Inwestycje w oddziały PSFUK muszą się zwrócić

0
0

W sobotę, 19 listopada br., odbędzie się spotkanie informacyjno-edukacyjne z Radą Dyrektorów Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej, w trakcie którego członkowie będą m.in. zadawali pytania związane z obecną działalnością instytucji. W tym czasie upływa również 6 miesięcy od chwili objęcia kierownictwa PSFUK przez Oskara Mielczarka. Poprosiliśmy go więc o wypowiedź.

Po 6 miesiącach na stanowisku, jakie jest pana zdanie na temat stanu Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej?

Nasza Unia jest bardzo stabilną i bezpieczną instytucją, mającą znakomitych pracowników i wspaniałą tradycję. Wziąwszy pod uwagę sytuację na rynkach finansowych, nasza instytucja radzi sobie bardzo dobrze i nadal się rozwija. Członkowie mogą być z naszej Unii dumni. Jesteśmy bez wątpienia finansową siłą Polonii.

A jak pan czuje się w Unii?

Sądzę, że moje polskie pochodzenie i fakt, że rozumiem problemy polonijnego środowiska, pozwoliły mi szybko zorientować się, jakie są nasze silne strony i gdzie można dokonać usprawnień. Od czasu do czasu spotykam się z opinią, że moje wykształcenie, które zdobyłem m.in. na Harvardzie, jak i doświadczenie bankowe, nie będą takie istotne w unii kredytowej. Tymczasem Unia jest przecież ogromną instytucją finansową. To już nie ta sama Unia, którą wielu pamięta z czasów, gdy miała parę oddziałów, przed którymi ustawiały się niekończące się kolejki… Teraz jesteśmy w ścisłej czołówce wśród amerykańskich unii kredytowych i musimy stawiać na profesjonalizm i nowoczesność – to jest moja główna rola. Staram się ją spełniać opierając się na trzech zasadach: pracy zespołowej, jawności działań i etyki pracy.

Jak układa się pana współpraca z Radą Dyrektorów?

Rada Dyrektorów wyznacza kierunki rozwoju naszej instytucji, a ja i mój zespół je realizujemy. Po ostatnich wyborach do Rady weszły cztery nowe osoby, ale nie zmienia to mojej roli. Nowe osoby są bardzo serdeczne i szybko wdrażają się do spraw finansowych – naszym obowiązkiem jest zorganizować dla nich odpowiednie szkolenia. Nowa przewodnicząca Marzena Wierzbowska w bardzo pozytywnych słowach wyraziła się w swoim wywiadzie o moich zadaniach i pracy, za co jej w tym miejscu dziękuję… Ale oczywiście jest 11 dyrektorów i każdy ma jeden głos, więc wspólnie podejmują każdą decyzję.

Ale nasza Unia to przecież “więcej niż bank”…

Oczywiście. Widzę ogromne znaczenie naszej funkcji społecznej – czyli udzielania wsparcia dla środowiska – która jest bardzo ważna dla Rady Dyrektorów i dla mnie i którą wraz z dyrektorami będę nadal rozwijać. Funkcja ta jest przecież dla naszej Unii bardzo ważna, bo z niej, m.in., wynika lojalność i poparcie Członków – a bez tego Unia nie mogłaby się rozwijać.

Analizując działalność P-SFUK, gdzie widzi pan możliwość usprawnień? W którym aspekcie nasza Unia może być jeszcze lepsza?
Jak pan wie, w okresie pięciu lat przed objęciem przeze mnie kierownictwa, Unia dokonała ogromnych inwestycji w infrastrukturę. Przybyło netto pięć oddziałów. Otworzyliśmy oddziały w Garfield, Maspeth, Trenton i trzy oddziały w Chicago, a jednocześnie oddział na Greenpoint Avenue “wchłonął” malutki oddział na Kent Street. Innymi słowy, dokonał się 50-procentowy wzrost w zakresie liczby oddziałów, ale w tym samym czasie przybyło netto tylko 7% członków (z 66 500 do 74 300). Aktywa wzrosły o 31,5% (z 1,04 miliarda dol. do 1,43 miliarda). Moim zadaniem będzie sprawić, by te inwestycje zaczęły wreszcie odpowiednio się zwracać i by nasza Unia, jako instytucja finansowa, zaczęła zdobywać więcej Członków, polepszyć obsługę, więcej zarabiać i mniej wydawać.

