Paryż wciąż pod wrażeniem pożaru Notre Dame

226
Na początku czerwca, patrząc od frontowej strony katedry, prawie nie było widać, że padła ona ofiarą pożaru. Poza tym, że zniknęła charakterystyczna iglica, która runęła do wnętrza - foto: Andrzej Dobrowolski

Chociaż od pożaru katedry Notre Dame, 15 kwietnia 2019, minęło już sporo czasu, paryżanie wciąż nie mogą się otrząsnąć z tragicznego wydarzenia. Wspomnienia odżyły w większym nasileniu w okresie Bożego Narodzenia. Po raz pierwszy od rewolucji francuskiej w świątyni nie odbyła się pasterka ani nie zabrzmiały dzwony.

Kiedy stanąłem na placu przed Notre Dame w kilka tygodni po pożarze, gromadziły się tam tłumy Francuzów, a także turystów z różnych stron świata. Większość stała w milczeniu. Niektórzy, zwłaszcza młodzi, robili zdjęcia. Nie brakło ludzi ocierających łzy.

Na początku czerwca, patrząc od frontowej strony katedry, prawie nie było widać, że padła ona ofiarą pożaru. Gdyby nie pracujący w oddali nad usunięciem jego skutków robotnicy, a także widok dźwigów wydawałoby się, że nic się nie zmieniło. Poza tym oczywiście, że zniknęła charakterystyczna iglica, która runęła do wnętrza. Szkód spowodowanych ogniem, a zwłaszcza zdewastowanego dachu nie było z dołu widać.

„To straszne. Przechodziłam tutaj prawie codziennie, ale rzadko zdarzało mi się nawet na chwilę zatrzymać. Kiedy się mieszka blisko i człowiek jest zagoniony, nawet na dobrze znane rzeczy nie zwraca uwagi. Dopiero po takim wstrząsie znajduje się czas na refleksję. Trudno się po tym wszystkim pozbierać” – mówiła starsza kobieta, która przedstawiła się jako Georgette.

Także inni ludzie, którzy przyszli pod kadrę, z żalem mówili o nieszczęściu. Z różnych zresztą powodów. Studiujący architekturę Brytyjczyk zwierzał się stojącej obok niego dziewczynie, że od dawna chciał zobaczyć Notre Dame, ale jakoś nigdy nie było okazji. Dopiero teraz zmobilizował się do przyjazdu, nawet jeśli zdawał sobie sprawę, że niewiele zobaczy oprócz murów.

Do dzisiaj przyczyny pożaru nie zostały oficjalnie wyjaśnione. Już jednak w czerwcu pojawiało się na ten temat wiele szeptanych opinii. Sporo Francuzów w pierwszym odruchu usiłowało obarczyć winą liczną w ich kraju społeczność muzułmańską. Przypominali innego rodzaju ataki, w których ginęli Bogu ducha winni ludzie. Zwracali też uwagę, że na rusztowaniach okalających świątynie pracowało sporo Arabów.

Nie brak było teorii spiskowych. Zważywszy na kłopoty gospodarcze Francji i długotrwałe protesty, m.in. ruchu „żółtych kamizelek”, na podatny grunt padały oskarżenia otoczenia prezydenta Emmanuela Marcona za to, co się stało. Pojawiły się wręcz zarzuty, że pożar spowodowano, aby odwrócić uwagę od rzeczywistych kłopotów, z którymi władze były niezdolne lub nie chciały się zmierzyć.

Jeszcze inna hipoteza głosiła, że teren, na którym stoi Notre Dame, na wyspie Ile de la Cité, stanowi łakomy kąsek dla różnej maści deweloperów. Dlatego też mieli interes w tym, żeby stamtąd świątynia zniknęła.

Także diaspora polska w Paryżu wyrażała swoje poglądy. Zauważyła m.in., że wśród ekip zatrudnionych przy remoncie katedry znajdowali się nasi rodacy. Znaleziono tam rzekomo wódkę. Stąd był już tylko krok od niedwuznacznych sugestii, że Polacy mogli pod wpływem alkoholu zaprószyć ogień.

