Epidemia wśród nastolatków

241

Co piąty uczeń szkoły średniej regularnie sięga po e-papierosy, ale używają ich już też gimnazjaliści. Teoretycznie produkt ten miał pomóc palaczom w zerwaniu z nałogiem, a tymczasem stał się modnym gadżetem. Specjaliści mówią o epidemii. Nigdy wcześniej, szczególnie nastolatkowie, tak licznie nie sięgali po używki, jak po papierosy elektroniczne. Choć są mniejszym złem niż tradycyjny papieros, są szkodliwe, a zerwanie z nałogiem jest wyjątkowo trudne.

Andrea „Nick” Tattanelli rzucił palenie e-papierosów w sierpniu. Przyznaje, że była to jedna z najtrudniejszych spraw w jego życiu. Do tego stopnia, że przez kilka dni czuł się podobnie, jak ludzie cierpiący na depresję. „Jeśli produkujesz coś, co smakuje jak arbuz czy wiśnie, nie ma przykrego zapachu, jest modne, i oczekujesz, że w każdej chwili konsument z tego zrezygnuje, to albo jesteś naiwny, albo kłamiesz” – uważa Andrea. Sięgnął po elektroniczne papierosy, by zerwać z tradycyjnymi. Taki zresztą był główny cel pojawienia się na rynku e-papierosów. Andrea rzucił palenie, ale nie do końca. Miesiącami walczył z przywiązaniem do e-papierosów, a ostateczne zerwanie z nałogiem wspomina jako koszmar.

Do tej pory nie ma zgody wśród naukowców, czy elektroniczny papieros jest szkodliwy. Na pewno mniej niż tradycyjny, ale wciąż niebezpieczny. Analitycy z Centrów Kontroli i Prewencji Chorób zwracają uwagę, że palenie takich produktów, szczególnie przez licealistów i gimnazjalistów, może mieć nieodwracalne skutki dla zdrowia. Większość e-papierosów zawiera nikotynę, codzienne ich używanie prowadzi do uzależnienia, a jak pokazują badania, nawet co drugi „elektroniczny palacz”, prędzej czy później, sięgnie po zwykłe papierosy.

WAŻNY RYTUAŁ
W USA sięga po papierosy codziennie ponad 38 mln osób. Najwięcej palaczy jest wśród Amerykanów między 18.-24. rokiem życia. Uzależnienie od nikotyny jest jednym z najsilniejszych, a co za tym idzie, jednym z najtrudniejszych do pokonania. Prof. Michael Russell, wybitny brytyjski specjalista od uzależnień, napisał w swoim artykule na początku lat 70. XX w., że ludzie palą dla nikotyny, a umierają od zawartych w dymie substancji smolistych. Przez wiele dziesięcioleci alternatywą dla palaczy były tylko produkty z grupy nikotynowej terapii zastępczej: tabletki, plastry lub gumy do żucia. Takie rozwiązania nie zaspokajały jednak potrzeb psychologicznych palaczy, dla których palenie to rytuał, istotny jest już sam ruch ręki w kierunku ust, a nawet widok wydmuchiwanego dymu. 15 lat temu pojawił się produkt, który miał skutecznie walczyć z nałogiem – papierosy elektroniczne, fachowo nazywane elektronicznymi inhalatorami nikotyny. Zasada działania e-papierosa jest prosta. Do urządzenia wyposażonego w grzałkę wkłada się pojemnik z płynem zawierającym nikotynę oraz substancję, która po podgrzaniu zamienia się w mgiełkę. Najczęściej jest to glikol propylenowy – związek chemiczny wykorzystywany m.in. w wytwornicach dymu podczas koncertów.

