Niechciani, ale potrzebni: Wycieczka do Japonii (cz. 3)

100

Japonia jest jednym z niewielu wysoko rozwiniętych krajów, w którym nie ma imigrantów. Dlaczego nie przybywają do niego uciekinierzy z państw objętych wojną, zniewolonych i biednych? Nie przybywają, bo, ujmując to delikatnie, są niemile widziani.

Niechęć do imigrantów jest udziałem zarówno rządzących, jak i społeczeństwa. Nie od wczoraj wiadomo, że Kraj Kwitnącej Wiśni pod tym względem jest hermetyczny, co także tłumaczy fakt, że jest najbardziej jednonarodowym państwem w Azji. Oficjalnym powodem utrzymania status quo jest obawa, że wraz z napływem imigrantów wzrośnie przestępczość, nastąpi nieład i osłabnie więź kulturowa.

Z tego też powodu, choć trudno w to uwierzyć, Japonia w rekordowym procencie odrzuca wnioski o przyznanie uchodźcom azylu. W 2016 roku złożono 10 900 tego typu próśb, z czego jedynie 28 zostało rozpatrzonych pozytywnie. Rząd twierdzi, że azylanci chcą się osiedlić w kraju nie z powodów politycznych, lecz wyłącznie z przyczyn ekonomicznych.

Polityka imigracyjna, a często antyimigracyjna rządów nie odstrasza szukających lepszego bytu w innych krajach zachodnich. Mieszkają w nich nielegalnie. W Japonii to trudne zadanie. Żeby otworzyć konto w banku, założyć kartę kredytową czy wynająć mieszkanie, trzeba okazać dokument potwierdzający legalność pobytu. Podobnie jest z zatrudnieniem, opieką medyczną i świadczeniami socjalnymi. Wszystkie te utrudnienia skutecznie zamykają drzwi chcącym się osiedlić obcokrajowcom.

Przekonanie, że Japonia ma być tylko dla etnicznych Japończyków, a długość pobytu w kraju nie może decydować o przyjęciu do wspólnoty, przyczyniło się do jednego zjawiska, które dla celów propagandowych skrzętnie ukrywano – starzenia się społeczeństwa.

Ciągle obniżający się współczynnik dzietności, który obecnie wynosi 1,4 dziecka na rodzinę, spowodował zmniejszenie się siły roboczej o 13 procent od roku 2000. Firmy walczą o pracowników, mając przeciętnie 1,6 wolnego miejsca na jednego starającego się. W kwietniu 2018 roku bezrobocie wynosiło 2,5 procent, będąc najniższym pośród państw G7. Jeśli tendencja ta utrzyma się na obecnym poziomie, 127-milionowy kraj do 2040 roku skurczy się o 19 milionów mieszkańców.
Ubytek siły roboczej już nie zwalnia rozwoju gospodarki, ale wręcz ją kaleczy, i to znacząco.

Za mała liczba zatrudnionych w hotelarstwie nie pomaga uskrzydlić turystyki. Przeciętny wiek japońskiego farmera to 67 lat. Niedobór robotników budowlanych utrudnia budowę obiektów sportowych na igrzyska olimpijskie w Tokio w 2020 roku. Z tego samego powodu ślamazarnie postępuje odbudowa zniszczeń po tsunami i trzęsieniu ziemi w 2011 roku. Jak wynika z danych rządowych, przy budowie stalowych ram konstrukcyjnych miejsc pracy jest osiem razy więcej od liczby zatrudnionych.

W ciągu minionych lat rząd zachęcał emerytów i kobiety do aktywizacji zawodowej, ale niewiele to pomogło. 83 procent menedżerów skarży się na niedobór personelu. Dla porównania, na świecie mierzy się z tym problemem 38 procent firm.

Gdy alternatywne działania, mające zwiększyć zatrudnienie, spaliły na panewce, rząd został zmuszony do czegoś, co wydawało się niemożliwe: przyjęcia robotników fizycznych z zagranicy. Latem 2018 roku premier Shinzo Abe ogłosił, że Japonia do roku 2025 wpuści do kraju pół miliona obcokrajowców na określony czas – najdłużej do pięciu lat, ale zastrzegł, że przybysze nie będą mogli otrzymać stałego pobytu. Plan Abe zakłada dawanie wiz do pracy w hotelarstwie, budownictwie, rolnictwie, przemyśle stoczniowym i opiece nad starszymi. W tym ostatnim sektorze szczególnie potrzeba rąk do pracy, gdyż populacja Japończyków szybko się starzeje – 28 procent mieszkańców kraju ma powyżej 65 lat, co jest wzrostem o 24 procent w ostatnich pięciu latach.

Omijając zakazy i luki w ustawodawstwie, Japonia zatrudnia już cudzoziemców jako techników na stażu. Oficjalnie, pracując, uczą się, by po powrocie do domu upowszechniać zaawansowaną japońską technologię. Innym sposobem obejścia przepisów jest zatrudnianie obcokrajowców na wizach studenckich.
Znając krytyczną sytuację z zatrudnieniem swoich obywateli, rząd delikatnie przymyka oczy na gastarbeiterów. Na budowach i w sklepach spożywczych widać Chińczyków, w fabrykach można spotkać Wietnamczyków, w restauracjach nakrywają stoły i zmywają naczynia Nepalczycy, a starszymi osobami opiekują się Filipinki i Indonezyjki.

W ten sposób liczba zagranicznych robotników w ostatnich pięciu latach podwoiła się i wynosi 1,3 miliona, co stanowi dwa procent siły roboczej kraju – większość na krótkoterminowych wizach. Dla porównania – w USA 17 procent wszystkich zatrudnionych urodziło się za granicą.

W kwestii pobytowej łatwiej mają zagraniczni wysoko wykształceni specjaliści, których Japonia – w globalnej walce o talenty – wita z otwartymi ramionami. Premier Abe zobowiązał się, że ci, którzy mieszkają i pracują w kraju do dziesięciu lat, będą mogli ubiegać się o prawo stałego pobytu. Jednak tylko kilka tysięcy skusiło się na tę ofertę. W 2016 roku ankieta IDM World Competitveness Center wykazała, że wysoko wyspecjalizowani obcokrajowcy uważają Japonię za najmniej atrakcyjną spośród 11 krajów azjatyckich.

Jednym z tego powodów jest słaba znajomość angielskiego wśród społeczeństwa i równocześnie trudny do nauki język japoński.
Jeżeli w Japonii nie nastąpi znaczny wzrost urodzin, na co się nie zanosi z uwagi na wysokie koszty utrzymania i wykształcenia, kraj musi zaakceptować imigrację. Dane rządowe wykazują, że aby ustabilizować populację na poziomie 100 milionów, Kraj Kwitnącej Wiśni potrzebuje 200 tys. imigrantów rocznie, bowiem każdego dnia jego ludność zmniejsza się o tysiąc obywateli.

Pięta achillesowa japońskiej polityki – imigracja – nie istniała do czasu, gdy nie było widać wyraźnych szkód chowania głowy w piasek. Wprawdzie już w 2015 roku Ministerstwo Sprawiedliwości rozważało wpuszczenie robotników fizycznych z zagranicy na okres tymczasowy, ale dopiero w 2018 roku rząd odważył się złożyć w parlamencie ustawę w kwestii.

Japończycy muszą zdać sobie sprawę z tego, że bariery imigracyjne zagrażają ich wygodnemu bytowi, i żeby go utrzymać, muszą zaakceptować zagranicznych pracowników.

Autor: Wiesław Cypryś