Jak ocenia pan naszą działalność w Chicago?

Nasza działalność w Chicago rozwija się teraz bardzo dobrze – mamy tam już ponad 5 tys. członków i prawie 70 milionów dol. w depozytach. Gdyby nie zostały skorygowane plany poprzedniego kierownictwa, które zamierzało budować w Chicago ogromne, kosztowne oddziały, na które dodatkowo musielibyśmy wydać wiele milionów dolarów, mielibyśmy trudności z uzyskaniem zwrotu z inwestycji. Jak panu zapewne wiadomo, zamiast 4 oddziałów otworzyliśmy początkowo dwa, a po ich sukcesie – jeszcze trzeci, na południu Chicago. Oddziały są umieszczone w wynajętych budynkach – uniknęliśmy więc kosztów budowy. Uważam jednak, że nasz dalszy sukces na tamtym rynku, jak również na innych polonijnych rynkach, polegał będzie na otwieraniu małych, funkcjonalnych oddziałów, tzw. mini-branches, gdzie koszty przedsięwzięcia będą o wiele niższe niż te, które do tej pory ponosiliśmy. Chciałbym, żeby takie minioddziały powstały w miejscach, gdzie oczekuje tego Polonia: na przykład na Staten Island, czy w polskich rejonach Pensylwanii i Connecticut. By móc pomóc naszym członkom, musimy być tam, gdzie jesteśmy potrzebni. Rynek ten jest jeszcze w dużym stopniu niedostatecznie wykorzystany. W ten sposób będziemy mogli skorzystać z tzw. ekonomii skali, a w konsekwencji poprawić zyski i obniżyć koszty.

Co należy zrobić, by nasza Unia zaczęła więcej zarabiać i mniej wydawać? Czy już zaczął pan w tym kierunku coś robić?

Dziękuję za to pytanie – jest to dla mnie bardzo ważna sprawa. Jest to zarazem temat-rzeka i mam nadzieję, że będę mógł do niego w niedalekiej przyszłości powrócić. Ale po kolei… Jedną z pierwszych spraw, którymi się zająłem, była struktura naszej instytucji. Między innymi dokonaliśmy zmian w pionie odpowiedzialnym za udzielanie pożyczek, wydzieliliśmy też w strukturze PSFUK specjalne miejsca dla pionu sprzedaży, pionu operacyjnego i marketingu. To właśnie pion sprzedaży odpowiedzialny jest za strategię sprzedaży i za wszystkie oddziały i dystrybucję, a na jego czele stanęła Edyta Martula, która w naszej Unii pracuje już od ponad piętnastu lat. Uważam, że powinniśmy dać szansę pracownikom, którzy zdobyli doświadczenie w PSFUK, bo to oni przecież stanowią siłę naszej instytucji. Będziemy stosować zasadę, że kiedykolwiek można, będziemy awansowali naszych pracowników.

Czy reorganizacja wiąże się ze zwiększeniem zatrudnienia?

Nie. Będziemy w tym zakresie bardzo konserwatywni. Nasza Unia ma przecież dobrych, doświadczonych pracowników, którym trzeba dać szansę i których bardzo łatwo, jeżeli zajdzie taka potrzeba, możemy doszkolić. Wzrost zatrudnienia, to przecież dodatkowe koszty, a te chcemy stopniowo i skutecznie zmniejszyć. Będę również nalegał na to, by Unia dawała szansę praktyki studentom polonijnym, bo w ten sposób możemy wychować przyszłą kadrę menedżerską. Oczywiście w wyjątkowych przypadkach będziemy musieli szukać pracowników spoza naszej instytucji, jeżeli nie będziemy mogli “dopasować” umiejętności do wymagań – ale jest to przecież sprawa naszego Działu Kadr, który odpowiedzialny jest za prowadzenie rekrutacji, zgodnie z wymaganiami amerykańskiego prawa pracy.