Badania nad ewentualną szkodliwością e-papierosów prowadził – niemal od momentu pojawienia się ich na rynku – Polak, prof. Andrzej Sobczak wraz z naukowcami ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Niedawno przedstawione zostały rezultaty, na łamach wydawanego przez Oxford University Press „Nicotine & Tobacco Research”. „Palacz konwencjonalnych papierosów inhaluje kilka tysięcy szkodliwych związków chemicznych, różne źródła podają liczbę 6-7 tys. Natomiast użytkownik e-papierosów inhaluje od kilkunastu do kilkudziesięciu takich związków – twierdzi prof. Sobczak. – Użytkownik e-papierosów w znacznym stopniu ogranicza narażenie organizmu na kadm i ołów. Badania, które przeprowadzaliśmy, pokazują, że po okresie 5-6 miesięcy od zaprzestania palenia papierosów konwencjonalnych i przejścia na elektroniczne, stężenie kadmu normalizuje się, tzn. spada do poziomu, który możemy wykryć u osób niepalących” – przekonuje naukowiec.

Warto jednak pamiętać, że zauważalna poprawa stanu zdrowia ma miejsce tylko w przypadku całkowitej rezygnacji z tradycyjnych papierosów. „Spadek stężenia kadmu obserwujemy tylko u użytkowników elektronicznych papierosów, a nie u tzw. duali, czyli palaczy hybrydowych, którzy palą papierosy zwykłe i elektroniczne. U nich takiego spadku nie obserwujemy. W tym momencie papierosy elektroniczne możemy traktować jako terapię substytucyjną, czyli zastępujemy wysoce szkodliwe papierosy konwencjonalne wyrobem mniej szkodliwym” – uważa prof. Andrzej Sobczak. Na razie stanowisko nauki jest takie, że e-papierosy – choć nie są obojętne dla zdrowia – stanowią dla palaczy mniej szkodliwą alternatywę. Nie powinny natomiast sięgać po nie osoby, które nigdy wcześniej nie paliły, szczególnie młodzież.

PALĄ, BO TO MODNE
19-letnia Cassandra Cini jest studentką pierwszego roku Keene State College w New Hampshire. Zaczęła używać elektronicznych papierosów trochę pod wpływem swojego partnera, ale też i dlatego, że wśród jej rówieśników palenie jest modne. „Zwykłe papierosy śmierdzą i są odrażające. Inaczej wygląda sytuacja z elektronicznymi. Nie tylko nie mają przykrego zapachu, ale w dodatku można wybrać sobie konkretny smak. Palą je wszyscy – przed zajęciami, po zajęciach czy podczas spotkań towarzyskich. Nie traktujemy ich jako coś groźnego dla zdrowia” – twierdzi Cassandra.

Przyznaje, że chciałaby zerwać z nałogiem, ale przynajmniej na razie uważa, że jest to niemożliwe. Jej rówieśniczka Leia Dyste, studentka pierwszego roku na University of Arizona, zaczęła korzystać z e-papierosów, by odreagować stres związany ze studiami. Nie chciała palić zwykłych papierosów ze względu na ich szkodliwość. Te elektroniczne, jak sądzi, są bezpieczniejsze dla zdrowia. „Sam rytuał związany z paleniem pozwala mi się odstresować po ciężkim dniu. Mam nadzieję, że nie szkodzę swojemu zdrowiu” – mówi 19-latka.

Tymczasem pediatrzy alarmują, że zgłasza się do nich coraz więcej nastolatków z silnym uzależnieniem od nikotyny – część z nich używała e-papierosów. „Tzw. elektroniczni palacze oceniają tych tradycyjnych bardzo negatywnie. Co więcej, uważają, że palenie zwykłego papierosa jest niemądre. Tymczasem oni sami nie robią nic lepszego” – uważa były prezydent American Academy of Pediatrics Benard Dreyer i apeluje do rodziców, by baczniej sprawdzali, co ich pociechy mają w plecakach. „Nigdy wcześniej żadna używka, nawet narkotyki, nie rozprzestrzeniała się tak szybko jak e-papierosy.

W ciągu roku 2017 sięgnęło po nie prawie 80 proc. nastolatków, więcej niż w 2016. To co równie niepokoi, to rosnąca popularność tych produktów wśród młodzieży gimnazjalnej” – zauważa dr Benard Dreyer. Przypomina też, że elektroniczne papierosy miały służyć palaczom w pozbyciu się nałogu, tymczasem stały się używką dla nastolatków. Niestety coraz bardziej popularną. Ewentualne skutki tej mody i wpływ jej na zdrowie poznamy dopiero za kilka lat – ocenia naukowiec.

Autor: Anna Arciszewska