Polscy himalaiści nie zdobyli ośmiotysięcznika

35

Denis Urubko, który w sobotę, 24 lutego, bez zgody i wiedzy kierownika oraz zespołu wyprawy, samotnie ruszył na szczyt K2, w poniedziałek po południu, 26 lutego, wrócił do bazy. Jak przekazał, dotarł na wysokość 7600 m n.p.m., skąd musiał zawrócić ze względu na złe warunki pogodowe oraz lawinę. Ośmiotysięcznik okazał się jednak zbyt trudny do zdobycia zimą dla całej ekipy. W poniedziałek, 5 marca, polscy himalaiści podjęli decyzję o rezygnacji z wyprawy.

„Wróciłem bez zdobycia szczytu. To była bardzo ryzykowna sytuacja. Było bardzo dużo śniegu, a widoczność zerowa. Warunki były bardzo złe. W takich okolicznościach moją jedyną decyzją musiał być odwrót” – powiedział w rozmowie z Robertem Jałochą, dziennikarzem polskiej telewizji TVN.
Adam Bielecki natomiast kilka dni później napisał na Facebooku: „Niestety, w tym roku góra okazała się za trudna, a my za słabi. Trzeba będzie tu wrócić, bo K2 jest do zdobycia zimą”.

ZA PÓŹNO, ZA WCZEŚNIE
Wyprawa zimowa na K2 obfitowała w wiele wydarzeń, które mocno poruszyły opinię publiczną. Bohaterem dwóch z nich był Denis Urubko, który najpierw wziął udział w uratowaniu Elisabeth Revol uwięzionej na Nanga Parbat, a później zdecydował się na samotne wejście na szczyt, bez porozumienia z zespołem. Dla jednych decyzja o ataku szczytowym była zaskakująca, dla innych oburzająca. „Nie sądziliśmy, że może zadziałać w ten sposób. Jesteśmy delikatnie zdziwieni. Denis został zaproszony na naszą wyprawę. Skoro miał inną taktykę, mógł zorganizować swoją wyprawę” – mówił Janusz Majer, szef programu Polski Himalaizm Zimowy.

Jeszcze inni spodziewali się takiego działania ze strony Urubki. Niejednokrotnie wyrażał przekonanie, że zimowy charakter wyprawy kończy się wraz z końcem lutego, bo zgodnie z jego twierdzeniem marzec w Karakorum to już początek wiosny. Nie zmienia to faktu, że przyjął zaproszenie do udziału w ekspedycji, która od początku, zgodnie z założeniami, miała być realizowana w okresie kalendarzowej zimy, a więc pomiędzy 20 grudnia a 20 marca.

Co więcej, potwierdził znajomość i akceptację między innymi tego warunku, podpisując umowę z Polskim Związkiem Alpinizmu. Zdawał się go przestrzegać aż do momentu desperackiego wyjścia w górę na cztery dni przed końcem lutego. „To była moja szansa na to, by coś zrobić, a nie tylko siedzieć w bazie. Podjąłem się ataku szczytowego i tak naprawdę jestem usatysfakcjonowany, bo to zrobiłem. Bez tego byłbym wściekły” – mówił.

„TAKICH RZECZY SIĘ NIE ROBI”
Wychodząc w sobotę z obozu, bez konsultacji z kierownikiem wyprawy i bez radiotelefonu, narażając swoje bezpieczeństwo i zapewne zdając sobie sprawę z krytyki, z jaką spotka się jego próba, postawił wszystko na jedną kartę. Mógł być wielki triumf, mogła być i tragedia. Pierwsze reakcje zaskoczonego zespołu pozostałych w bazie wspinaczy wiązały się z niepokojem o życie i zdrowie ich dotychczasowego towarzysza.

„Pomijam to, że nieładnie postąpił – ja się po prostu o niego boję – mówił krótko po wyjściu Urubki z bazy Krzysztof Wielicki, kierownik wyprawy, organizując jednocześnie zabezpieczenie dla „niesfornego kolegi”. – Martwię się o niego bardzo. Proponował wspólne wyjście, ale sugerowałem, by lepiej wypocząć i poczekać na sensowną pogodę” – pisał na Twitterze Adam Bielecki. To właśnie on wraz z Urubko wystawiany był do ataku szczytowego. Nie krył jednak swojego rozczarowania postawą kolegi, z którym jeszcze niedawno „biegł” po ścianie Nanga Parbat na ratunek Elisabeth Revol.

