Więcej zatrzymań przed sądami i w urzędach

0
3

Jak podaje Migration Policy Institute, w mieście Nowy Jork mieszka ok. pół miliona osób bez ważnych dokumentów pobytowych, w stanie – ponad 775 tys. Pochodzą z różnych regionów świata. Najwięcej, bo co trzeci cudzoziemiec, jest z Meksyku i krajów Ameryki Centralnej. Z Europy – 8 proc. Choć Polska nie jest w czołówce państw, z których przybysze łamią prawo imigracyjne, to wciąż sporo naszych rodaków mieszka w USA bez uregulowanego statusu.

NIEZNOŚNE ŻYCIE BEZ „PAPIERÓW”

28-letnia Katarzyna (nazwisko do wiadomości redakcji) wyemigrowała do USA sześć lat temu. W Polsce przerwała studia na kierunku reklama i marketing w Warszawie. Miała nadzieję, że w Stanach jakoś lepiej jej się ułoży. „Miałam wtedy 22 lata i wizę turystyczną na pół roku. Myślałam, by pójść do jakiejś szkoły, na przykład językowej, aby nie stracić statusu, ale mówiąc szczerze nie było mnie na to stać” – przyznaje Polka. Przez kilka miesięcy wynajmowała pokój na Borough Parku za 500 dol. W tym czasie była zatrudniona w barze szybkiej obsługi na Manhattanie, gdzie zarabiała 7 dol. na godz. „Brak pozwolenia na pracę nie był dla właścicieli problemem. Nie ja jedna pracowałam tam bez dokumentów. Pasowaliśmy im, bo zarabialiśmy mniej niż osoby, które mogą legalnie pracować” – twierdzi Katarzyna. Po roku kupiła, za 200 dol., numer Social Security. Utrzymuje, że jest wymyślony, i nikomu nie robi problemów. Dzięki niemu mogła poszukać lepszej pracy – jako kelnerka w restauracji na Manhattanie, gdzie jest zatrudniona do dziś. „Zarobek jest całkiem dobry, bo za noc, z napiwków, mamy od 200 do nawet 500 dol.” – twierdzi. Wciąż nie zalegalizowała pobytu. Przez chwilę spotykała się z Polakiem, który miał obywatelstwo, obiecał  ślub. Po dwóch latach odeszła, bo nie tylko zwlekał z decyzją, ale coraz częściej nadużywał alkoholu. „Może zabrzmi to śmiesznie, ale nie wierzę już, że znajdę sobie normalnego partnera z papierami. Obserwując związki koleżanek widzę, że trudno jest znaleźć odpowiedzialnego chłopaka, szczególnie w moim wieku. Dlatego postanowiłam dłużej nie czekać, tylko zapłacić za ślub” – przyznaje Katarzyna.

Największym minusem nielegalnej imigracji, według niej, jest brak możliwości podróżowania. „To jest największy koszmar. Nie chodzi tylko o Polskę, gdzie wciąż mam rodziców i babcię. Ja boję się też latać po USA. Co więcej, nie jeżdżę nawet na lotnisko. Kiedyś słyszałam, że organizowane są tam łapanki. Prawda, nieprawda – nie wiem, ale wolę nie ryzykować” – mówi Polka. Rodzina pomogła i wspólnie złożyli się na ślub 28-latki. Niedawno przysłali na jej konto 25 tys. dolarów. „Pieniądze wydawały mi się największą przeszkodą w takiej transakcji, ale teraz widzę, że wcale nie jest łatwo znaleźć kogoś, kto jest zainteresowany takim biznesem, a do tego na tyle odpowiedzialny, żeby procedura przebiegła pomyślnie. Mam jednak nadzieję, że prędzej czy później ktoś taki się pojawi, bo życie bez uregulowanego statusu staje się coraz bardziej nieznośne” – przyznaje Polka.