Gdzie tkwi największy problem, jeżeli chodzi o zwiększenie dochodowości naszej Unii?

Jest tutaj kilka elementów. W pierwszym etapie musimy poradzić sobie z kilkoma dużymi pożyczkami, które zostały udzielone parę lat temu. Jak wiadomo, błędy popełnione przy udzielaniu pożyczek wychodzą na jaw dopiero wtedy, gdy kredytobiorca przestaje płacić. Część z “problemowych” pożyczek to wynik sytuacji ekonomicznej, a pozostałe to efekt sposobu, w jaki pożyczki te zostały udzielone. Nie chcę w tym miejscu szukać winnych wśród osób, które prowadziły naszą instytucję w poprzednich latach, bo nie o to przecież chodzi. Nasza Unia jest w bardzo dobrej sytuacji finansowej i problemy te nie są dla nas dużym zagrożeniem. Jednakże odbijają się one na naszych ogólnych wynikach. Nasza Unia żyje przecież z udzielania kredytów. Był to więc pierwszy obszar, który znalazł się w centrum mojego zainteresowania, ale oczywiście jest to proces, który będzie trwał jeszcze nawet kilka lat.

W jaki sposób Unia ma, pana zdaniem, więcej zarabiać?

Nasze dotychczasowe portfolio pożyczkowe zdominowane było przez kredyty hipoteczne o stałym oprocentowaniu. Widzę duży potencjał w dywersyfikacji. Zaczęliśmy stawiać nacisk na zwiększenie liczby kart kredytowych i zwiększenie liczby pożyczek o oprocentowaniu zmiennym, jak również kredytów dla klientów indywidualnych, w tym kredytów samochodowych. Dywersyfikacja dotyczy również pożyczek biznesowych. Do tej pory Unia nie robiła dostatecznie dużo w tej materii. Wprowadziliśmy więc nowe procedury i szkolimy personel. Będziemy te produkty agresywnie reklamować, by polonijni właściciele biznesów mogli z nich skorzystać.
Pamiętam, że przez parę miesięcy Unia bardzo intensywnie reklamowała karty kredytowe…
Oczywiście! I to z doskonałymi rezultatami. Nasi członkowie posiadają karty innych banków, nie zdając sobie sprawy z tego, ile ich to naprawdę dodatkowo kosztuje. Daliśmy członkom możliwość przeniesienia swojego zadłużenia na kartach kredytowych do naszej Unii i zmniejszenia oprocentowania – w rezultacie zdobyliśmy dodatkowo ponad 2800 kart i powiększyliśmy bilans na kartach kredytowych o prawie 17%.

Unia reklamowała też swoje pożyczki, jak się udała promocja?

Muszę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolony z rezultatów… Obniżyliśmy oprocentowanie, w zależności od produktu, nawet o 1% – czego zresztą zawsze domagali się członkowie – znieśliśmy opłaty za złożenie wniosku, dodaliśmy możliwość uzyskania pożyczki o oprocentowaniu zmiennym, ale z gwarantowanym oprocentowaniem stałym przez pierwsze 7 lat i efekt był natychmiastowy. W okresie 4 miesięcy promocji wpłynęło w sumie 550 wniosków na pożyczki hipoteczne, czyli o 335 więcej, niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Suma kwot na przyjętych pożyczkach w tym okresie wynosiła 122 miliony dol., czyli o 71 milionów dol. więcej niż w roku ubiegłym. Co ciekawe, w pośredni sposób reklama pożyczek pomogła nam zwiększyć liczbę kredytów hipotecznych o oprocentowaniu stałym, chociaż nie były one objęte promocją.

