Dzikie serce Etiopii (cz. 2)

256
Haila – bohater ceremonii inicjacji - ZDJĘCIA: ED BOCHNAK

Po pomyślnej ceremonii bullah większość młodych wojowników spędza miesiące z dala od swoich wiosek i rodzin, wędrując ze stadami bydła, pędzonymi od pastwiska do pastwiska. Olbrzymie tereny sawanny Omo przypominają dziś amerykański Dziki Zachód. Życie kręci się tu wokół bydła, polowań i rozmów, jak zdobyć kolejne żony.

Nudząc się lub dla brawury, w poszukiwaniu dodatkowego bydła na posag ślubny czy w celu zdobycia uzbrojenia, wojownicy zapuszczają się na tereny wrogich plemion i przeprowadzają grabieżcze napady, zwane misso. Łupem są krowy, broń, a czasami zostanie zabity człowiek. Co oczywiście wywołuje kroki odwetowe poszkodowanych i niekończący się krąg przemocy. Po udanym rajdzie wojownik podnosi swój status w plemieniu. Jak się dowiedziałem, to dalsza część inicjacji. Wśród współplemieńców panuje przekonanie, że mężczyzna nie powinien żenić się, dopóki nie zabije słonia, lwa, bawoła lub… człowieka; a dziś zabicie człowieka jest o wiele łatwiejsze niż lwa. Gdy butny wojownik wraca do swojej rodzinnej wioski, dumny ojciec podrzyna gardło kozłowi i krwią maże barki syna, symbolicznie zmywając poczucie jego winy z powodu zadanej śmierci. Wojownik otrzymuje imię yirmit. A jego ciało zostanie ozdobione skaryfikacją. Na jego piersi, ramionach i plecach wycięte zostaną tzw. pala, wzbudzające zachwyt i podziw kobiet.

Do lat 80. ubiegłego wieku wśród społeczności Hamarów, tak jak i u innych plemion regionu, tradycyjną bronią używaną w walce i podczas polowań były włócznie, ale gdy zbrojne grupy, operujące w Sudanie i Somalii, zalały Etiopię automatyczną bronią, AK-47, tutejsi wojownicy zamienili włócznie na karabiny. Karabin można nabyć za kilka sztuk bydła, czyli za około 100 dol. Ze wszystkich dobrodziejstw, które świat zaoferował tym ludziom, jedynie kałasznikow znalazł tu zastosowanie.

Do wioski wraz z nami przybyła grupa uzbrojonych mężczyzn. Do zagrody weszli przez wąskie wejście w ogrodzeniu, które praktycznie nic nie odgradzało, po obu stronach kończyło się po kilku krokach. Jak się dowiedziałem, było ono bardziej symboliczne, wykorzystywane podczas różnych rytuałów i ceremonii. Wojownicy to wujowie Haili, z których każdy dźwigał kałasznikowa. Niektórzy, na wzór europejski, ubrani byli w spodnie i koszule, z szyi zwisały im sznury koralików. Starzy wojownicy usiedli na trzcinowych matach pod drzewem. Spod koszul rzucały się w oczy skomplikowane wzory skaryfikacji, wyryte na wysuszonych torsach. Takie blizny mają tylko najlepsi. Aby je otrzymać, musieli wykazać się w walce, musieli zabić czy to niebezpieczne zwierzę, bawoła lub lwa, czy też członka wrogiego klanu podczas sporów plemiennych. To ich osobiste znaki tożsamości, noszone z dumą, wyznaczające ich pozycję w plemieniu. Proces skaryfikacji jest bardzo bolesny. Wykonuje się go przy użyciu ostrego noża zwanego hade, lub żyletki i cierni krzewu dili, którymi podnosi się naciętą skórę, by nacinać i usunąć kolejne warstwy naskórka. Świeże rany smarowane są krowim łajnem i posypuje się je sproszkowanym owocem garanti, czyli małym żółtym pomidorem, mającym właściwości dezynfekujące. Po paru dniach usuwa się strupki, a rany zabliźniają się, formując guzki. W świecie, gdzie na stosunkowo małym obszarze żyje wiele plemion i klanów, posługujących się różnymi narzeczami, wzory na skórze stały się wizytówką właściciela. Formą przekazu, kim jest i co zrobił człowiek je noszący. 

Główny celebrant, Haila, z sarmackim czubem na głowie, pokazywał się w różnych miejscach w ciągu całego dnia. Był w kręgu tańczących kobiet, popijał sorgo w grupie wojowników, witał się z rodzinną starszyzną. Jeszcze kilka godzin dzieliło go od chwili, gdy będzie musiał udowodnić współplemieńcom, że jest gotowy, by zostać wojownikiem, przejść ze „skalanego” stanu młodości do „czystego” stanu dorosłości. 