WYKROCZENIA DROGOWE PODSTAWĄ DEPORTACJI

Podobnie jak Katarzyna inni nielegalni imigranci najczęściej osiedlają się w tzw. miastach sanktuariach, bo jest im teoretycznie łatwiej – przede wszystkim znaleźć pracę. Cudzoziemcy, oprócz Nowego Jorku, wybierają Kalifornię, New Jersey czy Illinois. W tym ostatnim stanie mieszka ponad 450 tys. osób bez ważnych dokumentów pobytowych, w tym Polacy. „Nie ma jednoznacznych danych mówiących o tym, ilu naszych rodaków mieszka na przykład w metropolii chicagowskiej bez uregulowanego statusu, pewnie mniej niż jeszcze 20 lat temu, ale myślę, że można ich liczyć w tysiącach – mówi Magdalena Dolas z Polish American Association w Chicago. – Tuż po wyborze Donalda Trumpa na prezydenta zdarzały się telefony z pytaniem, jak można otrzymać legalne dokumenty. Mieliśmy też prośby z samorządów okolicznych miasteczek o przeprowadzenie szkoleń, jak się zachować w przypadku, gdy w drzwiach staną agenci służb imigracyjnych. Teraz to się trochę uspokoiło, ale myślę, że wciąż wiele osób obawia się ewentualnej deportacji, a nie chcą wracać, bo w USA zapuściły korzenie” – dodaje Polka. W maju br. funkcjonariusze ICE przeprowadzili w Illinois kolejną akcję zatrzymań nielegalnych cudzoziemców. Do aresztów trafiło 156 osób, w tym sześciu Polaków. Ostatnia akcja aresztowań w tym stanie odbyła się pod koniec sierpnia br. Wtedy zatrzymanych zostało 364 imigrantów. Wśród nich był jeden obywatel z Polski.

Z danych udostępnionych przez Immigration and Customs Enforcement oraz Pew Research Center wynika, że w 2017 r. wykroczenia drogowe, w tym prowadzenie pojazdu po spożyciu alkoholu, były najczęstszym powodem aresztowań i postawienia w stan deportacji imigrantów – stwierdzono ponad 148 tys. takich przypadków. Na trzecim miejscu znalazły się wykroczenia imigracyjne, czyli na przykład nielegalny wjazd na teren USA, przekroczenie pobytu (wizy turystycznej) lub posługiwanie się fałszywymi dokumentami. ICE odnotowała 62 tys. takich aresztowań.

Dane Department of Homeland Security przeanalizowane przez ekspertów z Syracuse University pokazują z kolei spadek liczby wniosków o zastosowanie okoliczności łagodzących wobec nieudokumentowanych imigrantów. Jeszcze w styczniu 2017 r. takich wniosków było 2425, w lutym już tylko 199, a w czerwcu zaledwie 34. Pełniący do niedawna obowiązki dyrektora ICE Tom Homan, ostrzegał w Kongresie, że każda osoba bez uregulowanego statusu może być deportowana. „Jeśli przebywasz w tym kraju nielegalnie i popełniłeś przestępstwo polegające wyłącznie na tym, że nie masz udokumentowanego statusu, to masz powody do zmartwienia i rozglądaj się uważnie dookoła” – mówił były już dyrektor ICE.

ZATRZYMANIE W DRODZE DO SĄDU

Do aresztowań coraz częściej dochodzi w urzędach imigracyjnych, na przykład podczas starania się o zieloną kartę lub przed sądami, gdzie imigranci stawiają się w związku, na przykład, z wykroczeniami drogowymi. „Za czasów prezydentury Baracka Obamy, szczególnie w pierwszym okresie, także było sporo aresztowań nielegalnych imigrantów. Więcej niż na przykład za czasów administracji Busha. Natomiast obecnie częściej dochodzi do zatrzymań w urzędach, podczas starania się o stałe dokumenty, czy przed sądami, na przykład ds. wykroczeń drogowych – mówi mec. Jerzy Sokół. – Jeden z moich klientów miał wyznaczoną rozprawę w Yonkers, NY, właśnie w związku z takim złamaniem prawa. Prowadził samochód po spożyciu alkoholu. Nie zdążył nawet wejść do sądu, bo przed budynkiem czekali na niego funkcjonariusze ICE i mężczyzna został aresztowany” – opowiada prawnik imigracyjny.