„Wszyscy tutaj widzieliśmy, jak bardzo Denisowi zależy na tym, by zdobyć szczyt. Jego motywacja była ogromna. Po tym, jak zaproponował mi wspólne wyjście, czułem, że jeśli odmówię, może pójść sam. Tak czy inaczej, jest to zaskoczenie, nie wziął radia, nie poinformował nikogo, generalnie takich rzeczy się nie robi” – mówił w rozmowie z TVN24.

Obaj wspinacze stworzyli swoisty tandem, świetnie się uzupełniający i świetnie się ze sobą dogadujący. Razem wspięli się na Kandczendzongę, razem planowali zimowe wejście na K2 w 2014/2015 roku. „Denis wymyślił chytry plan. Zamiast od strony pakistańskiej spróbujemy wejść od chińskiej. Poszukamy szczęścia na niezdobytej północno-wschodniej ścianie. […] Droga, którą chcieliśmy wejść na szczyt, byłaby najdłuższa ze wszystkich, którymi kiedykolwiek zdobyto K2” – piszą w książce „Spod zamarzniętych powiek” Adam Bielecki i Dominik Szczepański. Plany pokrzyżowały wówczas władze Chin, cofając pozwolenie na wyprawę.

URUBKO OPUSZCZA BAZĘ
Denis Urubko na własnej skórze przekonał się, że warunki pogodowe uniemożliwiają jednak zdobycie ośmiotysięcznika, i zszedł z powrotem do bazy. Zapewne każdemu nasuwa się pytanie, jak wyglądało jego ponowne spotkanie z zespołem. Jak powiedział Janusz Majer, początkowo nie mówił nic i z nikim nie rozmawiał.

Najprawdopodobniej z powodu zmęczenia. Himalaista miał dojść do wysokości około 7600 metrów. Dwie noce spędził w wykopanych w śniegu jamach. Dalszą wspinaczkę udaremniła mu minilawina, która zrzuciła go około 5 metrów w dół. Do tego fatalna pogoda, odmienna od tej, której się spodziewał studiując prognozy. „Mówił, że to były trzy najtrudniejsze dni w jego życiu. Faktycznie ten wiatr był bardzo silny. Później usiedli przy kolacji i porozmawiali szczerze. Myślę, że atmosfera jest teraz bardzo dobra. Koledzy rozmawiali z Denisem, wysłuchali argumentacji i zaakceptowali jego decyzję” – relacjonował Majer.

A decyzją tą było opuszczenie Polskiej Wyprawy Zimowej na K2, o czym poinformowano w komunikacie Polskiego Himalaizmu Zimowego, kilka godzin po powrocie wspinacza do bazy: “Denis Urubko, zgodnie ze swoimi przekonaniami dotyczącymi końca sezonu zimowego, postanowił opuścić Zimową Wyprawę na K2. Decyzja ta została zaakceptowana przez uczestników wyprawy, którzy nie widzieli dalszej możliwości współpracy z Denisem po jego samodzielnej próbie zdobycia wierzchołka”. Krzysztof Wielicki nie ukrywał, że oczekiwał takiej decyzji. Przyznał, że zarówno zespół, jak i on sam nie widział już możliwości dalszej współpracy z Denisem. „Mam nadzieję, że nadal będziemy przyjaciółmi, ale to, co zrobił, nieco nadszarpnęło nasze relacje” – stwierdził Wielicki, o którym jeszcze niedawno Urubko mówił jako o swoim idolu.

Denis Urubko niejednokrotnie dał się poznać jako oddany przyjaciel, solidarny towarzysz wspinaczki, spieszący na pomoc tym, którzy jej potrzebowali. W 2003 roku z K2 sprowadził Marcina Kaczkana, cierpiącego na chorobę wysokościową. Podczas tegorocznej wyprawy bez wahania ruszył na ratunek Revol na Nanga Parbat, a potem oferował swoją pomoc w zejściu do bazy, gdyby była taka potrzeba.

Jak podkreśla Janusz Majer: „Denis miał mnóstwo pięknych zachowań w górach. […] Przez nas wszystkich był postrzegany jako swój chłop, dobry kolega, fachowiec. Ale każdy czasem robi rzeczy bohaterskie, a czasami się nie sprawdza. […] Oczywiście, że mu się nie zapomni wspaniałych chwil, gdy ratował kolegów, gdy był wielki. Ale teraz zachował się jednak nie jak Urubko – tak powiedział jeden z Pakistańczyków. I ja się z tym zgadzam”.

W środę, 28 lutego, Urubko wraz z jednym tragarzem opuścił bazę i ruszył w liczącą około 100 kilometrów drogę w dół. „Odejście Urubki osłabiło zespół, ale też i zmobilizowało. To mocny zawodnik, ale wszyscy teraz wiedzą, że sami muszą sobie dać radę” – uznał Krzysztof Wielicki.

