Wiza pracownicza zamiast zielonej karty?

0
5

Kwietniowy biuletyn wizowy zapewne załamał największego optymistę, oczekującego na zieloną kartę na podstawie sponsorowania pracowniczego. W dzisiejszym artykule wyjaśnię, jakie konsekwencje niesie za sobą ta publikacja.

Grafika: KRT

CO TO JEST BIULETYN WIZOWY
Biuletyn wizowy to dokument wydawany przez amerykański Departament Stanu, według którego Urząd Imigracyjny wydaje zielone karty. Biuletyn wizowy jest wydawany raz w miesiącu i podzielony jest na dwie kategorie sponsorowania dotyczącego zielonej karty – rodzinne oraz pracownicze. Daty, które widnieją w biuletynie wizowym, to tzw. priority dates, czyli daty rozpoczęcia sponsorowania. W dzisiejszym artykule skupimy się na sponsorowaniu pracowniczym 3 kategorii (EB-3), czyli zielonych kart dla wykwalifikowanych pracowników. Tak więc priority date to data złożenia wniosku PERM do Departamentu Pracy.

DLACZEGO SĄ KOLEJKI
Kolejki po zielone karty spowodowane są tym, że obecne prawo imigracyjne nakłada limit zielonych kart, jakie mogą być wydane w danym roku fiskalnym. Jeśli chętnych jest więcej niż roczny limit, tworzy się kolejka – im więcej chętnych, tym dłuższa kolejka.
Jeśli otworzymy kwietniowy biuletyn wizowy, to zobaczymy, że w kategorii wykwalifikowanych pracowników widnieje data 1 marca 2003 roku. Oznacza to, iż osoby, które rozpoczęły sponsorowanie przez pracodawcę przed 1 marca 2003 roku mogą ubiegać się o zieloną kartę. Można zatem wywnioskować, że czas oczekiwania na zieloną kartę w 3 kategorii sponsorowania pracowniczego trwa obecnie ponad 6 lat.

KOLEJKA SIĘ COFA
Daty podawane w biuletynie wizowym są obliczane na podstawie liczby wniosków o zielone karty, które są przekazywane do Departament Stanu przez amerykańskie konsulaty oraz przez Urząd Imigracyjny. Na podstawie tych danych Departament Stanu szacuje, ile pozostało zielonych kart w danym roku fiskalnym i ustala odpowiednie daty. Ktokolwiek śledził biuletyn wizowy, zauważył, że od listopada 2008 roku data sponsorowania pracowniczego (EB-3) stała w miejscu, tj. na 1 maja 2005 roku. Obecny biuletyn wizowy pokazuje datę 1 marca 2003 roku, czyli od listopada 2008 roku zamiast iść do przodu, cofnęliśmy się o 2 lata i 2 miesiące.

KWIETNIOWY BIULETYN OBOWIĄZUJE JUŻ W MARCU
Do tej pory biuletyn wizowy był wydawany na kolejny miesiąc i daty w nim zawarte obowiązywały od następnego miesiąca. Na przykład w marcu wychodzi biuletyn wizowy na kwiecień, więc daty zawarte w nim obowiązują dopiero od kwietnia. Kolejnym ciosem dla imigrantów cierpliwie czekających w kolejce po zieloną kartę, jest fakt, iż cofnięcie kolejki o ponad dwa lata w kwietniowym biuletynie zaczęło obowiązywać natychmiast. Wielkie rozczarowanie przeżyli ci, którzy byli gotowi w tym miesiącu złożyć wniosek o upragnioną zieloną kartę, aby przekonać się, że będą musieli jednak poczekać.

OD EKSTREMUM DO EKSTREMUM
"Skoki" w długości kolejki w biuletynie wizowym przypominają dzisiejsze wahania na giełdzie. W biuletynie wizowym na lipiec 2007 roku Departament Stanu oznajmił, że nie ma żadnej kolejki, czyli ktokolwiek miał zatwierdzony wniosek z Departamentu Pracy (PERM), mógł wystąpić o zieloną kartę. Obecny biuletyn wizowy, jak już wspomniałem, podaje sześcioletni okres oczekiwania. Czytelnik zapewne zastanawia się, jak to jest możliwe, że w lipcu 2007 roku osoba rozpoczynająca sponsorowanie w 2006 roku, mogła wystąpić o zieloną kartę, a dzisiaj osoba, która czeka od 2004 roku, wciąż musi czekać. Ciężko jest nie zauważyć, że w czasach hossy na Wall Street o zieloną kartę mógł wystąpić niemal każdy, a w czasie bessy trzeba czekać 6 lat. A przecież limity zielonych kart się nie zmieniły.

ABSURDALNE PRAWO, KTÓRE MUSI SIĘ ZMIENIĆ
Obecna sytuacja jest tak absurdalna, że jest całkiem prawdopodobne, iż ten absurd zmusi obecnych polityków do zmian w prawie imigracyjnym. Jeśli przeanalizujemy obecny biuletyn wizowy, to dojdziemy do wniosku, że amerykański pracodawca, który chce zatrudnić wykwalifikowanego imigranta, musi czekać 6 la,t zanim przyszły pracownik otrzyma zieloną kartę i będzie mógł legalnie zacząć pracę u sponsorującego pracodawcy. Nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy, że pracodawca kierujący się prawami wolnego rynku, będzie czekał sześć lat na wykwalifikowanego pracownika.

