Propozycja zmiany przepisów imigracyjnych. Obywatelstwo amerykańskie nie dla każdego

0
11

Jak wynika z danych Homeland Security, w pierwszym kwartale bieżącego roku 163 tysiące osób zostało amerykańskimi obywatelami, wśród nich ponad tysiąc Polaków. Szacuje się, że do końca roku paszport USA otrzyma w sumie ponad 650 tys. imigrantów. Niedawno w ceremonii zaprzysiężenia na obywatelkę USA wzięła udział Anna z Ridgewood. Była jedną z 11 Polaków z metropolii nowojorskiej, którzy w tym dni złożyli przysięgę na wierność fladze Stanów Zjednoczonych. W sumie w ceremonii wzięło udział ponad 250 osób. Najwięcej, bo ponad 40, z Chin. „Uroczystość trwała ponad 3 godziny. Urzędnicy podkreślali, że jest nas rekordowa liczba. Z trudem zmieściliśmy się w jednej sali – opowiada Anna. – Po złożeniu przysięgi sędzia, która przewodniczyła ceremonii, opowiedziała historię swojej rodziny. Jej rodzice wyemigrowali do USA z Chin jeszcze w latach 40. Podkreślała, jak bardzo ciężko musieli pracować, by ona mogła studiować jej wymarzony kierunek – prawo. To, że została sędzią, uważa za dowód na to, że każdy z nas, imigrantów, może spełnić swój amerykański sen. Pod warunkiem, że pracuje się ciężko i uczciwie na swój sukces” – wspomina rozmówczyni „Nowego Dziennika”. W trakcie uroczystości sędzia odczytała też nazwy krajów, z których pochodzili nowi obywatele USA – ponad 50 – w tym Indie, Bangladesz, Rosja, Ukraina, Somalia, Meksyk, Chiny i Polska. „Sędzia podkreśliła, że to właśnie dzięki takiej różnorodności Stany Zjednoczone są tak potężnym państwem” – mówi Anna. O obywatelstwo mogła się starać już kilka lat temu. Zmobilizowały ją ostatnie wybory prezydenckie. „Wiem, że wiele informacji dotyczących obecnej polityki imigracyjnej jest przesadzonych, ale wolałam dmuchać na zimne. Cieszę się, że mam to już za sobą” – dodaje Polka.

WERYFIKACJA OBYWATELSTWA

Zdarzają się imigranci, którzy kłamią w podaniu, by dostać dokumenty stałego pobytu. Na przykład zatajają pewne informacje z przeszłości albo używają nieswojego imienia i nazwiska. To z kolei grozi utratą statusu. Przepisy te obowiązują od lat, ale dopiero obecna administracja uruchomiła dodatkowe biuro, którego celem ma być zweryfikowanie Amerykanów podejrzanych o dopuszczenie się oszustwa w celu uzyskania obywatelstwa. Niedawno dyrektor Citizenship and Immigration Services, L. Francis Cissna, potwierdził w rozmowie z Associated Press, że jego agencja zatrudniła w tym celu dodatkowych urzędników. Prawnicy imigracyjni oceniają, że może być to bardziej straszak dla przyszłych kandydatów na obywateli, niż chęć rozprawienia się z tymi, którzy nieuczciwie wypełnili wniosek. Pani Krystyna dostała zieloną kartę jeszcze w latach 90. Wtedy, jak ocenia, było o wiele łatwiej o ten dokument. Po 5 latach zdała egzamin na obywatelstwo. „Może wstyd się przyznać, ale nie byłam do końca uczciwa z urzędem imigracyjnym. Zakombinowałam, zresztą jak wielu naszych rodaków. Był jeden pan, który z pomocą żydowskich prawników, każdemu załatwiał dokumenty, i to w różny sposób. Ja zostałam kucharką koszernych potraw. Koleżanka katechetką. Trochę się denerwowałam podczas egzaminu na obywatelstwo, że wygrzebią prawdę z przeszłości, ale nic takiego nie miało miejsca. Co więcej, urzędnik się śmiał, że mam namieszane w papierach, i sam mi nanosił poprawki” – twierdzi pani Krystyna. Pytana, czy nie obawia się ewentualnej denaturalizacji, kręci przecząco głową. „Myślę, że to dotyczy większych przestępców niż ja. Nikomu nie zrobiłam krzywdy. Od zawsze płaciłam podatki. Trafiła się okazja uregulowania statusu, to z niej skorzystałam” – uważa.

