Znaki czasu

105
W moim sercu jest strach o niepewne jutro, ogromny żal, smutek i wiele pytań bez odpowiedzi/EPA

Wielkanoc w tym roku w bardzo wielu domach była inna niż zwykle. Nie był to okres radości, ale smutku, chociaż od wieków jest to właśnie czas triumfu, nadziei i zwycięstwa.

Zmartwychwstanie jest najstarszym i najważniejszym świętem chrześcijańskim, ale obrzędy z nim związane sięgają dużo wcześniejszych czasów pogańskich. W roku 325 hierarchowie Kościoła postanowili, że każdego roku między 22 marca a 25 kwietnia, dokładnie w niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca, katolicy będą upamiętniali zwycięstwo nad śmiercią Bożego Syna.

Dla ludzi wiosna zawsze była czasem szczególnym – zaczynał się rytuał życia, z którym wiązały się liczne zabiegi mające wspomóc płodność ziemi, zwierząt i ludzi. Kościół bardzo niechętnie patrzył na te pogańskie praktyki, ale z czasem postanowił nadać im chrześcijańskie sensy. Do dziś w symbolikę Wielkanocy wpisują się m.in. pisanka, baranek, święcenie pokarmów, zielona gałązka w palmie oraz woda, ale nie nadajemy już im takich znaczeń jak kiedyś.

W tym roku Wielkanoc została odarta z największego przesłania.

Zwątpienie zagościło przy stole zamiast nadziei, i to nie tylko przez to, co dzieje się na naszym, lokalnym podwórku, ale również, albo nawet przede wszystkim, przez ogromną tragedię w Paryżu – pożar w Notre Dame.

Kilka lat temu w tej katedrze zastrzelił się francuski pisarz i historyk Dominique Venner. Przed samobójstwem umieścił na blogu wpis: „Potrzeba spektakularnych i symbolicznych gestów, żeby obudzić ludzi i ich uśpione sumienia”. Patrząc na upadająca iglicę przypomniały mi się jeszcze inne słowa z tego samego przedśmiertnego przesłania: „Rozpoczęła się epoka, w której nasze słowa muszą być poparte czynami”.

Straszne to czasy, jeśli trzeba takich znaków, by nami potrząsnąć! To nie tylko płonie katedra Notre Dame, ale płonie Kościół uwikłany w pedofilskie afery, płonie Europa, która oderwała się od swoich korzeni i wartości, płonie świat, w którym wszystko zmienia się tak szybko, a niezmienne pozostają zło, ból, głód, niesprawiedliwość… Płoniemy my sami. Każdy z innego powodu, a jednak wszyscy z tego samego – od pragnień, których nie możemy zaspokoić.

Smutna była tegoroczna Wielkanoc. W moim sercu jest strach o niepewne jutro, ogromny żal, smutek i wiele pytań bez odpowiedzi. Maleńką iskierkę nadziei dostrzegłam jednak w pewnej informacji. Otóż na dachu katedry od 2013 roku stały trzy ule. Jeszcze w czwartek rano myślano, że wszystkie spłonęły, a wraz z nimi i pszczoły, ale ule ocalały! Pszczoły też! Na zdjęciach z drona, które opublikowano już po ugaszeniu ognia, widać jak te niezwykłe owady powróciły do swoich codziennych prac – wylatują w poszukiwaniu pożywienia i wracają.

Mówi się, że gdy zginie ostatnia pszczoła, nie da się uratować życia na Ziemi. Skoro tym z katedry Notre Dame się udało, to może i dla nas jest szansa? Może to najważniejsze przesłanie tych dni?