Ekonomia, głupcze, czyli czego możemy się nauczyć od Miltona Friedmana

0
16

Państwo, teoretycznie, ma służyć obywatelom, a nie odwrotnie. W rzeczywistości jest jednak inaczej, a obywatele ciężką pracą utrzymują tysiące urzędników, którzy w ramach swoich obowiązków znajdują kolejne sposoby, by utrudniać życie tym, dla których pracują. Gospodarka wolnorynkowa jest więc jak yeti, wszyscy o niej słyszeli, ale nikt jej nie widział. Podatki, reguły, ustawy, zarządzenia – wszystko to obowiązuje większość ludzi na świecie od momentu narodzin aż do śmierci. Tylko nieliczni, mieszkający w dziczy członkowie plemion, żyją bez świadomości biurokratycznej machiny. Nie wiadomo jednak, jak długo jeszcze ten stan będzie ich omijał. W Polsce od momentu demokratycznych zmian, tak jak w wielu krajach na świecie, kolejne rządy przez kolejne lata wprowadzały nowe daniny i regulacje, przechodząc na system gospodarki rynkowej. Czy są szanse, by odwrócić te działania i dać Polakom prawdziwy wolny rynek?

CO O POLSCE MÓWIŁ FRIEDMAN

Wśród najbardziej znanych ekonomistów na świecie, którzy rozpowszechniali ideę gospodarki wolnorynkowej, był Milton Friedman. Ten amerykański naukowiec urodził się w 1912 roku. Był przedstawicielem nurtu ekonomii neoklasycznej, która zakłada ograniczenie roli państwa w gospodarce do niezbędnego minimum. Wśród jego najważniejszych publikacji można wymienić „Kapitalizm i wolność” i „Wolny wybór”. W 1976 r. Friedman otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii. Był jednym z doradców ekonomicznych prezydenta USA Ronalda Reagana. Zmarł w 2006 r.
Jednym z momentów, kiedy można dokonać zmian na rzecz gospodarki wolnorynkowej, jest czas, w którym dane państwo przechodzi transformację z socjalizmu do kapitalizmu. To właśnie w tym czasie Milton wyraził kilka opinii na temat Polski, a także spotkał się z niektórymi z ówcześnie działających polityków. W wywiadzie dla tygodnika “Najwyższy czas” Milton Friedman w rozmowie z Beatrix Czerkawski opowiedział o drodze, którą powinna iść Polska. “Pierwsza rzecz, jaką należy uczynić, to z dnia na dzień puścić wolno wszystkie ceny, płace, stopę przelicznikową i wyeliminować wszelkiego typu ograniczenia prawne wymierzone przeciw tym osobom, które zaangażowane są w przedsiębiorczość, obojętnie jakiego rodzaju. Żadnych prawnych monopoli! Mogą istnieć faktyczne monopole. Państwo zarządza np. hutami i nie do pomyślenia jest, aby znalazła się w Polsce grupa ludzi, która byłaby w stanie przejąć przemysł hutniczy, ale to nie oznacza, iż powinny istnieć przepisy zakazujące takiego postępowania. Jeżeli reformę taką, o jakiej mowa, przeprowadzi się z dnia na dzień, wówczas otwiera się drogę potencjalnemu przedsiębiorcy do sprawnego startu – mówił Friedman i dodawał, że według niego powinno się prywatyzować wszystko. – Następnym krokiem winno być przeprowadzenie prywatyzacji wszystkiego, co się w gospodarce da sprywatyzować. Nie ma innej drogi, niż umożliwienie nabycia własności, lecz nie za darmo – za gotówkę lub równowartość hipoteczną” – przekonywał Friedman.
Amerykański ekonomista przestrzegał, by Polska nie naśladowała zachodnich sąsiadów, „bo nie jest bogatym krajem zachodnim. Polska powinna naśladować rozwiązania, które kraje zachodnie stosowały, gdy były tak biedne, jak Polska” – mówił Friedman wyjaśniając jednocześnie, że „problem Polski polega na zatrudnianiu pięciu ludzi do pracy, którą może wykonać jeden pracownik”.
Podczas swojej wizyty w Polsce Friedman spotkał się m.in. z Januszem Korwin-Mikkem, w którym upatrywał nadzieję na dobre zmiany w Polsce. „Są tacy w niektórych krajach, jakie odwiedziłem, którzy mają jasne pojęcie drogi od socjalizmu do kapitalizmu, np. w Czechosłowacji Wacław Klaus, a w Polsce Janusz Korwin-Mikke. Z ich punktu widzenia problem kluczowy stanowi odebranie własności z rąk władzy państwa i przekazanie w ręce ludzi, chodzi im po prostu o usunięcie rządu na bok”.