Do kwestii przyczyn pożaru powróciła właśnie w rozmowie z „Nowym Dziennikiem” mieszkająca w Paryżu Dorothee Humeau. Przywołała dostępne w mediach niezależne badanie. Wynikałoby z niego, że niedopałek papierosa, ani podobne niedopatrzenie, nie byłby w stanie wzniecić pożaru. Dziwne też, podkreśliła, że nie zadziałały żadne systemy alarmowe. „Notre Dame od wielu lat nawiedzały różne kataklizmy, ale się im opierała. Pozostaje symbolem kraju. Jak pozbawisz narodu symbolu, to go bardzo osłabisz. Nie chcę się przyłączać do chóru teorii spiskowych, ale za naszymi plecami dzieje się tyle dziwnych rzeczy, o których nie mamy pojęcia” – stwierdziła Humeau.

Żadne z pomówień o celowe podpalenie nie znalazło dotychczas potwierdzenia. Mówi się, że powodem mogły być nieuważne działania lub zaniedbania. Śledztwo wciąż trwa. Nie wiadomo, kiedy zostaną ogłoszone jego rezultaty.

Jednocześnie we Francji z kontrowersjami spotkała się zbiórka pieniędzy na odbudowę katedry. Datki bogatych ludzi, dotacje firm itp. darowizny i zobowiązania sięgają niemal miliarda euro. 565 mln pochodzić ma od trzech najbogatszych dynastii Francji – rodzin Arnault, Bettencourt Meyers i Pinault.

Krytycy przyjęli wiadomość o takiej reakcji na pożar z oburzeniem. Akcentowali, że jest to niemoralne w sytuacji, kiedy w kraju żyje tylu biednych ludzi. „Absolutnie się z tym nie zgadzam. Notre Dame jest arcydziełem, pomnikiem narodowym. Katedrę budowali wspaniali mistrzowie, włożyli w to całe swoje życie. Zwłaszcza dla katolików jest to świętość. Z drugiej strony, zawsze byli i będą biedni. Nie można jednak powiedzieć: tu dają pieniądze, a tam nie dają. Nie można na jednej szali kłaść tych dwóch rzeczy. Byli nawet tacy, którzy powiadali: ‘a niech się spali’. To jest niepojęte” – mówiła Humeau.

Tymczasem Marcon obwieścił z fanfarami, że Notre Dame będzie odbudowana już w ciągu najbliższych pięciu lat. Po renowacji zaś, przekonywał, będzie jeszcze piękniejsza. Opowiadał się za nadaniem świątyni bardziej nowoczesnego rysu.

Odśpiewanie Te Deum w katedrze 16 kwietnia 2024 roku, dokładnie w pięć lat po pożarze, zapowiedział już generał Jean-Louis Georgelin. Prezydent oddelegował go do nadzoru prac restauracyjnych.

Solenne zapewnienia spotkały się sceptycyzmem ekspertów. Argumentowali, że budowa katedry zajęła dwa wieki. Trudno zatem będzie odbudować ją w tak krótkim czasie.

Prace wstrzymano latem na jakiś czas ze względu na zaobserwowane stężenie ołowiu w organizmach ludzi mieszkających w sąsiedztwie katedry. Może to być groźne zwłaszcza dla dzieci.

Chociaż debata związana z pożarem tak naprawdę nigdy nad Sekwaną nie ustała, odżyła z nowym impetem w okresie Bożego Narodzenia. Francuzi nie przeoczyli, że po raz pierwszy od ponad dwóch wieków w Notre Dame zabrakło pasterki. „Ośmiowieczna katedra pozostanie cicha w nocy wigilijnej: wokół niej nie planuje się żadnej ceremonii ani procesji. To niespotykane od 1803 roku i wznowienia w gmachu kultu po rewolucji francuskiej” – pisał „Le Monde”.

Świąteczną mszę o północy rektor katedry, biskup Patrick Chauvet odprawił w kościele Saint-Germain-l’Auxerrois. Mieści się on naprzeciwko Luwru.

