Tajemnice cyberataku państwa bez internetu

31

Czy to możliwe, by kraj, w którym mało kto wie o istnieniu internetu, dokonał cyberataku na amerykańską firmę i jednocześnie poderwał ze stołka głowę największego mocarstwa świata? Brzmi nierealnie, ale przynajmniej dwie ostatnie sytuacje wydarzyły się naprawdę.

Wszystko zaczęło się pod koniec listopada. Grupa hakerów, podpisująca się: “Strażnicy pokoju”, doprowadziła do największego wycieku danych w historii internetu, atakując serwery amerykańskiej firmy Sony Pictures Entertainment. W rękach cyberterrorystów znalazło się 100 terabajtów informacji. W sieci krąży na razie tylko 200 gigabajtów, w tym: przedpremierowe filmy, skandalizujące e-maile i listy płac świadczące o seksizmie, bo aktorki zarabiają znacznie mniej od aktorów. W internecie znalazły się także m.in. numery prywatnych telefonów hollywoodzkich gwiazd oraz fałszywe nazwiska, których używają, gdy nie chcą wbudzać rozgłosu. Wyciągnięcie na światło dziennie firmowych tajemnic Sony ma utrudnić funkcjonowanie firmy. To najprawdopodobniej element hakerskiej zemsty za wyprodukowanie filmu „The Interview”, w którym dwóch Amerykanów dostaje polecenie zabicia Kim Dzong Una. Na pierwszy rzut oka wszystko wskazuje, że za atakiem stała komunistyczna Korea Północna. Nie wszyscy jednak w to wierzą.

USA ZNALAZŁY WINNEGO
Stany Zjednoczone od razu oskarżyły Koreę Północną o dokonanie ataku na sieć komputerową Sony Pictures. Choć firma ta zarejestrowana jest w USA, to jej właścicielem jest japoński gigant elektroniczny Sony. Interesujące jest więc wystąpienie samego prezydenta USA Baracka Obamy, który natychmiast zapowiedział kroki odwetowe. „Oni wyrządzili wiele szkód i my na to odpowiemy w miejscu, czasie i w sposób, który my wybierzemy” – powiedział amerykański prezydent. Czyżby Obama wyciek danych hollywoodzkich gwiazd traktował jako powód do zgładzenia Kim Dzong Una? Władze w Phenianie nie były dłużne i odpowiedziały groźbami nieokreślonych ataków na Biały Dom, Pentagon i całe USA. Rzeczniczka Departamentu Stanu Marie Harf oświadczyła, że amerykańskie władze nie mają informacji o konkretnym zagrożeniu. Wezwała też Koreę Północną do zaprzestania gróźb i zachowania umiaru. „Rząd Korei Północnej ma długą historię wypierania się destrukcyjnych i prowokacyjnych działań” – oświadczyła. Harf dodała, że najlepszym wyjściem dla Pjongjangu jest przyznanie się do winy i wypłacenie firmie Sony odszkodowania.

ARGUMENTY NA “TAK”
Pierwszym argumentem na „tak” są słowa FBI, które nie ma wątpliwości, że za atakiem hakerskim stoi Korea Północna. Federalne Biuro Śledcze przekonuje, że z technicznej analizy włamania wynika, że było ono podobne do wcześniejszych ataków, za którymi stał rząd w Pjongjangu.
Drugim argumentem jest to, że niewątpliwie władze Korei Północnej, które znane są z szeroko zakrojonej propagandy, nie chciałyby widzieć swojego władcy zabijanego przez Amerykanów nawet w filmie komediowym. To argument, który pozwala myśleć, że Kim Dzong Un zrobił wszystko, by film nie pojawił się na kinowych ekranach. Stąd hakerski atak.
Trzecim i do tego bardzo mocnym argumentem na „tak” jest stosunkowo niska cena cyberterroryzmu, na którą na pewno było stać Kim Dzong Una. Jak donosi Reuters, w Korei Północnej ustanowiono od niedawna specjalną komórkę o nazwie “Biuro 121”. „Hakerzy wojskowi są jednymi z najbardziej utalentowanych i nagradzanych ludzi w Korei Północnej, starannie dobranymi i przeszkolonymi w wieku 17 lat” – pisze Reuters, powołując się na dezertera z kraju Kim Dzong Una. Według raportu, około 1800 cyberwojowników mieści się w jednostce, która jest uważana za elitę armii. Armia ta w porównaniu do tradycyjnego odpowiednika z czołgami i samolotami jest o wiele tańsza. Być może więc cyberterroryzm to nowy kierunek, w którym pójdzie Kim Dzong Un, a o którym nie myślał z racji na podeszły wiek jego zmarły ojciec.