BIUROKRACJA PRZEZ DUŻE “B”

25 lat temu, kiedy Friedman mówił o zmianach w Polsce, administracja publiczna zatrudniała 160 tys. urzędników. Liczba urzędników samorządowych oraz centralnych w Polsce od 1989 roku stale wzrasta. Według danych GUS na koniec 2014 roku przekroczyła 444 tys. zatrudnionych. Tym samym zwiększyła się ponad 2,5 razy, przy zbliżonej liczbie ludności. Analizując przyrost kadry urzędniczej w perspektywie ostatnich 14 lat najwięcej osób zatrudniono w czasie rządów SLD. W ciągu czterech lat 2001-2005 przyjęto ponad 67 tys. osób. Podczas rządów Jarosława Kaczyńskiego w latach 2006-2007 przybyło 13 tys. nowych urzędników. Kolejny premier – Donald Tusk, mimo zapowiedzi w kampanii wyborczej o redukcji etatów, nie zdołał ograniczyć ich liczby, a po jego rządach w administracji przybyło 60 tys. kolejnych pracowników.
Jeszcze większe wrażenie robi liczba Polaków zatrudnionych w szeroko rozumianym sektorze publicznym, czyli wszystkich spółkach, przedsiębiorstwach i jednostkach będących własnością czy to jednostek rządowych, czy samorządowych. Według danych GUS na koniec 2014 roku na ponad 14 milionów zatrudnionych Polaków 3,3 miliona pracuje właśnie w sektorze publicznym.
Roczny koszt zatrudnienia wszystkich polskich urzędników wynosi ponad 29 miliardów zł. Dla porównania dodajmy, iż roczne dochody budżetowe z tytułu podatku PIT wynoszą ok. 44 mld zł. Zapłacony przez wszystkich Polaków podatek dochodowy jest więc w 66% konsumowany przez wypłaty pensji dla urzędników. Mówimy tu oczywiście o koszcie samych tylko pensji, a uwzględnić należałoby jeszcze koszt całej urzędniczej infrastruktury (budynki, samochody, media, usługi itd.).

ZADŁUŻENIE PRZEZ DUŻE “Z”

Według danych Forum Obywatelskiego Rozwoju, która prowadzi od 2010 roku projekt licznika długu publicznego, szacunkowa wielkość jawnego długu publicznego, po uwzględnieniu wahań kursu złotego, rośnie obecnie z 923,3 mld zł na koniec grudnia 2015 r. do 1004,5 mld zł na koniec grudnia 2016 r., czyli o prawie 222 mln zł na dobę, 9,3 mln zł na godzinę i 2568 zł na sekundę. Dług publiczny na jednego mieszkańca rośnie z 25 465 zł na koniec grudnia 2015 r. do 27 023 zł na koniec grudnia 2016. Tylko od stycznia do kwietnia tego roku zadłużenie budżetu państwa wzrosło o 47 mld zł. To największy taki skok w historii. Skąd taki wysoki dług?
Resort skarbu kierowany przez Pawła Szałamachę tłumaczy to trzema aspektami – wzrostem stanu środków na rachunkach budżetowych (29,5 mld zł) związanym z gromadzeniem środków na finansowanie potrzeb pożyczkowych; finansowaniem deficytu budżetowego (11,1 mld zł); różnicami kursowymi (9,3 mld zł) – osłabieniem złotego wobec euro (o 3,4 proc.), franka szwajcarskiego (o 2,1 proc.) i jena (o 11,6 proc.) oraz umocnieniem wobec dolara (o 0,7 proc.).
Pierwszy z powodów związany jest z zabezpieczenie środków budżetowych na wypłatę świadczeń z programu Rodzina 500 Plus. Program ruszył 1 kwietnia, ale środki w budżecie trzeba było zabezpieczyć wcześniej, tak by wypłaty 500 złotych na dziecko przebiegały sprawnie. Dwie kolejne kwestie są związane z droższą obsługą długu, spowodowaną m.in. wzrostem rentowności polskich obligacji i osłabieniem się złotego.