Utraty statusu mogą obawiać się na przykład cudzoziemcy, którzy posłużyli się fałszywą tożsamością w procesie naturalizacji, a w przeszłości otrzymali nakaz deportacji. „W końcu mamy możliwość, by przeanalizować tysiące spraw i denaturalizować imigrantów, którzy nigdy nie powinni otrzymać obywatelstwa” – oświadczył L. Francis Cissna. Mimo że przypadki odebrania statusu są bardzo rzadkie, to się zdarzają. W styczniu br. sędzia w New Jersey anulował obywatelstwo 43-letniemu Baljinderowi Singhowi. Mężczyzna przybył do Stanów Zjednoczonych z Indii w 1991 r. i posługiwał się fałszywym imieniem i nazwiskiem. Kilka miesięcy później otrzymał nakaz deportacji, ale nigdy do niej nie doszło. Mężczyzna poślubił amerykańską obywatelkę i w 1996 r. dostał zieloną kartę. Dziesięć lat później – amerykański paszport. Podczas wypełniania wniosku, na pytanie, czy kiedykolwiek miał nakaz opuszczenia terenu USA, odpowiedział, że nie. Po odebraniu statusu obywatela przeciwko Baljinderowi Singhowi został wszczęty proces deportacyjny. Jak szacują urzędnicy imigracyjni, podobnych przypadków mogą być tysiące. Jedna z najgłośniejszych spraw ostatnich lat dotyczyła niemieckiego zbrodniarza wojennego, 94-letniego byłego esesmana Jakiva Palija. Był on strażnikiem w obozach zagłady. Teraz jest oskarżany przez amerykańskich śledczych i przez międzynarodowe organizacje żydowskie o współudział w zamordowaniu minimum 7 tys. Żydów. Jakiv Palij urodził się w przedwojennej Polsce. W 1941 r. na ochotnika wstąpił do SS. Szkolił się w nazistowskim obozie Trawniki. Po wojnie, zatajając swoją tożsamość, w 1949 r. trafił do Stanów Zjednoczonych, gdzie uzyskał obywatelstwo. Na początku lat dwutysięcznych została ujawniona jego zbrodnicza przeszłość. Wtedy odebrano mu obywatelstwo i od tego momentu Stany Zjednoczone próbowały go deportować do Niemiec. Jednak prokuratura niemiecka wielokrotnie odmawiała przyjęcia Jakiva Palija, twierdząc, że nigdy nie był niemieckim obywatelem i że nie ma wystarczających dowodów jego zbrodni. Dopiero liczne interwencje amerykańskich polityków spowodowały, że Niemcy zgodziły się przyjąć byłego esesmana. Deportacja nastąpiła w sierpniu br.

Ostatnie dane pokazują, że od 1990 r. Departament Sprawiedliwości złożył ok. 400 pozwów dotyczących denaturalizacji. „Na pewno grozi nam utrata obywatelstwa w przypadku, gdy skłamaliśmy we wniosku. Na przykład w przeszłości popełniliśmy przestępstwo i ukryliśmy to przed urzędem imigracyjnym. Nawet jeśli uda nam się ukryć niewygodną prawdę, to oficerowie i tak prędzej czy później dojdą jej, a wtedy tracimy status i mamy nakaz deportacji” – mówi mecenas Jerzy Sokół. Przykładem są właśnie zbrodniarze wojenni  z czasów II wojny światowej. Nie przyznali się, że brali udział w masowej zagładzie, czyli wypełniając formularz dopuścili się oszustwa, a to jest podstawa do odebrania obywatelstwa. „Sprawdzenie milionów podań, czy dany obywatel skłamał, wypełniając wniosek, jest bardzo trudne, ale teoretycznie możliwe. Tym bardziej jeśli zostały uruchomione na to dodatkowe środki finansowe z budżetu państwa. Kiedyś, mimo że obowiązywało takie samo prawo, było to praktycznie niemożliwe, bo nie było takich systemów i dostępu do baz danych jak teraz. Wniosek o obywatelstwo jest tak skonstruowany, by odpowiadać na wiele pytań „tak” lub „nie”. A to z kolei, w przypadku kłamstwa, daje podstawę do otwarcia sprawy, nawet sprzed wielu lat, i odebrania statusu” – uważa mec. Sokół.