OCZEKIWANIE NA ZMIANĘ POGODY
Po odejściu Urubki warunki pogodowe ciągle nie sprzyjały atakowi na szczyt, ale uczestnicy wyprawy oczekiwali, że ulegną zmianie. Okno pogodowe miało otworzyć się w okolicy 2-3 marca. Zaplanowano aklimatyzację na wysokości 7200-7400 metrów Janusza Gołębia, który miał być nowym partnerem Adama Bieleckiego do ataku szczytowego. „Potrzebujemy dwóch okien pogodowych. Pierwszego, aby zdobyć aklimatyzację szczytową, i drugiego, aby ten szczyt zdobyć. Ciekawe, czy zdążymy…” – napisał na swoim Twitterze Bielecki.

Przełom stycznia i lutego upłynął pod znakiem zdarzeń, które rozpaliły wiele emocji wokół Polskiej Zimowej Wyprawy na K2. Zaczęło się od akcji ratunkowej na Nanga Parbat pod koniec stycznia, w której wzięło udział czterech wspinaczy z K2. Operacja rozgrywająca się na tle dramatu uratowanej Francuzki Elisabeth Revol i pozostałego już na zawsze na „Nagiej Górze” Polaka Tomasza Mackiewicza, stanowiła pokaz bohaterstwa, braterstwa, solidarności ludzi gór, ogromnej determinacji i sprawności fizycznej Bieleckiego, Urubki, Piotra Tomali i Jarosława Botora.

Ten ostatni, po akcji ratunkowej, wrócił do kraju, z powodów osobistych – jak poinformował. Kilka dni później, krótko po powrocie do bazy pod K2, Adam Bielecki został poważnie zraniony przez spadający kamień. Jego stan okazał się na tyle dobry, że leczenie uszkodzonego nosa mogło odbywać się na miejscu. Znaczniej mniej szczęścia miał za to Rafał Fronia, któremu spadający odłamek uszkodził rękę na tyle poważnie, że o dalszej wspinaczce nie mogło być mowy. Rozczarowany koniecznością rezygnacji z wyprawy, Fronia wrócił do Polski.

KONIEC ZIMOWEJ WYPRAWY NA K2
W poniedziałek, 5 marca, około południa (czasu pakistańskiego) Krzysztof Wielicki, kierownik Polskiej Zimowej Wyprawy na K2, poinformował o zakończeniu akcji górskiej. Jak podkreślił, ta niełatwa decyzja podjęta została w porozumieniu z zespołem, po przeanalizowaniu szeregu czynników czyniących dalszą wspinaczkę niemożliwą.
Dzień wcześniej wreszcie sytuacja pogodowa uległa poprawie. Prognozowane na 3-4 marca okno pogodowe otworzyło się w niedzielę, umożliwiając podjęcie wspinaczki. „Po kilku dniach załamania pogody w końcu ruszamy w górę. Razem z Januszem Gołąbem idziemy w stronę C1. Bardzo jestem ciekawy, jak nasza droga (i liny) wygląda po takim opadzie. Jedno jest pewne – czeka nas trochę torowania” – napisał Adam Bielecki na swoim Twitterze.

Rekonesans nie wypadł pomyślnie, o czym Wielicki poinformował w komunikacie: „Okazało się, że na drodze do C1 wszystkie liny są zasypane, namiot w bazie wysuniętej jest uszkodzony, istnieje również duże prawdopodobieństwo zniszczenia obozów C1, C2 oraz C3”.

I to jest jeden z czynników, który wpłynął na decyzję o zakończeniu wyprawy. Dalsze działania uniemożliwiają, jak czytamy w oświadczeniu:
– prognoza pogody, która potwierdza tylko jedno krótkie okno pogodowe ok. 11 marca 2018,
– brak możliwości zaaklimatyzowania minimum jednego zespołu na wysokości 7200 m, który zdążyłby po powrocie do bazy na podjęcie próby ataku szczytowego w dniu 11 marca,
– zagrożenie lawinowe w górnych partiach drogi; w ostatnich 8 dniach zanotowaliśmy łącznie ponad 80 cm opadów śniegu,
– ostrzeżenie z portalu Ventusky o dużych opadach na wysokości 7600 m
– złe prognozy na okres po 11 marca.

Najważniejszy w tym kontekście argument przemawiający za koniecznością przerwania dalszych działań to zdanie, którym Wielicki podsumowuje swoją krótką notatkę: “Priorytetem wyprawy jest bezpieczeństwo uczestników”.

Tłumaczenie z explorersweb.com i https://www.pythom.com/Denis-Urubko-is-leaving-K2-2018-02-27-75325.

Autor: Piotr Chmieliński