Nasze odkrywanie Hiszpanii (cz. 4). Atrakcje Madrytu

13

Nie przepadam za wielkimi miastami. Kojarzą mi się z korkami ulicznymi, tłumami ludzi, hałasem, pośpiechem i frustracją. Dlatego Madryt (trzecie co do wielkości miasto Unii Europejskiej) nie był ważnym elementem przygotowywanego planu naszej podróży. Najpierw miał być głównie miejscem lądowania i odlotu. Później, gdy zdecydowaliśmy, że docelowym punktem naszej wyprawy będzie Barcelona, okazało się, że i tak trasa będzie prowadzić przez Madryt.

Wielu znajomych opowiadało nam o Barcelonie i innych zadeptanych przez turystów miastach położonych bliżej morza, ale o stolicy Hiszpanii nie wspominał nikt. Omijany więc Madryt wzbudził nasze zainteresowanie. Ku naszemu miłemu zaskoczeniu, miasto okazało się bardzo przyjazne, czyste, pełne zieleni, niezwykłych starych kamienic, placów, bogatych muzeów, pięknych parków i ciekawych miejsc do zwiedzania i wypoczynku. Wybrane przez nas atrakcje położone były w niedalekim zasięgu od naszego parkingu, co było dodatkowym atutem i ułatwieniem zwiedzania.

Dzień w stolicy zaczęliśmy od spaceru po Plaza d’Espana i sesji zdjęciowej przy pomniku Cervantesa i jego słynnych bohaterów: Don Kichota i Sancho Pansy. Ulicę dalej, w XIX-wiecznym klasycystycznym pałacu mieści się muzeum utworzone z kolekcji dzieł sztuki, antyków i eksponatów archeologicznych ofiarowanych miastu przez markiza de Cerralbo. Na kilku poziomach Museo Cerralbo mogliśmy podziwiać bogate zbiory, którymi można by było obdzielić wiele polskich sal wystawowych. Wśród zgromadzonych ponad 50 tys. obiektów muzealnych – jak obrazy, rzeźby, rysunki, fotografie, szkła, tapety, meble, zegary, lustra, broń, monety, medale – zachwycił nas obraz „Ekstaza św. Franciszka” El Greca, a także wnętrza pałacowej jadalni i sali balowej.

Następnym naszym madryckim przystankiem był park Del Oeste ze znajdującą się tam egipską świątynią bogini Isis z Debod. Ta oryginalna, starożytna budowla z 200 roku p.n.e. została podarowana Hiszpanii w 1968 r. przez rząd Egiptu i jest jedną z atrakcji turystycznych. Z parkowego wzgórza – pełnego zieleni, kwitnących róż i odpoczywających na trawie madrytczyków – rozpościerał się piękny widok na miasto i rzekę Manzanares. Oprawę dla tej panoramy stanowił koncert hiszpańskiej muzyki gitarowej. Byliśmy w siódmym niebie. Na naszej spacerowej trasie znalazły się Ogrody Sabatiniego (Jardines de Sabatini), będące częścią Pałacu Królewskiego, potem krótki przystanek przy Plaza de Oriente, Teatrze Królewskim i Operze. Tutaj po raz pierwszy zobaczyliśmy pierwszą z panien (Las Meninas) – rzeźbiarskich instalacji ulicznych pomysłu Antonia Azzato. Artysta ten umieścił w kultowych, tętniących życiem miejscach stolicy Hiszpanii 80 rzeźb prawie dwumetrowej wysokości, wzorowanych na słynnym obrazie Velazqueza „Panny dworskie”. Namalowany w 1656 roku, przedstawia pięcioletnią infantkę Małgorzatę Teresę ze świtą. Azzato zlecił grupie artystów zaprojektowanie rzeźbiarskiej przestrzeni malarską odpowiedzią na pytanie: „Czym jest Madryt dla ciebie?”. Malowane panny bardzo nam się spodobały. Były wdzięcznym obiektem naszych portretowych fotografii.

Kolejną atrakcją był Pałac Królewski wybudowany na pozostałościach dawnego zamku obronnego. Niestety, zabrakło nam czasu, by zwiedzić jego wnętrza. Z zewnątrz prezentował się dostojnie. Podobnie jak stojąca obok Nuestra Senora de la Almudena – katedra madrycka zbudowana w stylu neoklasycznym. Wnętrze świątyni jest neogotyckie. W La Almudena spędziliśmy godzinę, słuchając koncertu organowego i zwiedzając kaplice boczne. Przy katedrze stoi pomnik Jana Pawła II. Ciekawostką jest to, że w 1993 roku papież poświęcił madrycką katedrę, jako pierwszą poza Rzymem. Dla Janusza jednak najważniejszym miejscem w Madrycie było Muzeum Prado. By obejrzeć jego wszystkie zbiory, potrzebny byłby dodatkowy dzień, ale mój mąż chciał zobaczyć przede wszystkim „czarne” obrazy Francisca Goi, z ostatniego okresu twórczości tego wielkiego artysty. Udało się! Gdy wracaliśmy do hotelu po pełnym wrażeń dniu spędzonym w stolicy Hiszpanii, mieliśmy już wyobrażenie o tym mieście. Co prawda nie zakosztowaliśmy jego nocnego życia i nie sprawdziliśmy sensu polskiego powiedzenia „życie jak w Madrycie”, ale wiemy, że warto tutaj powrócić.

Autor: Anna Skowron