Koty Hemigwaya

15

Gdybym miała następne życie jak kot, starałabym się za wszelką cenę zamieszkać na jednej z wysp Key West. Zgodziłabym się na zagrożenie huraganami, niewygodę późniejszej odbudowy, bo aura i klimat egzystencjalnego luzu panującego na wyspach, połączonych autostradą wbudowaną w Atlantyk, są tak zachwycające, że warto.

Trudno zatem się dziwić, że Ernest Hemingway zakochał się w tym skrawku ziemi, gdzie mieszkał, tworzył i wypił ocean wódki w latach 1928-1939. Tam powstały: „Śniegi Kilimandżaro”, „Krótkie szczęśliwe życie Francisa Macobmera”, „Mieć i nie mieć” oraz „Zielone wzgórza Afryki”. Najprawdopodobniej nie dostanę następnego wcielenia lub gdyby nawet, nie będę miała wspomnień z obecnej egzystencji, co nie zmienia mojej chęci zamiany ludzkiej powłoki na kocią. Nie chodzi mi jednak o zwykłego czworonoga w prążki, ale o bycie kotem w muzeum Hemingwaya. Tak, właśnie chciałabym zostać jednym z wielu czworonożnych lokatorów, wałęsającym się ścieżkami, którymi on chodził, śpiącym w jego łóżku i pijącym wodę albo ze specjalnych porcelanowych miseczek lub z urynału, który Hemingway przyniósł z baru Sloppy Joe, gdzie zapijał się do nieprzytomności.

Pierwszy kot, który rozpoczął dynastię, został podarowany pisarzowi przez miejscowego rybaka i wabił się Snow White. Wyjątkowość tego osobnika polegała na tym, że u przednich łap miał sześć palców (koty zwykle z przodu mają palców pięć, a z tyłu cztery). Sześciopalczasty kot wcale nie jest rodzajem rasy i raczej wykształcił taką cechę przez mutację, co nie zmienia faktu, że obecnie w muzeum prowadzi się selekcję na tę cechę. Podobno sześciopalczaste koty są bardziej stabilne i lepiej trzymają się rozchwianego na dużej fali pokładu – tak twierdził rybak. Nawet jeśli to nie jest prawda, brzmi prawdopodobnie i nader malowniczo, a poza tym, poprzez spacerujące i wylegujące się koty mamy do czynienia z żywą legendą-pomostem między jednym z najlepszych, współczesnych twórców fikcji, a teraźniejszością.

Obecnie w muzeum przebywają 54 koty, będące w linii prostej, lub nie, potomkami Snow White'a. Kiedy zbliżał się huragan Irma, gubernator Florydy zarządził pełną ewakuację wysp. Kustosz Jacque Sands odmówił opuszczenia muzeum, tłumacząc, że czworonożne pupile nie wytrzymają podróży w ponadtrzydziestostopniowym upale. Nie pomogły nawet prośby wnuczki Hemingwaya, Mariel. Pracownicy muzeum z kotami zostali. Huragan jakby wiedział, gdzie mu wolno wiać, ominął Key West i całą swoją furię wyładował na środkowych wyspach.
Hemingway był genialny, ale przy tym, jak to większość twórców – wredny. Mimo to i oprócz talentu miał sporo szczęścia w życiu; dom w Key West w roku 1931 został mu i jego drugiej małżonce Pauline Pfeiffer podarowany jako prezent ślubny przez szwagra, który kupił ten dom za horrendalną wówczas sumę 8 tys. dolarów amerykańskich. Zatem późniejszy laureat Nobla miał wspaniały dom, oddaną i bogatą żonę, pięknych synów, ale musiał szukać przygód, a przy tym nowych kobiet.

W czasie wojny w Hiszpanii poznał swoją następną żonę, Marthę Gellhorn, nieustraszoną i charyzmatyczną dziennikarkę, a że już wtedy detale z życia Ernesta obiegały świat dość szybko, jego żona dowiedziała się o tym. Pod nieobecność męża, na złość, czy też realizując jego zachciankę, na miejscu ringu, w którym często walczył z miejscowymi bokserami, wybudowała basen. Był to pierwszy basen kąpielowy w promieniu jakichś 150 kilometrów i kosztował fortunę, bo 20 tys. dolarów, co w przeliczeniu wynosiłoby obecnie ponad 300 tys. dolarów amerykańskich. Hemingway wpadł w furię, gdy zobaczył nową inwestycję żony, wyciągnął z portfela centa i wrzasnął: “Why don’t you go ahead and take my last red cent!” (dlaczego nie miałabyś zabrać mojego ostatniego czerwonego centa?). Po czym teatralnie rzucił monetę na wykafelkowany brzeg basenu. Jest problematyczne, czy Pauline zbudowała basen za pieniądze męża, czy raczej sięgnęła do funduszy rodzinnych. Niemniej porządny twórca nie boi się emfazy czy nawet przesady. Zdrowy rozsądek nie spowodowałby, że każdy, kto przybywa zwiedzić dom pisarza, koniecznie fotografuje centa wmurowanego pod drewnianą podporą balkonu, nieopodal przeklętego przez pisarza basenu.

Żona nie straciła zimnej krwi, centa zachowała. Rozwiedli się w roku 1939, Hemingway jednak zatrzymał prawo własności do posiadłości w Key West. Po jego śmierci dom został sprzedany przez jego czwartą żonę Mary Welsh osobie, która założyła muzeum w tym domu, a raczej domu, który winien należeć do rodziny jego drugiej żony. Hemingway pochowany został na cmentarzu w Ketchum, Idaho, gdzie do niego dołączyła jego czwarta żona Mary Welsh w 1981 roku. Jego koty mają swój cmentarz w Key West.

Autor: Halina Kaczmarczyk