Nielegalni w Pekinie (cz. 3)

0
4

Daleko od wieżowców i gmachów parytyjno-rządowych w centrum Pekinu, na obrzeżach 22-milionowej aglomeracji, w rozwalających się, przeznaczonych do rozbiórki budynkach lub w prowizorycznych budach mieszkają ci, których do stolicy przywiodła wiara w lepszy byt.

Kim są przybysze? Głównie to niewykształceni robotnicy, którzy pracują w branżach: gastronomicznej, budowlanej, dostawczej i sprzątającej. Ale, co może być zaskoczeniem, pokaźną też rzeszę stanowią wykształceni, ambitni profesjonaliści, których do miasta przyciąga rozwijająca się ekonomia, w tym działy technologiczne i finansowe.

Przyjezdni Chińczycy we własnej stolicy traktowani są jak obywatele drugiej kategorii, ponieważ największe chińskie miasta są fortecami z wieloma formalnymi przywilejami, a szczególnie na tym polu wyróżnia się Pekin. Rząd daje mieszkańcom, którzy posiadają prawo stałego pobytu, zwane hukou, korzystniejsze warunki mieszkaniowe, dostęp do lepszych szkół i opieki zdrowotnej.

W listopadzie 2017 roku dziesiątki tysięcy migrantów zostało wysiedlonych z zajmowanych lokali w najbardziej agresywnej tego typu akcji w ostatnich latach. Na opuszczenie dostali 48 godzin, choć bywało, że tylko kilka. Płacz i wyrywanie włosów nie skutkowało. Nie było dyskusji i odwołań. Władze miejskie tłumaczą, że budynkom zagrażało zawalenie lub stanowiły zbyt wielkie ryzyko pożarowe. Powstały nielegalnie, bez wymaganych zezwoleń i opłat.

Nikt nie płacił za nie podatku. Akcja nabrała przyśpieszenia, gdy w mieszkaniu migracyjnych robotników w dzielnicy Xinjian wybuchł pożar, w którym zginęło 19 osób, wszystkie, z wyjątkiem dwóch, było nielegalnymi migrantami. Wkrótce potem inspektorzy budowlani wyznaczyli 25 395 budynków do wyburzenia jako zbyt niebezpiecznych do zamieszkiwania. Miejski sekretarz partii Cai Qi w wydanym oświadczeniu powiedział, że należy działać szybko, żeby nie dopuścić do podobnej tragedii.

Rozkazał w ciągu 40 dni usunąć nielegalnych i wyburzyć budynki. „Zaczynając od dzisiaj wyburzcie, co ma być wyburzone, nie czekajcie do jutra” – rozkazał Wang Xianyong, aparatczyk z południowego dystryktu Pekinu, na zebraniu oficjeli zajmujących się tą sprawą. Nagranie przeciekło do internetu.

Początkowo przedstawiciele miasta ignorowali skargi usuniętych migrantów. W środkach masowego przekazu nie było żadnych informacji na ten temat. Dopiero, gdy zdjęcia i filmy pozbawionych lokum robotników, ciągnących wózki z dobytkiem w czasie długich, mroźnych nocy, pojawiły się w mediach społecznościowych, nastąpiła niespodziewanie mocna publiczna reakcja. Nawet rządowe gazety i stacje telewizyjne krytykowały pośpiech w burzeniu budynków.

Wyrzucenie na bruk mało zarabiających, a ciężko pracujących przybyszów, którzy sprzątają miasto i gotują jego mieszkańcom, stoi w sprzeczności z oficjalną wizją chińskiego prezydenta Xi Jinpinga, który w październiku ub.r. za zjeździe partii został ponownie wybrany na przewodniczącego i deklarował budowę równej społeczności.

Akcja wyburzenia osiedli migrantów, którzy z dnia na dzień zostali bezdomnymi w środku zimy, rodzi pytanie, dlaczego liderzy partii, która powstała z mas i która winna te masy reprezentować i chronić, odwróciła się do nich plecami, a wręcz gorzej – ich zwalcza? Władze miasta od lat starają się zredukować stołeczną populację nisko zarabiających migrantów, burząc zamieszkane przez nich budynki i sprawdzając ich dokumenty pobytowe. Wybrały najłatwiejszą i najtańszą drogę.

Aby zmniejszyć rynek poszukujących pracy w Pekinie, władze ograniczyły liczbę pozwoleń na pobyt stały dla absolwentów uczelni z innych części kraju. Nie zniechęca to jednak zainteresowanych do przyjazdu. Liczba Chińczyków, którzy nie posiadają legalnego statusu w stolicy Państwa Środka, jest wręcz szokująca – wynosi 8,1 mln.

Fakt pozostaje faktem: liczba mieszkańców podskoczyła z 10,9 mln w 1990 roku do prawie 22 w 2016, czyli w nieco ponad ćwierć wieku podwoiła się. Jakie miasto jest w stanie poradzić sobie z tak wielkim napływem ludzi?

Jak wspomniałem na początku, wśród armii migrantów nie brakuje absolwentów szkół wyższych. Według szacunkowych obliczeń to około 30 proc. przyjezdnych. Z innego źródła dowiedziałem się, że firmy oprogramowań komputerowych i technologii informacyjnej zatrudniają 346 tys. nielegalnych mieszkańców stolicy. Ich sytuacja jest o tyle lepsza, że są młodzi, wykształceni i lepiej zarabiający, mający pod ręką media społecznościowe, przez co łatwiej im znaleźć bezpieczniejsze lokum. Jednak aby zaoszczędzić, wielu z nich wynajmuje tanie pomieszczenia w tych samych zaniedbanych, zniszczonych dzielnicach, co pracownicy fizyczni.

Chińskie wielkie koncerny technologiczne wstrzymują się z krytyką postępowania administracji miejskiej, zapewne w obawie na reakcję rządu. Gigant internetowy Alibaba powiedział, że wysiedlenia nielegalnych migrantów, w tym własnych pracowników, nie spowodowały większego wpływu na działanie firmy. W dziale przyjęć piętrzy się sterta podań, a raczej zapełnionych jest wiele komputerowych dysków, od chętnych do pracy.

Tak jak w Ameryce imigranci z wszystkich zakątków globu uciekają się do różnych sposobów, żeby zdobyć zieloną kartę, tak migranci z najdalszych prowincji Chin mają swoje sposoby na legalizację pobytu w wielkich miastach. Jednym z bardziej popularnych jest małżeństwo z posiadaczem karty rezydenta, ale to już temat na oddzielny artykuł.

Autor: Wiesław Cypryś