Uberorewolucja

7

Żadna korporacja taksówkarska nie była do tej pory dostępna jednocześnie w 45 krajach i nie obsługiwała mieszkańców ponad 200 największych miast całego świata. Uber to firma, która prawie tego dokonała. Prawie, gdyż na wyrost niektórzy nazywają ją korporacją taksówkarską, a tak naprawdę jest to nowoczesna dyspozytornia.

Zmieniają się czasy, zmieniają się technologie. Jeśli ktoś wciąż liczy, że metoda łapania taksówki na machnięcie ręką będzie trwać wieki, to może się mylić. Najszybciej o tym przekonać się mogli mieszkańcy miast w USA, gdzie zadebiutowała ze swoją usługą w 2010 roku firma Uber. To jej twórcy Garett Camp i Travis Kalanick dołączyli do przeciwników machania na taksówkę ręką, beznadziejnego szczególnie podczas opadów deszczu, śniegu, po zmroku, w sylwestra i innych sytuacji, gdy znalezienie wolnego tego typu pojazdu graniczy z cudem. Czemu tego nie zmienić – pomyśleli sobie zapewne wspomniani panowie. I zmienili. Przygotowali oni aplikacje na smartfony zarówno z systemem Android oraz IOS, która pozwala zobaczyć, gdzie w najbliżej klienta znajduje się wolny kierowca, gotowy nas przewieźć, po czym jednym kliknięciem na ekranie można go zamówić.

Lecz nie w tym kryje się cały sukces powodzenia pomysłu. Firma Uber nie zatrudniła przy swojej usłudze ani jednego kierowcy. Działa ona tylko jako pośrednik, który za pomocą smarfonowej aplikacji łączy klienta z przewoźnikiem. Problemem mogło się wydawać znalezienie odpowiedniej liczby kierowców taksówek w miastach, w których bardzo trudno zdobyć licencję, lecz i to nie okazało się poważną przeszkodą. Firma Uber, mówiąc wprost, współpracuje z każdym, kto ma prawo jazdy i chce dołączyć do grona jej “taksówkarzy”. Nie potrzeba żadnych egzaminów ze znajomości miasta ani licencji i medali na masce samochodu. Jeśli masz ważne prawo jazdy i przystosujesz samochód do niskich wymogów stawianych przez firmę, możesz zacząć wozić klientów i zarabiać. Zanim kierowca będzie mógł jednak skorzystać z platformy Uber, firma, jak pisze, przeprowadza “rygorystyczne i szczegółowe kontrole” dotyczące zarówno jego osoby, jak i jego pojazdu. Ponadto, tak jak w przypadku innych usług oferowanych przez Uber w różnych krajach, zanim pasażer wsiądzie do samochodu, za pośrednictwem aplikacji na smartfona otrzymuje zdjęcie kierowcy, jego imię i nazwisko oraz numer rejestracyjny pojazdu, a po zakończeniu podróży – email z podsumowaniem swego przejazdu, w tym dokładny przebieg trasy, oparty na danych z systemu GPS. Płatność realizowana jest automatycznie z karty kredytowej po zakończeniu kursu. Za przejazd najtańszą wersją (Uber X) płaci się nawet 40-50 proc. mniej niż za kurs taksówką. Pewną niedogodnością są nieprzewidywalne taryfy, które mogą wzrosnąć w weekendy czy przed świętami, kiedy ruch jest największy. Uber zabiera jednak zawsze z każdego kursu kierowcy 20 proc. dla siebie.

Aplikacja umożliwia również ocenianie wykonania kursu obu stronom. Kierowca może ocenić klienta pod różnym kątem, m.in.: jak się zachowywał, czy się nie spóźnił, czy skorzystał z zamówionej usługi, czy był miły i się uśmiechał. Klient może zrobić to samo. Jeśli któryś z nich ma niskie oceny naraża się – w przypadku klienta – na to, że żaden kierowca nie będzie chciał go przewieźć, a w przypadku kierowcy – że żaden klient nie będzie chciał go zamówić. To nowy niespotykany dotąd nigdzie element przewozów i za to firma Uber chwalona jest przez obie strony.

Swoimi działaniami Uber zyskał popularność wśród mieszkańców, ale zyskał wrogość wśród korporacji taksówkarskich. Kierowcy tradycyjnych taksówek, którzy podjęli trud zdobycia licencji, a dodatkowo odprowadzają podatki i muszą ponosić koszty prowadzenia działalności gospodarczej, buntują się przeciw ekspansji amerykańskiej firmy. Protesty przetaczały się ostatnio przez Londyn, Madryt, Berlin czy Paryż, miasta, w których Uber zdążył już wywołać zamieszanie, działając na granicy prawa. Na początku czerwca amerykański stan Wirginia wręcz zakazał działalności firmie na swoim terenie. Jedynie w Kalifornii powstało specjalne ustawodawstwo, które firmy takie jak Uber wrzuca do odrębnej kategorii Transportation Network Companies (firmy budujące sieci transportowe) i tym samym legalizuje ich działalność. Nie wszędzie jednak jest tak łatwo. Sąd we Frankfurcie nad Menem zdelegalizował ogólnokrajową działalność aplikacji mobilnej Uber w Niemczech. Właśnie brak podstawowych pozwoleń zadecydował o treści wyroku. Uber jest poddawany masowej krytyce także poza Niemcami. W Belgii protesty środowisk taksówkowych doprowadziły do jego delegalizacji, tak samo ma być niebawem we Francji. Mimo to na stronie internetowej firma nadal chwali się ofertą przewozową w tych państwach. Jeżeli Uber wznowi swoją działalność w Niemczech, dostanie 250 tysięcy euro kary.

W czerwcu aplikacja Uber wkroczyła również i na polski rynek. Na razie dostępna jest w Warszawie, ale już wkrótce dołączyć mają inne duże polskie miasta. Działalnością Ubera zaniepokojeni od początki byli polscy taksówkarze. Oferowane przez firmę przejazdy są tańsze, ale wzbudzają liczne kontrowersje – alarmuje Jarosław Iglikowski ze Związku Zawodowego Taksówkarzy „Warszawski Taksówkarz”. Podkreśla, że przewoźnicy Ubera nie mają wyrobionej licencji taksówkarskiej, która jest nieodzownym elementem w tego typu działalności. W nieoznakowanych samochodach brakuje też kas fiskalnych, co może być uznane za przestępstwo karno-skarbowe. Kierowcy w wielu przypadkach nie rejestrują nawet swojej działalności gospodarczej. Iglikowski zaznacza, że nielegalni przewoźnicy to duży problem w wielu krajach Europy. W Polsce lobby taksówkarskie jest silne, jeśli zaprotestuje i zablokuje stolicę, doprowadzi do złości zarówno władze miasta, jak i jego mieszkańców, co może zakończyć działalności firmy w Polsce, tak jak to stało się w Niemczech.

Nowe możliwości, które daje nam technologia, są niewątpliwym udogodnieniem naszego codziennego życia. Pytanie, które warto sobie zadać, brzmi: czy prawo, które skonstruowano zazwyczaj kilkadziesiąt lat temu, nadąża za tymi zmianami? Jeśli nie, to jak widać po działaniach firmy Uber, przedsiębiorcy znajdą luki, które pozwolą im skutecznie podbijać rynki całego świata, ale wtedy powstanie kolejne pytanie: czy podbój ten możliwy jest tylko dzięki przedsiębiorczemu cwaniactwu?

Autor: Przemek Cebula