Obręcz na szyi kobiety wskazuje, że jest ona zamężna

Wycelowałem obiektyw w grupę siedzących w kręgu kobiet. Na ich szyjach połyskiwały metalowe ciężkie obręcze esente – oznaka kobiety zamężnej. U kilku zauważam dodatkowe skórzane obręcze wokół szyi z fallicznym wypustem, zwanym binyere, symbolizującym płodność. Ta ozdoba przysługuje tylko pierwszym żonom. U starszych kobiet na rękach i nogach pobrzękiwały żelazne pierścienie zau. Tylko mężczyzna może je sprezentować wybrance serca, a stać się ich właścicielem może jedynie w formie wymiany za bydło. Dwadzieścia pięć krążków to równowartość krowy. Pierścienie i obręcze kobieta nosi przez całe życie, aż do śmierci. Jeśli umrze przed swoim mężem, pierścienie zostaną odcięte i przekazane kolejnej żonie. Małżeństwo w społeczności Hamarów jest traktowane jako doniosłej wagi wydarzenie, ważne dla całego plemienia. Zrodzenie dzieci to obowiązek. Rodzicielstwo łączy przeszłość, teraźniejszość i przyszłość pokoleń – poprzez dziadków, dzieci i wnuki. Umrzeć bez potomstwa to stracić wszelkie związki z plemieniem.

To co wyróżnia Hamarów wśród innych plemion z regionu, to ich przesadna dbałość… o swoje fryzury. Głowy młodych wojowników, którzy właśnie dotarli do wioski, pokrywały czepki z gliny dansho, ozdobione poprzecznymi paskami w kolorze ochry. We włosy wpięte były kozie kręgi z białymi piórami strusia, symbol, że ostatnie polowanie zakończyło się sukcesem. Aby chronić swoje cenne fryzury, mężczyźni Hamarów zawsze noszą ze sobą borkoto, czyli małe drewniane stołeczki, których używają jako podgłówków.

Tancerki mają ciała posmarowane sproszkowaną czerwoną skałą wymieszaną z kozim łajnem, aby ochronić przed poparzeniem słonecznym

Minęło kilka kwadransów, nim prowadząca podniosła się z ziemi i dmuchnęła w błyszczącą miedzianą trąbkę, zwaną gola. Dźwięk, imitując brzęczenie dzikich afrykańskich pszczół, przeszył powietrze. Gromada kobiet poderwała się do kolejnego tańca. Muszelki i szklane koraliki u spódnic zaczęły mienić się w ostrym świetle słońca. Przypięte do bioder długie skórzane pasy imitujące ogony plątały się pomiędzy udami tancerek. Przycięte na pazia fryzury unosiły się wraz z rytmem wybijanym bosymi stopami. Aby chronić ciało przed słonecznym poparzeniem, tancerki wysmarowały się sproszkowaną czerwoną skałą assile wymieszaną z kozim łajnem. Z tętniącego pląsu spoconych ciał wydobywały się kłęby kurzu i piski. 

Para dzioborożców krążyła nad polami kukurydzy, gdy kobieta o pomarszczonej twarzy podeszła pod akację. Przez chwilę milczała, jakby przywoływała wspomnienia. Jej oczy zaszły mgłą, a może łzami, wpatrując się w dal zaczęła śpiewać. Silny, ochrypły głos poniósł się po okolicy. „To matka Haili – usłyszałem od mego przewodnika. – Śpiewa hymn na cześć swojego syna”. Kobiety przerwały taniec. Ucichły. Matka, niczym w letargu, ciągła dytyramb o swoim synu. Strużki potu spływały po głębokich zmarszczkach, kapiąc czerwoną farbą na odkryte ramiona. Mogłem się tylko domyślać, o czym śpiewa. Na pewno o jego dzieciństwie, modulując głos wychwala jego siłę, spryt i zręczność. O tym, że bogowie mu sprzyjają i wkrótce zostanie mężczyzną. Nikt jej przerywał. 

Przygotowywanie piwa sorgo w dużych glinianych saganach

Gdy skończyła, ruszyłem zwiedzić wioskę. Domostwa poprzedzielane były opłotkami na kilka segmentów. W centrum stały dwie duże chaty, przed którymi siedziało kilka matek z dziećmi. Obszedłem je i zaroślach natknąłem się na duże stado bydła, to spośród nich ukuli wybierze dziesięć byków, przez których grzbiety spróbuje przebiec Hail. Idąc małą skarpą, poczułem niesiony wiatrem zapach fermentujących nasion sorgo. Na jej krawędzi kilka kobiet kręciło się przy dużych glinianych saganach, mieszając mlecznobrązowy płyn drewnianymi chochlami. Jedna napełniła nim małą tykwę i podała mi. Gęsty napój o cierpko miętowym smaku przepłynął przez moje gardło. Schodząc ze skarpy, natrafiłem na małą sadzawkę, przy której stała krowa z cielakiem. Nad spienioną zawiesiną pokrywającą lustro wody unosiła się chmara muszek.

Kobiety w skórzanych strojach wyglądają jak hebanowe posągi

Idąc, łowiłem aparatem ulotne chwile, jak uśmiech na hebanowej twarzy małej dziewczynki o imieniu Mazzy czy postacie czterech kobiet wynurzających się z zarośli.

CDN