Usunięcie rusztowań, zamontowanych jeszcze przed pożarem wewnątrz i na zewnątrz świątyni, jest pilnym zadaniem. Demontaż ma potrwać kilka miesięcy – foto: Andrzej Dobrowolski

Duchowny nie krył, że przyszłość Notre Dame jest wciąż niepewna. Jak ostrzegał, budowla jest krucha. Ocenił na 50 proc. ryzyko, że może nie uda się jej uratować. Np. rusztowania zamontowane jeszcze przed pożarem nad osłabionymi sklepieniami gotyckimi stanowią dla katedry zagrożenie. Jest mało prawdopodobne, aby prace przy odbudowie rozpoczęły się przed rokiem 2021.

Rusztowania ustawione były także przy ścianach wewnątrz i na zewnątrz świątyni. Pilnym zadaniem jest ich usunięcie. Demontaż ma potrwać kilka miesięcy. Będzie to delikatna i kosztowna operacja cięcia i krok po kroku 10 tys. rur metalowych ważących zgodnie z szacunkami 250 ton.

Jak tłumaczył „Nowemu Dziennikowi” specjalizujący się w rekonstrukcji historycznych obiektów nowojorski inżynier Melvin Singer, usunięcie rusztowań rurowych wymaga delikatnego podejścia i zachowania ostrożności. Ogień stopił bowiem ich aluminiowe złącza ze ścianami. Potrzebne jest zatem zastosowanie nowatorskich metod, aby nie uszkodzić przy tym murów z osłabionego pożarem kamienia wapiennego.

Zdaniem Singera, który mieszkał we Francji, sytuację ułatwi fakt, że wokół Paryża są kamieniołomy, które mogą dostarczyć niezbędny materiał. W razie potrzeby będzie można zatem stopniowo wymieniać uszkodzone fragmenty murów. Inżynier zwrócił zarazem uwagę, że elementy metalowe można zastąpić starym kilkusetletnim drewnem. Jest bowiem mocniejsze aniżeli żelazo. Jego zdaniem można byłoby je dostać od niektórych kościołów. W przypadkach wymagających zastosowania elastycznych części przydatny byłby bambus.

W pracach m.in. przy rekonstrukcji iglicy ma dopomóc olbrzymi dźwig, który przywieziono w częściach i zainstalowano przy świątyni 16 grudnia. Żuraw ma 75 m wysokości i może unieść ładunek do ośmiu ton. Aby sprostać jego ciężarowi i przyspawać do podłoża, wybudowano specjalny fundament. Wyprodukowano go w Moulins i uważany jest za największe tego rodzaju urządzenie w Europie.

Przed niebezpieczeństwem związanym z pracą dźwigów przestrzegał jednak Singer. Argumentował, że katedra położona tuż nad Sekwaną narażona jest na silne wiatry. Jak dodał, w podmuchach ciężkie elementy przenoszone przez żuraw mogą uderzyć w świątynię.

Nie zapadła jeszcze ostateczna decyzja, jak rozwiązać sprawę zniszczonej iglicy. Ścierają się poglądy tradycjonalistów oraz zwolenników nowoczesnych rozwiązań. Do pierwszych należy główny architekt katedry ds. rekonstrukcji Philippe Villeneuve. Chciałby on zachowania iglicy w niezmienionym kształcie. Nie zgadza się z tym Georgelin powołując się na instrukcje Macrona. Początkowa generał z wojskową manierą zaprosił architekta, żeby „zamknął usta”. Zważywszy jednak na powagę misji, której trzeba sprostać, zdecydował się na spotkanie w sprawie współpracy z Villeneuve.

Doniesienia, że może ewentualnie dojść do rozpisania konkursu na nową iglicę podchwyciły francuskie media społecznościowe. Występowały z prowokacyjnymi projektami, aby zwieńczyć Notre Dame np. wiązką światła, turbiną wiatrową, zielonym promieniem, bajkowym zamkiem, butelką szampana lub nową szklaną piramidą.