W przypadku zatrzymania przez policję i pobrania odcisków palców dane trafiają do bazy głównej, do której dostęp mają także służby federalne. Najprawdopodobniej w taki sposób funkcjonariusze ICE namierzyli Polaka, mającego rozprawę w sądzie w Yonkers, uważa mec. Sokół. „Jeśli osoba zostałaby uniewinniona z zarzutów karnych lub sprawa zostałaby odrzucona, to teoretycznie – tak jak w Nowym Jorku – odciski palców powinny zostać usunięte z bazy, ale praktycznie tak się nie dzieje. Dane nadal w niej istnieją, a to oznacza, że dostęp do nich mają funkcjonariusze służb imigracyjnych” – wyjaśnia polonijny prawnik. W przypadku zatrzymanego przed sądem w Yonkres Polaka toczą się dwa postępowania: o wydalenie z USA, bo nie posiada ważnych dokumentów pobytowych, oraz postępowanie karne w związku z prowadzeniem pojazdu po spożyciu alkoholu. Co więcej, ponieważ mężczyzna nie stawił się na pierwszej rozprawie, sędzia wydał nakaz aresztowania, mimo że podejrzany przebywa już w imigracyjnym ośrodku zatrzymań. „Za czasów prezydentury Baracka Obamy stosowano raczej inne metody prowadzące do zatrzymań nielegalnych imigrantów. Na przykład osoby, które starały się o pobyt stały i otrzymały odmowę, miały z automatu wszczynaną procedurę deportacyjną. Takich spraw było najwięcej, oprócz tego oczywiście zatrzymania na granicy podczas próby nielegalnego dostania się na teren USA. O takich łapankach jak teraz, przed sądami czy urzędami, aż tak często się nie słyszało” – uważa mec. Jerzy Sokół.

10 TYSIĘCY ZA DEPORTACJĘ

Jeszcze w trakcie kampanii prezydenckiej Donald Trump zapowiedział deportacje wszystkich nielegalnych imigrantów. Później zmniejszył tę liczbę do ok. 2 mln. Priorytetem mają być osoby, które dopuściły się jakiegoś wykroczenia, na przykład kierowania pojazdu w stanie nietrzeźwości, kradzieży, gwałtu czy napaści. Ale jak podkreślają prawnicy, już samo przebywanie na terenie USA bez ważnych dokumentów pobytowych jest wykroczeniem. Dlatego funkcjonariusze ICE mogą aresztować każdego, kogo podejrzewają o brak legalnego statusu. Jak obliczono, deportacja jednego cudzoziemca kosztuje podatników ok. 10 tys. dolarów. Średni czas pobytu w zakładzie zatrzymań to 30 dni. Prawnicy radzą, by pod żadnym pozorem nie ignorować wezwań do sądów imigracyjnych. Nie każde kończy się wydaleniem z kraju. “Brak stawiennictwa spowoduje, że wyrok zapadnie zaocznie, a dana osoba zostanie automatycznie postawiona w stan wydalenia. Po takim wyroku bardzo trudno ponownie otworzyć sprawę i unieważnić nakaz deportacji. Natomiast jeśli od początku uczestniczy się w rozprawie, to ma się szansę na obronę. Jest wiele czynników, które mogą wpłynąć na to, że do deportacji nie dojdzie” – zwraca uwagę mec. Jerzy Sokół. Radzi też, by dobrze sprawdzić swoją przeszłość, zanim złoży się dokumenty na obywatelstwo, bo drobne wykroczenia popełnione kiedyś mogą teraz stać się gigantyczną przeszkodą w otrzymaniu amerykańskiego paszportu, a nawet doprowadzić do wydalenia z kraju.

Autor: Anna Arciszewska