Alergia na wi-fi

22

Od kiedy bezprzewodowa sieć internetowa stała się nierozłącznym elementem naszego życia, nie ustają pytania o jej wpływ na zdrowie każdego z nas. Sieć wi-fi jest w domach, biurach, kawiarniach i sklepach. Jednym słowem wszędzie. Oficjalnie istnieją już uzależnieni od bezprzewodowego internetu, lecz czy są już tacy, którzy mają na niego alergię?

Naukowcy, którzy wielokrotnie badali negatywne możliwości oddziaływania sieci wi-fi na ludzi, nigdy nie stwierdzili, żeby takowe występowały. Coś jednak musi być na rzeczy, skoro w ubiegłym tygodniu francuski trybunał orzekł, że 39-letnia kobieta kwalifikuje się do pobierania prawie 900 dolarów miesięcznej renty z powodu jej zmagań z tak zwaną nadwrażliwością elektromagnetyczną – ang. electromagnetic hypersensitivity syndrome, w skrócie EHS. Co to za dolegliwość, jaki ma związek z sieciami wi-fi i czy rzeczywiście jest się czego bać wyjaśniamy w poniższym tekście.

CO TO JEST EHS I CO POWODUJĘ TĘ CHOROBĘ?
EHS jest powiązane z różnego rodzaju objawami fizycznymi, które występują bez znanej dotąd przyczyny. Szacuje się, że na jeden milion mieszkańców Ziemi na EHS cierpi kilka osób. Osoby te zazwyczaj skarżą się na występowanie kombinacji kilku objawów, takich jak nudności, bóle głowy, kołatanie serca, zmęczenie, występowanie wysypek oraz innych problemów dermatologicznych. Objawy te często występują w tym samym czasie. W niektórych przypadkach następuje także utrata pamięci i ataki paniki.

Badacze i urzędnicy służby zdrowia potwierdzili, że objawy są prawdziwe, a pacjenci w żadnym wypadku nie wyolbrzymiają ich. Istnienie EHS potwierdziła także międzynarodowa społeczność lekarska. Problemem jest to, że liczne badania sugerują, że EHS nie ma związku z polami elektromagnetycznymi i sygnałami sieci radiowych takimi jak wi-fi. Z drugiej jednak strony Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) uznała, że wśród przyczyn EHS nie ma medycznych, psychiatrycznych ani psychologicznych powodów do występowania tej choroby. Co więc ją powoduje?

Trudno jasno i klarownie stwierdzić, co powoduje EHS. Sprawa jest o tyle skomplikowana, że objawy tej choroby występują z różnego rodzaju powodów. Weźmy na przykład ból głowy. Może to być objaw EHS, ale to również symptom zbyt dużej ilości wypitej kawy w powiązaniu z mały nawodnieniem organizmu albo objaw zapalenia opon mózgowych bądź zatrucia się tlenkiem węgla.

DWIE GŁÓWNE TEORIE
Istnieją dwie teorie. Pierwsza z nich mówi o tym, że warunki środowiskowe, w których żyjemy, wpływają na powstawanie EHS. Druga sugeruje, że występowanie EHS jest czymś w rodzaju odwrotnego efektu placebo.
W przypadku pierwszej teorii WHO opracowało całą listę czynników środowiskowych, które mogą powodować objawy EHS. Wymieniane są m.in. „migotania” świateł fluorescencyjnych i światło z ekranów zarówno komputerów, telefonów, jak i telewizorów. WHO zaleca by chorzy na EHS skorzystali z usług kogoś kto może ocenić ich środowisko pracy i zbada m.in jakość powietrza i poziom hałasu, które także mogą powodować chorobę. Dodatkowo wśród zaleceń jest wizyta u psychologa bądź psychiatry i ma ona związek z odwrotnym efektem placebo nazwanym “nocebo”. Dwóch dziennikarzy brytyjskiego „Guardiana”, James Rubin i Simo Wessely z Kings College w Londynie na początku tego roku nazwali EHS przykładem „efektu nocebo”, w którym ludzie czują się chorzy, ponieważ wierzą, że zostali narażeni na coś, co wywołuje u nich chorobę. W jednym z eksperymentów dziennikarze pokazali połowie uczestników badania odcinek programu BBC „Panorama”, w którym mówiono o tym, że sygnały wi-fi są szkodliwe. Następnie całą grupę wystawiono na działanie fałszywego sygnału wi-fi i odczekano, aby zobaczyć, kto “zachoruje”. Te osoby, które oglądały serial, były znacznie bardziej narażone na rozwój objawów EHS.
Wynik badań pokrywa się z ustaleniami WHO, która podejrzewa, że objawy mogą być spowodowane przez wcześniej istniejące zaburzenia psychiczne, a także reakcje na stres w wyniku obaw o skutki fal elektromagnetycznych i radiowych dla zdrowia.

