Pokolenie internetu

22

Prędzej czy później musiało do tego dojść. Wśród nas żyje już pokolenie, które internet traktuje jako naturalny element życia na ziemi, będący od zawsze. Dzieci kilkanaście miesięcy po urodzeniu potrafią już obsługiwać smartfony i tablety, tak by wyświetlały ich ulubione bajki i gry. Czy to dobrze i jak pomóc kontrolować najmłodszych w internetowych aktywnościach, dowiecie się w poniższym tekście.

Przykład żyje obok mnie. To moja roczna córka, która wie już do czego służy tablet, klikając i przesuwając po nim palce, jeszcze bez pełnej świadomości wybiera aplikacje, które się w nim znajdują. Wie także, jak włączyć telefon, by wyświetlił się na nim obraz, a gdy tylko zadzwoni, dosuwa go do ucha i mówi „halo”. Starszy o pół roku syn mojego kolegi z pełną świadomością operuje na smartfonie swojego ojca, wybierając w serwisie youtube.com ulubione bajki. Zapewne dwa przypadki, które opisałem, nie są czymś szczególnym. Dzieciom, których umysły wiedzę chłoną jak gąbka, nauka obsługi technologicznych zabawek przychodzi w zastraszająco szybkim tempie. Szybciej nauczą się obsługiwać urządzenia wyposażone w dostęp do internetu niż posiądą umiejętność czytania. To ewidentny znak czasów, w których żyjemy. Trzeba tylko się zastanowić, czy jest on dobry i jakie niesie za sobą zagrożenia?

Według Głównego Urzędu Statystycznego w Polsce, w 2014 r. 77,1 proc. gospodarstw domowych miało w domu przynajmniej jeden komputer. „Wskaźnik ten z roku na rok systematycznie wzrasta. W zależności od typu gospodarstwa domowego wyposażenie w komputery jest zróżnicowane” – podkreślają eksperci GUS w opracowaniu. Jak wskazuje GUS, zdecydowanie częściej komputery z dostępem do internetu znajdują się w gospodarstwach domowych, w których są dzieci, w dużych miastach oraz na terenach o wysokim stopniu zurbanizowania.

W mgnieniu oka minął jednak okres, w którym tylko domowy komputer był wyposażony w dostęp do internetu, a dziecko najzwyczajniej w świecie otrzymywało pozwolenie od rodziców na przebywanie przed jego monitorem. Teraz internet dostępny jest na tabletach, w smartfonach a nawet w inteligentnych zegarkach. Trudno więc monitorować, co robią nasze pociechy, gdy nie patrzymy im na ręce.

Głównym celem korzystania z sieci wśród osób w wieku 16-74 lata było wysyłanie i odbieranie poczty elektronicznej (53 proc.) oraz wyszukiwanie informacji o towarach lub usługach (50 proc.). Z kolei wśród dzieci w wieku 12-15 lat głównym celem korzystania z internetu był udział w czatach, grupach lub forach dyskusyjnych, korzystanie z komunikatorów internetowych, tworzenie i czytanie blogów oraz korzystanie z serwisów społecznościowych (85 proc.).

Dane te mogą okazać się alarmujące, gdy połączymy je z badaniem amerykańskich naukowców, którzy udowodnili, że internetowe kontakty utrzymywane przez dzieci mogą być tak samo niebezpieczne, jak przynależność do gangów. Dlatego coraz więcej rodziców w Stanach Zjednoczonych śledzi internetową aktywność swoich dzieci. To nie szpiegowanie, ale monitorowanie – twierdzi ponad 65 procent amerykańskich rodziców. Z badań przeprowadzonych przez uniwersytety w Ohio i Nebrasce wynika, że rodzice informują dzieci o tym, iż kontrolują ich internetowe kontakty. Ponad 20 procent rodziców twierdzi, że dzięki monitorowaniu udało im się uchronić dzieci przed pedofilami i podejrzanymi ugrupowaniami. Większość z nich poinformowała o tym policję. Amerykańska policja we wszystkich stanach prowadzi specjalne szkolenia dla rodziców, w jaki sposób kontrolować internetowe kontakty dzieci.

Na ratunek zmartwionym rodzicom przyszedł pomysł Polaka – Marcina Marca. Jest on twórcą aplikacji, która chroni dziecko przed nieodpowiednimi stronami w internecie. Aplikacja nosi nazwę SafeKiddo. Jak można przeczytać na stronie internetowej aplikacji, “usługa SafeKiddo została stworzona przez rodziców dla rodziców z myślą o ich dzieciach”. Autorzy dodają, że biorąc pod uwagę trend „smartfonizacji” i fakt, że z sieci korzystają już kilkuletnie dzieci, stworzyli oni aplikację, której celem jest kompleksowa ochrona dziecka w internecie.

Zasady działania są bardzo proste. Wystarczy zainstalować aplikację na smartfonie, tablecie bądź komputerze dziecka oraz zalogować się na stronie aplikacji. Gdy rodzic poda wiek dziecka, aplikacja automatycznie podpowie, do jakich treści dziecko bezpiecznie może mieć dostęp. Od rodzica zależy, czy zaakceptuje wybór aplikacji i umożliwi mu dokonanie zmian. Jeśli dziecko odwiedzi stronę internetową, która jest na liście stron zablokowanych, otrzyma na wyświetlaczu komunikat, że nie może mieć do niej dostępu i musi poprosić rodzica o dostęp do niej. Po kliknięciu w link z prośbą, email z aplikacji wyląduje na poczcie rodzica. Jeśli ten przejrzy stronę i zdecyduje, że dziecko może już po niej “surfować”, wystarczy, że kliknie link akceptacji i doda ją tym samym do witryn zaufanych dla swojej pociechy. Dodatkowo SafeKiddo pozwala kontrolować czas, jaki dziecko spędza w internecie. W bardzo prosty sposób rodzic ustawia godziny dostępu do internetu dla swojego dziecka. SafeKiddo oferuje także funkcję generowania raportów. W panelu rodzica można znaleźć dokładne informacje dotyczące: stron internetowych odwiedzanych przez dziecko, stron jakie chciało odwiedzić, ile czasu każdego dnia przeglądało internet.

Rodzice internetowego pokolenia dzieci nie mają łatwo. Postęp technologiczny dokonuje się w ekspresowym tempie i trzeba za nim nadążać. Jeszcze nie tak dawno dzieci bawiły się na trzepakach, drabinkach i w piaskownicach, zawsze z tymi samymi koleżankami i kolegami. Co najwyżej mogły sobie obetrzeć kolano bądź nabić guza. Dziś jednym kliknięciem mogą połączyć się z milionami osób na całym świecie. Nie każda z nich ma jednak dobre zamiary i z łatwością może wykorzystać naiwność dzieci do wyrządzenia im krzywdy. Rodzice muszą więc oprócz sprawdzania postępów w szkolnej nauce dzieci, także wzbogacać swoją wiedzę o nowinki technologiczne, które mogą trafić w ręce swoich pociech, tak by zawsze być o jeden krok przed nimi i bezpiecznie prowadzić ich przez realny i internetowy świat.

Autor: Przemek Cebula