Dlaczego upadają biura podróży

125

W kilku ostatnich tygodniach upadłość ogłosiły trzy duże biura podróży z Polski, pozostawiając swoich klientów na łasce losu w kurortach Tunezji, Egiptu czy Turcji.

Turyści na pewno wrócą z wakacji – wcześniej lub później – ponieważ obowiązkiem każdego touroperatora jest wykupienie odpowiedniego ubezpieczenia. W bardziej niekorzystnej sytuacji są klienci, którzy zapłacili za wyjazd, a teraz mają nikłe szanse na odzyskanie swoich pieniędzy.

Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że jest to zwyczajne oszustwo, ocena jednak nie jest tak prosta.

NA POCZĄTEK NALEŻY WYTŁUMACZYĆ KILKA TERMINÓW, które dla przeciętnego turysty mają zasadniczy wpływ na zrozumienie omawianego zjawiska.

Touroperator to firma, która zajmuje się organizacją wyjazdów – tzn. zapewnia przelot, transfery, hotel z wybraną formą wyżywienia oraz dodatkowe usługi, np. opiekę przewodnika.

Agent podróży jest sprzedawcą – może być touroperatorem, chociaż najczęściej nim nie jest. Agent sprzedaży jest pośrednikiem pomiędzy klientem a touroperatorem lub touroperatorami, dlatego najczęściej korzysta z oferty kilku firm – dokładnie tak samo jak agenci ubezpieczeniowi. Z tego powodu nie ma zasadniczego znaczenia, w którym biurze był zakupiony wyjazd – natomiast ma diametralne znaczenie, który touroperator go organizuje.

Jednym z najbardziej uznanych touroperatorów na polskim rynku przez wiele lat była Triada, która w kwietniu ogłosiła upadłość. Znana marka w zaledwie kilka dni znalazła jednak inwestora, którym był inny touroperator – Sky Club. Był on firmą z pozoru nową, ale z odpowiednim kapitałem, aby uratować Triadę. Okazało się jednak, że zobowiązania Triady przerastają możliwości Sky Club.

Jak to się stało, że firma, która przez 15 lat radziła sobie świetnie na rynku, nagle popadła w takie tarapaty? Większość touroperatorów popada w kłopoty finansowe, ponieważ przecenia swoje możliwości handlowe oraz sprzedaje wyjazdy poniżej kosztów.

Polska leży w centrum Europy – jednak jedynie przelot samolotem zapewnia odpowiedni komfort podróży oraz maksymalnie skraca jej czas. Sezon wakacyjny trwa w Europie tylko przez kilka miesięcy w roku –  zaczyna się w maju, a kończy na początku października. Ponieważ turystką w Europie rządzi sezonowość, większość przelotów opiera się na czarterach.

Loty czarterowe są to sezonowe połączenia lotnicze do miejsc, które są atrakcyjne dla turystów z danego regionu. Touroperatorzy, a nie linie lotnicze, decydują, w które z wybranych miejsc w danym roku polecą samoloty danego biura. Polskie biura zwykle, chcąc się zabezpieczyć, wybierają miejsca, które sprawdziły się w poprzednich sezonach. W dzisiejszych czasach jednak klienci zrobili się bardziej wymagający – zaczynają poszukiwać nowych, bardziej egzotycznych miejsc, nie chcąc przy tym przekroczyć budżetu z poprzednich lat. Touroperatorzy, by sprostać tym oczekiwaniom, biorą na siebie ogromne ryzyko decydując się na otwarcie nowych kierunków. Otwarcie bazy w nowym miejscu wiąże się z dużymi nakładami finansowymi oraz narażeniem na porażkę, jeśli oferta nie spotka się z odpowiednim poziomem zainteresowania klientów.

Z drugiej strony wybór miejsc sprawdzonych w przeszłości też nie jest taki bezpieczny, ponieważ konkurencja na rynku turystycznym jest ogromna.  Popularne kierunki – jak Antalya w Turcji, Heraklion na Krecie czy Hurgada w Egipcie – oferuje wielu touroperatów, dlatego walka o klienta rozbija się o ceny, a nie o jakość usług. Jest to jeden z powodów, dlaczego touroperatorzy minimalizują swoje zyski 1-3 procent, mając nadzieję, że wysoki poziom sprzedaży wypracuje dla nich odpowiedni dochód.