WOLNOŚĆ GOSPODARCZA PRZEZ MAŁE “W”

Według najnowszego Indeksu Wolności Gospodarczej The Heritage Foundation i „The Wall Street Journal” Polska jest dobrze oceniana w zakresie otwartości rynku i polityki monetarnej, wciąż jednak wiele pracy jest do zrobienia w zakresie wydatków publicznych i rynku pracy. Polska znalazła się na 39. miejscu na świecie (wobec 42. w ub.r.) i 18. w Europie. Polska uzyskała w tym roku 69,3 pkt, tj. 5,1 pkt więcej niż rok temu i najwięcej w historii rankingu.
W tegorocznym zestawieniu Polska szczególnie poprawiła punktację w zakresie praw własności (+5 pkt), poziomu korupcji (+1), warunków dla biznesu (+1,4), polityki monetarnej (+3,9) oraz wolności inwestycyjnej (+5). Polska jest jednak nadal klasyfikowana jako kraj „umiarkowanie wolny” gospodarczo. „Bardzo dobrze, szczególnie w perspektywie od 1995 roku, jesteśmy oceniani w zakresie otwartości rynku i polityki monetarnej, jednak wiele pracy jest do zrobienia w zakresie wydatków publicznych i rynku pracy. Wyżej od nas plasują się w tym zakresie nasi sąsiedzi: Litwa, Niemcy oraz Czechy” – powiedział Marcin Nowacki, dyrektor ds. międzynarodowych WEI, cytowany w komunikacie.
W czołówce światowej rankingu, jako kraje w pełni wolne gospodarczo, znajdują się: Hongkong – 88,6 pkt, Singapur – 87,8, Nowa Zelandia – 81,6, Szwajcaria – 81 oraz Australia – 80,3. W badaniu brano pod uwagę 178 państw.
W Europie najlepsze wyniki osiągnęły: Szwajcaria – 81 pkt, Irlandia – 77,3, Estonia – 77,2, Wielka Brytania – 76,4 oraz Dania – 75,3. W rankingu porównano 44 kraje europejskie.
Indeks Wolności Gospodarczej jest przygotowywany przez The Heritage Foundation i „The Wall Street Journal” od 1995 roku. Jego celem jest katalogowanie państw według rozwiązań, polityk realizowanych w celu zwiększania wolności gospodarczej, a tym samym promowania rozwoju i pomnażania dobrobytu narodów. W ramach IWG analizowane są rządy prawa (prawa własności, poziom korupcji); wielkość sektora publicznego (fiskalizm, wydatki publiczne); efektywność regulacyjna (warunki dla biznesu, polityka monetarna, rynek pracy) oraz otwartość rynku (handel, inwestycje, finanse).

WOLNOŚĆ PODATKOWA OD 15 CZERWCA

W tym roku Polacy od 15 czerwca zaczęli pracować na własne potrzeby, do 14 czerwca zarabiali na podatki. W ubiegłym roku obliczono go na 11 czerwca, a dwa lata temu – na 14 czerwca.
Prezydent Centrum Smitha Andrzej Sadowski powiedział, że Polacy ciągle zbyt długo pracują, by zapłacić należne podatki. To jest, jego zdaniem, nadal pół roku pracy przymusowej na wszystkie potrzeby rządu, a czas pracy na własne potrzeby jest ciągle niewystarczający. Według niego bez obniżenia opodatkowania pracy nie uda się rządowi skutecznie zrealizować cywilizacyjnej zmiany w polityce prorodzinnej. Andrzej Sadowski zwrócił też uwagę, że praca jest opodatkowana aż ośmioma tytułami, w tym siedem z nich nazwano składkami. Podkreślił, że system podatkowy w Polsce powinien zostać znacznie uproszczony.
Idea Dnia Wolności Podatkowej narodziła się w Stanach Zjednoczonych. Pierwszy taki dzień obliczono tam w 1900 roku. W Polsce obliczono go po raz 23.

