Rozmowa z podróżnikiem Markiem Kamińskim

7

W trakcie swoich podróży nauczył się, jak wiele zależy od motywacji i jasnego określania celów. Pokonywanie kolejnych barier, współpraca z innymi, planowanie – to wszystko ma ogromne znaczenie zarówno w codziennym, jak i zawodowym życiu.

 
 FOTO: PAP   Marek Kamiński podkreśla, że najbardziej liczy się dla niego rodzina

Rozmowa z Markiem Kamińskim, podróżnikiem, zdobywcą dwóch biegunów Ziemi, który 23 marca spotka się z Czytelnikami "Nowego Dziennika".

W trakcie swoich podróży nauczył się, jak wiele zależy od motywacji i jasnego określania celów. Pokonywanie kolejnych barier, współpraca z innymi, planowanie – to wszystko ma ogromne znaczenie zarówno w codziennym, jak i zawodowym życiu. Od umiejętnego wykorzystania własnych możliwości zależy, jak daleko zajdziemy i jak szybko osiągniemy sukces. Swoją wiedzą stara się dzielić z innymi. Jego prezentacje, wsparte pokazem zdjęć z wypraw, to wielkie przeżycie. A tak mówi o swoich doświadczeniach:
Jest Pan pierwszym człowiekiem na świecie, który w tym samym roku zdobył biegun północny i południowy. Jak wspomina Pan te wyprawy?
Bardzo dobrze wspominam moje wyprawy z 1995 roku. Niesamowite było to, że zawsze myślałem, zwłaszcza kiedy byłem dzieckiem, że dojście na bieguny zajmie mi całe życie, a tymczasem udało mi się to w jeden rok. To było niesamowite doświadczenie także dla umysłu. Jak dochodziłem do bieguna południowego, na kilka dni przed końcem, przed celem, zdałem sobie sprawę, że to już, że to koniec, że mam to za sobą. Było mi bardzo smutno. Zdałem sobie sprawę, że moja droga się skończyła, a droga zawsze była dla mnie ważniejsza od celu.
To był barwny niezwykle bogaty i barwny czas w moim życiu. Dzięki tym wyprawom odbyłem także podróż w głąb siebie i to było dla mnie ważne doświadczenie.
Którą podróż nazwałby Pan swoją podróżą życia?
Myślę, że jednak wyprawy na bieguny w 1995 roku, ale z drugiej strony – podróż z Jaśkiem Melą. To była taka nasza wspólna podróż przez życie. A kropką nad "i" była moja 40-dniowa podróż z żoną Kasią i córką Polą po Polsce, od źródeł Wisły na Baraniej Górze do jej ujścia w Bałtyku.
Zdarzało się Panu tęsknić w czasie podróży za spokojnym, nudnym wręcz życiem i domową atmosferą?
Oczywiście nie uważam, że życie domowe jest nudne. Zwłaszcza od czasu, kiedy nasza rodziną powiększyła się o dwoje wspaniałych dzieci. Wiele razy tęskniłem za rodziną, Sopotem, przyjaciółmi, a moja rodzina tęskniła za mną. Wiele razy tęskniłem też za przygodą i podróżą będąc w domu…
Jak łączy Pan życie rodzinne z licznymi wyprawami?
Na szczęście udaje mi się godzić moją pasję do podróżowania z życiem rodzinnym. Po prostu jak najczęściej staramy się robić to razem. Z moją narzeczoną, a później żoną podróżowaliśmy wielokrotnie razem. Byliśmy u źródeł Amazonki, w Dolomitach, na Kilimandżaro. Kasia była pierwszą Polką na biegunie północnym. Z córką też podróżowałem po Polsce i Norwegii. Rodzina nie jest ograniczeniem.
Napisał Pan kilka książek. Która z nich jest Panu szczególnie bliska?
Myślę, że Moje bieguny. Dzienniki w wypraw 1990-1998. To dziennik pisany nie z myślą o publikacji. Wydałem go w niezmienionej postaci. Sam chętnie do tej książki wracam, ożywają wtedy moje wspomnienia…
Jakie są Pana plany?
Na pierwszym miejscu jest rodzina, wychowanie dzieci, to, żeby spędzać jak najwięcej czasu z bliskimi. To podstawa, fundament. Myślę też o kolejnej wyprawie. O wyprawie na bieguny świata. Chcę odnaleźć miejsca niezwykłe, najbardziej niebezpieczne, najbiedniejsze czy najbogatsze…
OPR. JK

Autor: