kryzysu zapotrzebowanie na benzynę i olej napędowy zmalało do tego stopnia, że brakuje miejsca dla jego magazynowania.
Nagle też zrozumieliśmy, że ważny dla nas nie jest luksusowy samochód, ale mleko i chleb na śniadanie.
Zastanawiam się, kto nami będzie rządził w tych trudnych czasach? Czyżby Donald Trump? Wątpię, gdyż jego zdolności i doświadczenie polegają na manipulacji pożyczonymi pieniędzmi z banków. Jego „geniusz” polegał na zarabianiu pieniędzy na bankructwach. Jedyną zaletą Trumpa jest to, że jako prezydent nie zaczął jeszcze następnej wojny.

Od 1975 r., czyli od momentu, kiedy uzyskałem obywatelstwo amerykańskie, brałem udział w wyborach. Jako naiwny pacyfista zwykle zmieniałem mój wybór licząc na zmianę polityki w stosunku do ciągnących się wojen – od wojny wietnamskiej począwszy, a na Afganistanie, Iraku i Libii skończywszy. W końcu zrozumiałem sens tych wojen. Sens ten nigdy nie był wyjawiony amerykańskiemu społeczeństwu. Kraje, które Ameryka „wyzwalała” od dyktatorów, jej nie zagrażały. Chodziło nie o obronę kraju, ale o obronę pozycji dolara jako waluty rezerwowej, która to pozycja była konieczna dla dalszego pożyczania pieniędzy, czyli wypuszczania obligacji pożyczkowych bez pokrycia. Pomimo ciągle przegrywanych wojen nikt nie miał odwagi ich zakończyć. A może nie o wygrywanie tu chodziło? Może przez te wojny przedłużaliśmy sztuczny stan upojenia sukcesem, którego nie było. Covid-19 tylko nam objawił rzeczywistość. Sukces był tylko fatamorganą. Cała operacja dolarowa wygląda jak jedna wielka inwestycja piramidowa, za którą zwykle idzie się do więzienia. Jeśli jednak buduje się piramidy, jak w Egipcie, w imię racji stanu, uchodzi to faraonom bezkarnie.
W czasie ostatnich wyborów jednym z kandydatów na prezydenta był kongresman Ron Paul z Teksasu. On jedyny w czasie dyskusji, w których także uczestniczyli Donald Trump i Hillary Clinton, wypowiedział się przeciwko wojnom, stwierdzając, że wojen nie możemy kontynuować, bo jesteśmy bankrutami. Wszyscy go za to wyśmiali, łącznie z liberalną jakoby prasą. U Trumpa zauważyłem, że cała jego polityka jest oparta na dolarze i dolar jest wykładnią, kto jest jego przyjacielem, a kto wrogiem. Nie jestem pewien, czy Trump rozumie pozorną i ułudną wartość dolara, którego wartość realna maleje z każdym zaciągniętym długiem. A dzisiaj widać, że koronawirus podważa funkcję petrodolara. Z powodu uziemienia większości linii lotniczych i ograniczenia ruchu samochodowego mamy nadmiar ropy na rynku, której cena spadła poniżej 20 dol. za baryłkę. Z obniżką cen ropy naftowej łączą się dochody Arabii Saudyjskiej i także wyparowanie oparcia, jakie stanowiła cena ropy dla amerykańskiego dolara.

POWRÓT DO RZECZY ISTOTNYCH
W czasie drugiej wojny światowej moi rodzice i ja mieszkaliśmy w Częstochowie pod okupacją niemiecką, której zamiarem było wykończyć nas głodem. Mój ojciec, który przeżył rewolucję w Rosji i głód, jaki tam wówczas panował, wiedział, że trzeba mieć zapas żywności na zimę, aby przeżyć do wiosny. Dlatego też jego pierwszym celem były trzy produkty zmagazynowane jesienią w piwnicy naszego domu: beczka kiszonej kapusty, 5 metrów sześciennych węgla i 3 worki ziemniaków. Dzisiaj stało się podobnie, tylko inaczej – jakby powiedział nasz myśliciel Lech Wałęsa. Dzisiaj należy się zaopatrzyć w papier toaletowy, którego na rynku brak.
Wróćmy jednak do rzeczy podstawowej, ukrywanej przed nami przez kolejne rządy przez prawie 50 lat. Czyli o oparciu naszego dolara na cenie ropy i konsekwencje tego w postaci wielu wojen w obronie tej sytuacji. Na skutek epidemii koronawirusa nagle się okazało, że ropy na świecie mamy za dużo. Wynalazek Henry’ego Kissingera nagle spalił na panewce, stracił na wartości. Straciła na wartości amerykańska polityka zagraniczna, demonizująca największego wroga USA, Iran, broniąca natomiast „demokratycznego” sprzymierzeńca, księcia Muhammada bin Salmana w Arabii Saudyjskiej. Na Bliskim Wschodzie zapanowała panika – nagle ropy mamy za dużo. Spadła także opłacalność eksploatacji złóż łupkowych w Ameryce. Staje się zatem oczywiste, że dolar wymaga innego oparcia niż ropa.
Proponuję więc rozwiązanie – oprzyjmy wartość dolara na wartości kukurydzy! Kukurydzy mamy pod dostatkiem. Można ją jeść na surowo albo piec z niej placki, można ją także zamieniać na alkohol napędowy do samochodów i samogon do podtrzymania naszego morale w okresie epidemii wirusowej. Do promocji potrzebujemy jednak nowego Kissingera, bo stary już się zdewaluował. Kissinger na swoją obronę mógłby powiedzieć: „Krowa żarła dobrze, przez 50 lat, ale zdechła. Nie wińcie mnie. Winny jest wirus!”