WOLNOŚĆ WEDŁUG KORWIN-MIKKEGO

“Nowemu Dziennikowi” o aktualnym stanie polskiej gospodarki, a także o tym, jak mogłaby ona wyglądać, gdyby zostały wprowadzone rady Miltona Friedmana, opowiedział Janusz Korwin-Mikke, o którym wspominał amerykański noblista podczas swojej wizyty w Polsce.
Według Korwin-Mikkego, gdyby wprowadzono sugestie tego znanego ekonomisty, Polacy byliby bogatsi nawet od obywateli USA. “Przeciętny Polak byłby o jakieś 70% bogatszy, od przeciętnego Amerykanina – przekonuje Janusz Korwin-Mikke i dodaje, że obecny rząd Prawa i Sprawiedliwości raczej podąża za innym, niezbyt pozytywnym przykładem. – Jest to powrót do idei śp. Władysława Gomułki i musi skończyć się katastrofą. Przedtem też Polska szła ku katastrofie, ale nastąpiłaby ona później niż w reszcie UE; teraz możemy przegonić UE” – podkreśla Korwin-Mikke. Według niego obecnie jest niemożliwe zatrzymanie zadłużenia kraju. “Dopóki istnieje d***kracja – to nie. Podobnie z USA i innymi d***kratycznymi krajami. Rządy L**u zawsze powodują katastrofę” – pisze do “Nowego Dziennika” Korwin-Mikke i wyjaśnia, że słowa budzące jego obrzydzenie wykropkowuje. Według polskiego polityka, by odciążyć barki przedsiębiorców, ale i prywatnych osób w Polsce, trzeba po prostu zlikwidować biurokrację. “Należy wrócić do zasad laissez faire – laissez passer (dajcie nam swobodę działania i ruchu – przypis red.). Potrzebna jest kontrrewolucja – ale to akurat L*d jakoś przełknie…” – twierdzi Janusz Korwin-Mikke.

POLACY O PODATKACH

90 procent Polaków uważa, że pieniądze trafiające do budżetu są często nieracjonalnie wydawane. Wskazują na to wyniki sondażu Centrum Badania Opinii Społecznej. 87 procent uczestników sondażu uznało, że podatki są w Polsce zbyt wysokie w stosunku do tego, co państwo zapewnia obywatelom. Zdaniem 82 procent ankietowanych system podatkowy jest nieszczelny, a 78 procent – zbyt skomplikowany. 64 procent uczestników sondażu opowiedziało się za progresywnym opodatkowaniem dochodów, a 24 procent – za liniowym.

92 procent respondentów uznało jednak, że należy płacić podatki, gdyż są z nich finansowane ważne cele i potrzeby społeczne. 87 procent uczestników sondażu uważa uchylanie się od płacenia podatków za formę okradania współobywateli, 19 procent uznało to za wyraz zaradności. 91 procent ankietowanych potępiło wyłudzanie podatku VAT przez firmy, 90 procent – podawanie nieprawdziwych informacji w celu uzyskania nienależnych świadczeń, a 87 procent – rejestrowanie działalności gospodarczej w rajach podatkowych przez osoby pełniące ważne funkcje publiczne.

CO ROBI RZĄD?

Zapytaliśmy Ministerstwo Finansów oraz Ministerstwo Rozwoju, czy planują działania mające na celu poluzowanie polityki podatkowej i odciążenie Polaków z któregokolwiek z dotychczasowych podatków. W krótkiej odpowiedzi przesłanej do “Nowego Dziennika” Ministerstwo Finansów poinformowało, że nie pracuje nad podniesieniem podatków. W rozmowie telefonicznej pracownik działu prasowego resortu wyjaśnił, że trwają dyskusje w ministerstwie na temat zmian, ale jest jeszcze za wcześnie, by mówić o konkretach.
Nieco więcej informacji przekazało Ministerstwo Rozwoju, którego szef Mateusz Morawiecki opracowuje Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Według pracowników biura prasowego tego resortu trwają konsultacje społeczne w sprawie projektu Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, która jest aktualizacją Strategii Rozwoju Kraju 2020, na podstawie zaprezentowanego przez wicepremiera Morawieckiego w lutym br. Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Głównym celem Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju jest tworzenie warunków dla wzrostu dochodów mieszkańców Polski przy jednoczesnym wzroście spójności w wymiarze społecznym, ekonomicznym i terytorialnym.
Plan ministra Morawieckiego zawiera dużo informacji, ale mało konkretów, nie ma w nim mowy o precyzyjnych narzędziach, które mają w realny sposób pomóc zwykłemu Kowalskiemu w poprawieniu jego stopy finansowej i uwolnienie od biurokratycznej machiny. Nieco więcej konkretów dotyczących przedsiębiorców jest w przedstawionym przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego pakiecie 100 zmian dla firm. Jest to pierwsza część zestawu ułatwień dla przedsiębiorców. Prezentacja kolejnej planowana jest na jesieni. W pierwszej części możemy przeczytać o bardziej przyjaznych relacjach na linii państwo-obywatel (reforma procedur administracyjnych), mniej uciążliwych kontrolach i ochronie przed zmianami interpretacji prawa, o złagodzeniu przepisów prawa pracy wobec małych przedsiębiorców, a także ułatwieniach w prowadzeniu działalności gospodarczej. Pomysły zawarte w planie są obecnie na etapie konsultacji społecznych. Nie wiadomo jednak, kiedy zostaną wprowadzone w życie.
Z informacji rzecznika rządu wynika również, że ekipa Beaty Szydło pracuje nad wprowadzaniem jednolitego podatku, który ma zacząć obowiązywać od 2018 roku. Obecnie trwają prace koncepcyjne, a ich efekt ma być upubliczniony w sierpniu lub we wrześniu. Projekt ustawy ma się pojawić do końca roku, potem trzeba będzie dostosować systemy informatyczne różnych instytucji i przeszkolić pracowników. „Myślę, że takim realnym terminem jest rok 2018” – mówił rzecznik rządu Rafał Bochenek.
Na zadane przez “Nowy Dziennik” pytanie o próby zatrzymania zadłużania się państwa przez rząd Prawa i Sprawiedliwości Ministerstwo Rozwoju nie odpowiedziało.