FRANCJA NIE POMAGA
Francuski sąd orzekając, że EHS jest niepełnosprawnością, potwierdził, że wi-fi i inne sygnały elektromagnetyczne o częstotliwości radiowej mogą powodować negatywne skutki dla zdrowia. Gdy więcej ludzi zacznie o tym w ten sposób myśleć, na pewno u większej ich liczby EHS może się rozwinąć. Także i w Australii były przypadki przyznawania pracownikom odszkodowań w związku z objawami EHS. W USA, gdzie sądowe batalie rozpatrywane są w najróżniejszych sprawach, na razie sędziowie w przypadku rzekomych negatywnych skutków sieci wi-fi odrzucają pozwy. Tej wiosny sąd w Nowym Meksyku odrzucił pozew o odszkodowanie na kwotę 1 430 000 za rzekome skutki zdrowotne wywołane sygnałem iPhone'a i sieci wi-fi.
Wyrok francuskiego sądu może okazać się wielką sprawą do grupy ludzi, którzy często mówią, że czują się marginalizowani w związku z ich zaburzeniami. W marcu „The New York Magazine” przeprowadził wywiad z kobietą, która mówi, że cierpi na objawy EHS od 2009 roku: „Trzeba być silnym, by nie popaść w depresję – powiedziała. – Niektórzy mówią, że ludzie z moimi objawami są szaleni” – dodała.

WYŁĄCZYĆ WI-FI CZY NIE?
Raczej nie. Z dozą dużej pewności można stwierdzić, że korzystanie z wi-fi nie powoduje rozwijania się symptomów EHS. Niestety, wciąż nie wiemy, czy to oznacza, że sygnały telefonów komórkowych i sieci wi-fi są w stu procentach bezpieczne. Wciąż trwają badania długoterminowe, na rezultaty których musimy jeszcze poczekać. Pytań o bezpieczeństwo wciąż przybywa, a ludzie chcieliby się dowiedzieć, czy istnieje np. powiązanie sygnału telefonu komórkowego z niepłodnością u mężczyzn. W większości jednak badacze i lekarze uspokajają i mówią, że sygnały częstotliwości radiowej, które można napotkać w codziennym życiu, są bardzo słabe i nieszkodliwe.
Nie brakuje jednak coraz większej liczby osób, które chcą wmówić nam wszystkim, że sygnały sieci wi-fi są dla nas bardzo niebezpieczne. Mówią tak, bo mają w tym swój interes. Rozwinęła się już cała branża wokół sprzedaży bransoletek, koców, pigułek, które mają być złotym środkiem na okalające nas sygnały elektromagnetyczne. W tym jednak przypadku pomagamy bardziej finansowo im niż zdrowotnie sobie.

Telefony komórkowe i sieci wi-fi to część rozwoju świata, w którym żyjemy. Nikt z nas nie wyobraża sobie funkcjonowania bez nich. Jeśli są szkodliwe, to nie bardziej od żywności ze sztucznymi barwnikami, które zjadamy. Czas chyba pogodzić się z tym, że postęp technologiczny, prócz ogromu zalet, może mieć także wady. Jednak póki wad nikt nie udowodni, starajmy się żyć bez strachu o wejście do strefy bezprzewodowego internetu.

Autor: Przemek Cebula