ARGUMENTY NA “NIE”
Słowa przeciwko słowom – to pierwszy z nich. O ile można wierzyć słowom z komunistycznego kraju, Korea Północna oświadczyła, że chce wspólnego śledztwa w sprawie ataku hakerskiego na Sony Pictures. Pjongjang wezwał USA do przeprowadzenia wspólnego dochodzenia i stanowczo zaprzeczał jakoby stał za włamaniem do jednej z największych wytwórni filmowych na świecie. Północnokoreańskie MSZ oświadczyło, że oskarżenia ze strony USA są „bezpodstawne” i służą „oczernianiu” kraju. „Nie uciekając się do takich metod, jakich używało CIA, mamy środki, by udowodnić, że ten incydent nie ma z nami nic wspólnego” – podkreśla resort dyplomacji Korei Północnej.
Nie wskazuje winnych także chiński MSZ, według którego nie ma dowodów na ataki Korei Północnej. Państwo Środka to największy sprzymierzeniec Korei Północnej na arenie międzynarodowe, więc i jego słowa nie mają zbyt wielkiego znaczenia. Pekin sam był wielokrotnie oskarżany przez amerykańskie władze o cyberszpiegostwo.
Kolejnym argumentem jest to, że Korea Północna to praktycznie kraj pozbawiony internetu i wśród mieszkańców mało kto wie o jego istnieniu. Na 25 milionów mieszkańców przydzielonych jest tylko niewiele ponad 1000 adresów IP. Do tego cena komputerów wywindowana jest do trzech średnich pensji, więc mało kogo stać na taki zbytek. Jeśli nawet już kogoś stać, to by go kupić musi mieć zgodę rządu. Dostęp do internetu, który znamy, mają rząd, wojsko, propagandyści, reżimowi dziennikarze, hakerzy zatrudnieni przez rząd oraz badacze na uczelniach takich jak Uniwersytet Kim Ir Sena, czy Uniwersytet Naukowo-Technologiczny w Pjongjangu.
Najsilniejszy argument na “nie” dali jednak sami Amerykanie, a konkretnie FBI, które oprócz zapewnień nie przedstawiło żadnych dowodów. Wielu specjalistów twierdzi, że to dlatego, że FBI coraz częściej opiera się na informacjach pozyskiwanych przez prywatne firmy z dziedziny bezpieczeństwa internetowego i wyciąga wnioski nie uwiarygodniając dostarczanych danych. Według Jeffreya Carra, eksperta cyberbezpieczeństwa i szefa Taia Global, łączenie ataku na Sony z Koreą Północną może być błędem. “Jednym z największych błędów w tym przypadku jest myślenie, że skoro sprawców ataku namierzono w Korei Północnej, to oznacza, że dokonał go rząd tego kraju. To błędne założenie, ponieważ północnokoreański internet jest zasadniczo świadczony przez firmy zewnętrzne, w tym przypadku firmę z Tajlandii”. Wielu ekspertów dodaje, że chowanie dowodów przez FBI jest całkowicie niewskazane. Co więcej, gdyby zostały ujawnione, to mogłyby pomóc specjalistom od zabezpieczeń w opracowaniu nowych metod, które udaremniłyby tego rodzaju ataki.

CIERPIĄ ZWYKLI LUDZIE
Atak hakerów nie skończył się na wykradzeniu danych z Sony. Kolejnym krokiem były groźby przeciwko tym, którzy pójdą do kina na komedię „Wywiad ze słońcem narodu”, przedstawiającą zabójstwo przywódcy Kim Dzong Una. Jak napisali na jednym z portali internetowych hakerzy, „każdego, kto wybierze się na ten film, czeka straszliwy koniec. Pamiętajcie 11 września 2001 roku”. Sony potraktowało zagrożenie poważnie. Odtwórcy głównych ról przestali się pokazywać publicznie, a planowaną na święta amerykańską premierę komedii odłożono. Nie wiadomo kto kryje się za grupą “Strażnicy pokoju”. Być może to nastoletni uzdolnieni komputerowo młodzi ludzie, którzy wykorzystują swoje umiejętności do podkręcania konfliktu i straszenia zwykłych obywateli. Jeśli tak jest, to FBI powinna ich znaleźć i… zatrudnić u siebie, zanim Kim Dzong Un przejmie ich do swojego “Biura 121”.

Autor: Przemek Cebula