Z pozoru wydawać się może, iż nie ma najmniejszego znaczenia, z którym biurem się leci na wakacje, jeśli wybiera się ten sam hotel. Niewielu turystów zdaje sobie sprawę, jak bardzo różne kontrakty mają poszczególni touroperatorzy z liniami lotniczymi, hotelami lub firmami przewozowymi.

I TU DOTARLIŚMY DO SEDNA SPRAWY – DO KONTRAKTÓW, KTÓRE ZAWIERAJĄ TOUROPERATORZY Z LINIAMI LOTNICZYMI ORAZ HOTELAMI. W Polsce – w odróżnieniu do USA – całe ryzyko organizacji wyjazdu ponosi biuro podróży, ponieważ jest zmuszone w większości przypadków do zawarcia tzw. umowy gwarantowanej. Taki kontrakt wymaga od danej firmy wykupienia w każdym samolocie z danego miasta do danego miejsca konkretnej liczby miejsc na każdy operowany lot w danym sezonie. Zapełnienie swojej puli miejsc w ciągu sezonu nie jest problem, jednak na początku sezonu lub końcu zawsze pozostaje kilka pustych siedzeń, za które touroperator musi zapłacić.

Podobne umowy zawiera się z hotelarzami, którzy są skłonni obniżyć ceny do minimum, jeśli dany touroperator wykupi dużą liczbę pokoi na cały sezon. Z jednej strony umowy gwarantowane zapewniają touroperatorowi niskie ceny, to z drugiej narażają na olbrzymie koszty.

W sytuacji kiedy dana firma ma świadomość, że nie będzie w stanie zapewnić odpowiedniego wypełnienia samolotu decyduje się na drastyczny krok, jakim są oferty last minute. Wiąże się to z tym, że touroperator traci pieniądze na danym wyjeździe, ale w celu obniżenia tych strat decyduje się na sprzedaż danej usługi poniżej kosztów własnych. Jeśli biuro opiera się głównie na takich wyjazdach – ryzyko szybkiego bankructwa jest bardzo realne.

Dokładnie tak stało się w przypadku Triady, która skupiła się na najtańszych ofertach zapominając, że ma zakontraktowane drogie, solidne serwisy, np. transport nowymi autobusami oraz lepsze kategorie pokoi od konkurencji.

Klienci powinni wiedzieć, że polujący na wyjątkowe okazje cenowe biorą na siebie ryzyko, iż wydadzą pieniądze, a na wakacje nie polecą. Ludzie czasem zupełnie tracą zdrowy rozsądek podczas szukania wakacji – mając nadzieję na wyjazd za 10 procent ceny rynkowej.

Jednym z gwoździ do trumny Alba Tour – jednego z tegorocznych bankrutów – było uczestnictwo w programie Grupon. Potwierdziła się zasada, że grupowa sprzedaż mydła sprawdza się – jednak wybór wakacji to znacznie bardziej skomplikowana sprawa.

W USA NIE MA FALI BANKRUCTW BIUR PODRÓŻY – ponieważ nie przelotów czarterowych, umów gwarantowanych, a co za tym idzie – ofert last minute. Kilka lat temu duzi amerykańscy touroperatorzy wymusili na liniach lotniczych przejęcie ryzyka za niesprzedane miejsca – z tego powodu kupując w USA wakacje w ostatniej chwili dopłaca się około 30-50 procent do ceny przelotu.

W przypadku hoteli nie ma również co liczyć na ofertę last minute – natomiast trzeba bacznie obserwować walkę cenową poszczególnych sieci hotelowych, ponieważ to one dyktują ceny, a nie touroperatorzy.

Turystyka w USA rządzi się od lat własnymi prawami i jest bardzo stabilna – nawet jeśli jeden z touroperatorów lub agentów podróży zbankrutuje – nie wiąże się to z większym ryzykiem dla klienta, ponieważ system zabezpieczeń gwarantuje pełen zwrot pieniędzy.

W USA planowanie wakacji z biurem podróży może być bardzo korzystne dla klienta – jednak podczas dokonywania rezerwacji powinniśmy być ostrożniejsi, gdyż podajemy wiele osobistych informacji, jak data urodzin, adresy czy numery karty kredytowych. Nieuczciwy agent podróży, który miał w przeszłości problemy z prawem, np. za oszustwa, może nam porządnie w życiu namieszać. Optymalnym rozwiązaniem jest szybkie sprawdzenie on-line nazwisk właścicieli oraz weryfikacja z Antitrust Division.

Autor: Gabriel Wilamowski