CO RADZI EKSPERT?

Aleksander Łaszka – główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR) – tłumaczy “Nowemu Dziennikowi”, jakimi narzędziami rząd powinien pobudzać polską gospodarkę. “Rząd powinien skoncentrować się na tworzeniu przyjaznych i przewidywalnych warunków do prowadzenia działalności gospodarczej. Urzędnicy nie mają wiedzy i umiejętności, by trafnie wybierać sektory do stymulacji gospodarki. Prywatny przedsiębiorca, wybierając projekt inwestycyjny, ryzykuje własne pieniądze, dlatego pomysł przemyśli kilka razy. Urzędnik decydujący o pobudzaniu konkretnych sektorów gospodarki nie ryzykuje własnych pieniędzy, więc mniej przykłada się do wyboru. W praktyce jednak zazwyczaj jest gorzej – urzędnik, działając na zlecenie polityków, przede wszystkim koncentruje się na interesie politycznym, a nie ekonomicznym. Oznacza to, że rząd stymuluje/ wspiera te branże gospodarki, które krzyczą najgłośniej, czyli potrafią najsilniej nacisnąć na rząd. Przykładem jest górnictwo – sektor wymaga restrukturyzacji, ale ciągle jest na rządowej kroplówce. Ile by rząd nie mówił o wspieraniu innowacji, to i tak w ostatecznym rozrachunku wesprze nie innowacyjne firmy, a górników, żeby kupić sobie spokój. Dlatego, aby uciec od takiego ręcznego ingerowania w gospodarkę, rząd powinien skupić się na tworzeniu korzystnych warunków do prowadzenia działalności dla wszystkich przedsiębiorstw. Mało obciążeń biurokratycznych, proste i przewidywalne podatki, sprawne sądy rozstrzygające szybko spory między przedsiębiorstwami, dobra infrastruktura – to są zadania dla rządu. A które sektory i przedsiębiorstwa na tym najbardziej skorzystają – niech decyduje rynek” – wyjaśnia Aleksander Łaszka.
Ekonomista FOR wypowiedział się także na temat możliwości zatrzymania zadłużania się państwa polskiego. “Zatrzymanie wzrostu zadłużenia wymaga ograniczenia deficytu sektora finansów publicznych. Obecnie deficyt jest niepokojąco wysoki. Choć sama wartość poniżej 3% PKB może wydawać się umiarkowana, trzeba pamiętać o tym, że gospodarka rozwija się cyklicznie. A teraz mamy relatywnie dobrą koniunkturę. W takich warunkach powinniśmy mieć zrównoważone finanse publiczne albo nawet odnotowywać nadwyżkę, żeby mieć pole manewru, gdy koniunktura się pogorszy. W ostatnich latach deficyt spadał i była szansa na wyeliminowanie deficytu w najbliższych latach. Niestety, nowy rząd rozpoczął urzędowanie od szybkiego podnoszenia wydatków publicznych (Rodzina 500 Plus), a na realizację czekają jeszcze kolejne, drogie obietnice (przede wszystkim obniżenie wieku emerytalnego, ale też kwota wolna od podatku)” – wymienia Aleksander Łaszka.