Wspomniał pan o zmniejszaniu wydatków, obcinaniu kosztów… jak to się odbywa, czy będzie odbywało?

Na czele pionu operacyjnego, który odpowiedzialny jest za zredukowanie kosztów, stoi bardzo doświadczona osoba – Agnieszka Poślednik, która pracuje w Unii od 1998 roku i która jest doskonale obeznana z każdym aspektem działalności naszej instytucji. Jej rola jest ogromnie ważna – analiza i nadzorowanie kontraktów, zmniejszenie kosztów operacyjnych, wdrożenie nowych inicjatyw. Jedną z nich jest tzw. zielona kampania, która nie tylko kładzie nacisk na ekologiczność naszych działań, ale również na zrealizowanie oszczędności wynikających ze zużycia surowców (głównie papieru i materiałów biurowych) oraz energii. Będziemy konsekwentnie obniżać koszty, ale jest to przecież długi proces, a nie doraźne działanie. Pierwsze efekty widać już teraz, na następne będziemy musieli trochę poczekać. Natomiast chciałbym w tym miejscu przypomnieć, że na ogólną dochodowość naszej instytucji od kilku lat wpływają czynniki, na które nie bardzo mamy wpływ…

Sytuacja gospodarcza?

Sytuacja gospodarcza i związane z nią inne sprawy… Wiadomo, że ludzie kupują mniej domów, gdy jest wysokie bezrobocie, a obecnie sięga ponad 9 procent. Ludzie mniej zarabiają i mają do dyspozycji mniej pieniędzy. W dodatku każdy wie, co stało się w sektorze finansowym. Upadło wiele banków, a koszty ponosimy wszyscy. W dodatku duże banki bardzo agresywnie walczą o każdego klienta i każdego dolara, stwarzając bardzo silną konkurencję dla nas i wszystkich unii kredytowych. Na domiar złego Bank Rezerwy Federalnej ustanowił bardzo niskie stopy procentowe, które sprawiają, że bardzo trudno jest zarobić na depozytach i inwestycjach, jak i wypłacać wysokie oprocentowanie. Ale żeby zobaczyć, co uderza w nas najbardziej, należy przyjść na zebranie roczne.

Jakie jest pana zdanie na temat procesów sądowych i przeróżnych nieporozumień?

Mam nadzieję, że wszystkie dotychczasowe sprawy sądowe będą wkrótce zakończone, bo są one bardzo kosztowne. Ja ze swojej strony uczyniłem konieczne zmiany w naszym dziale prawnym, a Rada Dyrektorów, jak widzi pan na afiszu reklamującym sobotnie spotkanie, będzie dbała o dobry kontakt z członkami. Takie kroki są na pewno pomocne. Ale nas dotyka jeszcze jedna bardzo bolesna sprawa – opłaty, które nakłada na nas i inne unie kredytowe, rząd federalny.

W raporcie rocznym 2010 – bo zabrałem go ze zebrania rocznego P-SFUK – zauważyłem kilka ogromnych sum wypłaconych na rzecz Narodowego Funduszu Ubezpieczenia Wkładów Unii Kredytowych.

Istotnie… nie chcę rozwodzić się nad tymi obowiązkowymi opłatami, bo nie mamy wyjścia, tylko musimy je zapłacić, bo wzmacniają one system unii kredytowych. Chciałbym natomiast wspomnieć że tylko w roku 2011 musieliśmy zapłacić ponad 3 miliony dol., prawie tyle, co rok wcześniej. Mimo to w roku rozliczeniowym 2011, który zakończył się 30 września br., uzyskaliśmy zysk netto w wysokości około 3,8 miliona dol.! Mam nadzieję, że za obecny rok wynik ten będzie jeszcze lepszy.

Zakończmy więc naszą rozmowę tym pozytywnym akcentem! Dziękuję za rozmowę.

 

Autor: MARCIN ŻURAWICZ