Tym bardziej że, w przypadku wykrycia nieprawdy, imigrant ubiegający się o amerykański paszport skłamał nie tylko podczas wypełniania dokumentów, ale też w rozmowie z urzędnikiem imigracyjnym pod przysięgą, a kłamstwo w formularzu imigracyjnym jest poważnym przestępstwem. „W swojej karierze nie spotkałem się z przypadkiem denaturalizacji, choć oczywiście słyszy się o takich sprawach. Natomiast mogę przytoczyć przykład osoby, która szła na egzamin na obywatelstwo, i podczas wnikliwej analizy dokumentów dotyczących otrzymania zielonej karty i jej historii okazało się, że w formularzu były fałszywe informacje i dokumenty. Na tej postawie postawiono tego imigranta w stan deportacji” – wspomina mec. Jerzy Sokół. Przeszłość imigranta często wychodzi na jaw właśnie podczas wypełniania wniosku. Są pewne wykroczenia i przestępstwa, które uniemożliwiają – na stałe lub czasowo – staranie się o obywatelstwo. W grę wchodzi np. handel narkotykami, kradzieże, prostytucja. Jeśli mamy coś na sumieniu, warto skorzystać z pomocy sprawdzonych adwokatów lub doradców imigracyjnych. Także warto zwrócić się do nich, gdy już kiedyś staraliśmy się o dokumenty imigracyjne i z jakiegoś powodu proces nie został zakończony.

OBYWATELSTWO DLA WYBRANYCH

Jak podają niektóre amerykańskie media, w tym między innymi NBC News, w najbliższych tygodniach administracja Donalda Trumpa ma przedstawić propozycję zmiany przepisów imigracyjnych, która znacznie utrudni imigrantom otrzymanie zielonej karty oraz obywatelstwa. O stałe dokumenty, w tym paszport, nie mogłyby ubiegać się osoby, które w przeszłości korzystały z programów pomocowych, na przykład bonów żywnościowych, a także programu Obamacare. Nowe zasady mają zostać wprowadzone przez dekret prezydencki, a więc nie będą wymagały, jak podkreśla NBC News, zgody Kongresu. Ewentualna zmiana przepisów byłaby największą od lat, jeśli chodzi o prawo imigracyjne. Pomysł jest częścią planu doradcy Białego Domu, Stephena Millera, a celem jest ograniczenie liczby imigrantów, którzy otrzymują legalny amerykański status. Jak podaje Homeland Security, tylko w metropolii nowojorskiej mieszka ponad 900 tys. imigrantów, w tym Polaków, którzy mogą ubiegać się o amerykański paszport. W całych Stanach Zjednoczonych jest to ok. 8 mln osób.

Z nieoficjalnych źródeł wynika, że projekt zmiany prawa imigracyjnego trafił już do White House Office of Management and Budget. A to jest ostatni krok przed publikacją dekretu. Reuters w lutym br. informował, że Biały Dom rozważa wprowadzenie nowych przepisów, i to jeszcze przed końcem roku. W oświadczeniu wydanym przez Homeland Security czytamy: „Administracja rządowa zobowiązuje się do egzekwowania istniejącego prawa imigracyjnego, które wyraźnie ma na celu ochronę amerykańskiego podatnika poprzez zapewnienie, że cudzoziemcy, którzy chcą wjechać do Stanów Zjednoczonych lub pozostaną na terenie USA, są samowystarczalni”. Jak wyjaśniają prawnicy imigracyjni, o amerykańskie obywatelstwo może ubiegać się osoba, która skończyła 18. rok życia, posiada status stałego rezydenta przez co najmniej pięć lat lub trzy lata, jeśli zieloną kartę otrzymała przez ślub z obywatelem. Przez te pięć lub trzy lata należy mieszkać na terenie Stanów Zjednoczonych zdecydowaną większość czasu. Można wyjeżdżać, ale nie na dłużej niż pół roku. Po powrocie z wyjazdu trwającego ponad sześć miesięcy można ponownie składać wniosek dopiero po upływie czterech lat. Koszt wniosku wynosi 725 dolarów.

Autor: Anna Arciszewska