CO SIĘ MOŻE ZMIENIĆ
Ponieważ nikt dokładnie nie wie, ile było złożonych wniosków w danym miesiącu, ciężko jest przewidzieć, jak będą wyglądały kolejne biuletyny wizowe w nadchodzących miesiącach. Teoretycznie jest możliwe, że kolejka znacznie się skróci – tak jak to miało miejsce w lipcu 2007 roku.
Nie potrzeba wielkiej rewolucji w prawie imigracyjnym, aby rozwiązać obecną sytuację – wystarczy zwiększyć limit zielonych kart, jakie mogą zostać wydane w danym roku fiskalnym. Przeciwnicy argumentują, że takie rozwiązanie pozbawi amerykańskiego pracownika i tak już ograniczonych miejsc pracy. Przeciwnicy ci zapominają jednak, że podstawą ubiegania się o zieloną kartę przez pracodawcę, jest otrzymanie zatwierdzonego wniosku PERM. Zatwierdzony wniosek PERM to dokument, który między innymi stwierdza, iż zatrudnienie danego imigranta nie wpłynie negatywnie na lokalny rynek pracy.
Jest jeszcze trzeci bardzo prosty sposób na rozwiązanie obecnego impasu; od kilkunastu miesięcy proimigracyjni politycy próbują przeforsować ustawę, która przywróci zielone karty, które nie zostały wydane w poprzednich latach fiskalnych z powodów biurokratycznych opóźnień Urzędu Imigracyjnego. Okazuję się, że Urząd Imigracyjny nie jest w stanie w zupełności wykorzystać limitu zielonych kart. Ustawa wydaje się jak najbardziej fair, nie jest to nic innego, jak wyegzekwowanie obecnego prawa, ale ponieważ mowa jest tutaj o około 500 000 niewydanych zielonych kart, pojawiają się oczywiście oponenci, którzy twierdzą, że imigranci odbiorą pracę amerykańskim pracownikom. Wszystkich oponentów zapewniam, że ci "straszni" imigranci już pracę mają, której nikt nie chce, oraz od której płacą podatki, które IRS bardzo chętnie przyjmuje.

CO ROBIĆ
Jestem przekonany, że obecna sytuacja jest tymczasowa i w niedalekiej przyszłości zmieni się na lepsze. Osoby, które myślą o legalizacji swojego statusu w USA, muszą prędzej czy później rozpocząć sponsorowanie. Odradzam czekanie czy odkładanie aplikacji PERM tylko dlatego, że kwietniowy biuletyn wizowy pokazuje 1 marca 2003 roku. Brak działania jeszcze nigdy imigrantom w Urzędzie Imigracyjnym nie wyszedł na dobre. Nawet, jeśli sponsorowanie pracownicze potrwa trochę dłużej, to w tym roku mamy jeszcze szanse otrzymać wizę pracowniczą.

WIĘKSZE SZANSE NA WIZĘ PRACOWNICZĄ
O wizach pracowniczych (H-1B) pisałem w moim poprzednim artykule, więc w skrócie przypomnę, że aby się zakwalifikować, należy posiadać wyższe wykształcenie (Bachelor’s Degree) oraz pracować w zawodzie, który jako minimum wymaga wykształcenia wyższego. Istnieje roczny limit wiz pracowniczych w wysokości 65 000 wiz. Dodatkowe 20 000 wiz jest zarezerwowane dla osób, które otrzymały stopień Master’s Degree z amerykańskiej uczelni. W ostatnich latach popyt na wizy pracownicze znacząco przekraczał ustawowy limit, dlatego Urząd Imigracyjny zmuszony był przeprowadzać losowanie wniosków, zanim zaczął je formalnie rozpatrywać.
W związku z obecnym kryzysem szacuje się, że liczba wniosków o wizy pracownicze będzie znacznie mniejsza niż rok temu. Ponadto prawo zabrania instytucjom, które otrzymały pomoc federalną na walkę z kryzysem, zatrudniania nowych pracowników na wizach pracowniczych. Dotyczy to praktycznie wszystkich banków.
Wiza pracownicza ma wiele zalet, nie trzeba udowadniać naszych nieimigracyjnych intencji, można na niej pracować w pełnym wymiarze godzin, jest ważna na 3 lata z możliwością przedłużenia o kolejne 3. Mając rozpoczęte sponsorowanie pracownicze, wizę pracowniczą można w większości przypadków przedłużać aż do uzyskania zielonej karty. Pamiętajmy, że wniosek o wizę pracowniczą musi być dostarczony (niewysłany) do Urzędu Imigracyjnego między 1 a 7 kwietnia 2009 roku.

Autor pecjalizuje się w prawie imigracyjnym. Posiada akredytację Imigracyjnej Rady Apelacyjnej. PAX (718) 389-7580. Powyższy artykuł ma charakter ogólnej informacji, nie może być traktowany jako szczegółowa porada prawna.

Autor: Marcin Muszyński