Nasz rozmówca ocenia także obecny ciężar biurokratycznych obciążeń spoczywający na przedsiębiorcach. “Kolejne pakiety deregulacyjne istotnie zmniejszyły obciążenia przedsiębiorstw, niemniej nadal są one wysokie. Firma doradcza Deloitte na zlecenie ministerstwa gospodarki szacowała, że obciążenia administracyjne związane z biurokracją kosztują przedsiębiorców ponad 6% PKB (przed 2010 rokiem); szacujemy, że pakiety deregulacyjne obniżyły te koszty do ok. 5-5,5% PKB, więc postęp jest; ale to i tak ciągle dużo w porównaniu do innych krajów, w których koszty te są bliższe 3,5%-4% PKB” – tłumaczy Łaszka i wymienia działania obecnego rządu negatywnie wpływające na gospodarkę Polski. „500 zł na dzieci – bardzo drogi program, przy bardzo ograniczonych efektach; jednocześnie fatalna konstrukcja zasiłku na pierwsze dziecko. Czteroosobowa rodzina, gdzie jedna osoba pracuje i zarabia 3000 zł, zasiłek dostanie (dochód na osobę 750 zł). Jeśli druga osoba pójdzie do pracy dorywczej i dorobi 500 zł, dochód wzrośnie do 3500 zł (dochód na osobę 875 zł) i stracą zasiłek na pierwsze dziecko. Tą metodą zniechęca się ludzi do legalnej pracy. Kolejnym negatywnym działaniem jest wprowadzenie podatku bankowego – tak naprawdę podatku od kredytów; bank od każdego kredytu ma płacić 0,44% podatku, w tej chwili przede wszystkim został przerzucony na oszczędzających – spadło oprocentowanie depozytów. W Polsce sektor bankowy nie jest za duży i jego dalszy rozwój przyczyni się do wzrostu gospodarczego. Kolejny to podatek od supermarketów – podatek uderzający w bardziej wydajne, lepiej zorganizowane sklepy, sztucznie wspierający małe i niewydajne. Podatek bankowy i od supermarketów mają dodatkową wadę – wprowadzają dyskrecjonalność podatków (uprawnienie organów państwowych do podejmowania decyzji w sposób swobodny, czyli nieskrępowany konkretnymi przepisami prawa – przyp. red.) i inwestorzy już teraz zaczynają się zastanawiać, które jeszcze sektory rząd obciąży domiarami podatkowymi.
Następnym negatywnym pomysłem jest propozycja obniżenia wieku emerytalnego – przy starzeniu się społeczeństwa będzie to oznaczało wyższe podatki dla pracujących i głodowe emerytury (przede wszystkim dla kobiet) oraz wolniejszy wzrost gospodarczy.
Ostatnim negatywnym działaniem jest obniżony CIT dla małych firm – taki sztuczny próg będzie zachęcał do dzielenia firmy na dwie lub też powstrzymywał firmy przed wzrostem” – wylicza ekonomista FOR.
Aleksander Łaszka podaje też propozycje dotyczące polityki podatkowej rządu, uściślając, które z podatków powinny zostać obniżone bądź wręcz zlikwidowane, by pobudzić polską gospodarkę. “Przede wszystkim należy uprościć system podatkowy. Jedna stawka VAT bardzo ograniczy nadużycia i przekręty na VAT, sprawiając jednocześnie, że system będzie znacznie prostszy i mniej biurokratyczny dla przedsiębiorców. Dodatkowe dochody z tego działania powinny pójść na ograniczenie deficytu sektora finansów publicznych oraz pomoc dla najbiedniejszych (przeliczaliśmy te propozycje – można ujednolić VAT tak, żeby najbiedniejsi nie stracili, a budżet zyskał). Do obniżenia są przede wszystkim PIT (szczególnie osoby najmniej zarabiające). Uporządkowania wymaga opodatkowanie i oskładkowanie pracy – różne umowy to różne zasady, a sposób naliczania NFZ, PIZ i ZUS jest niepotrzebnie nadmiernie skomplikowany” – twierdzi Aleksander Łaszka, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Autor: Przemek Cebula