Turystyka dla wtajemniczonych. Syryjskie Wzgórza Golan

0
19

Do Mażdal Szams często przyjeżdżają tzw. wojenni turyści z Izraela, żeby oglądać stąd syryjską wojnę domową. Z linii zawieszenia broni między Syrią a Izraelem z 1973 roku widać wioski leżące po stronie Wzgórz Golana kontrolowanych przez Syrię. Jednak Mażdal Szams ma do zaoferowania dużo więcej niż tylko odgłosy wojennych wybuchów. Chociażby wyśmienite syryjskie jedzenie.

Po kuchni restauracji Jasmin od rana krzątają się cztery siostry i ich matka, przygotowują sambuski (pierożki) faszerowane przysmażoną cebulką, pietruszką, mieloną wołowiną albo w wersji przypominającej pierogi ruskie – serem i ziemniakami. Z tą różnicą, że cebulę wyparły śródziemnomorskie oliwki.

Kobiety przygotowują jedzenie na wesele – właśnie zaczął się sezon ślubów. Restauracja znajduje się starym budynku z kamienia, którego grube mury chronią eleganckie, ale tradycyjne wnętrze przed letnim upałem, podobnie jak zacienione patio z fontanną pośrodku.

Suad założyła restaurację dwa lata temu, po śmierci męża, gdy została sama z trójką małych dzieci. Pomaga jej matka, a gdy jest dużo pracy – pozostałe siostry. Kobiety gotują przepyszne tradycyjne, domowe syryjskie jedzenie.

Rano, gdy zaczynają pracę, podają sobie kubeczek z herbatą mate i metalową słomką – popularny zwyczaj w Syrii i w Libanie.

Klienci Jasmin to często kobiety z Mażdal, które pracują, więc brakuje im czasu na gotowanie. Czasem Izraelczycy z sąsiednich osiedli, skuszeni niższymi cenami i świetnym jedzeniem, rzadko zagraniczni turyści, którzy o restauracji nie wiedzą. „Suad ma problem z marketingiem” – śmieje się jeden z sąsiadów.

Jasmin to jeden z ukrytych skarbów tej druzyjskiej miejscowości. Wieś kryje więcej niż tylko zasady wiary druzów; wystarczy spytać – lokalna ludność jest bardzo otwarta na przyjezdnych, a mieszkańcy wręcz skarżą się, że turyści wpadają tu tylko na chwilę i wcale nie są zainteresowani poznawaniem ich zwyczajów.

Pomóc może pracownik lokalnej syryjskiej organizacji praw człowieka

Al-Marsad, Selman Faher-din, chętnie oprowadzi zainteresowanych po okolicy. „Pokazuję im naturę, nasze sady owocowe i trochę alternatywnej politycznej turystyki: pola minowe, które do dziś stanowią dla nas poważny problem, czy płot na linii zawieszenia broni oddzielający nas od reszty Syrii” – mówi Faher-din.

Wzgórza Golan pełne są szlaków turystycznych, świetnie nadających się do pieszych, konnych czy rowerowych wycieczek. Leżący opodal Mażdal Szams park krajobrazowy Banjas – ze strumieniem (odnogą rzeki Jordan) i wodospadem, zachwyca żywą zielenią, szczególnie latem, gdy większość roślin regionu żółknie. Do Banjas przyjeżdżają też chrześcijańscy pielgrzymi, bo miejsce jest wspomniane w Biblii.

Mażdal Szams leży u stóp góry Hermon, po arabsku zwanej Górą Szejka – od białej śniegowej czapy przykrywającej przez większość roku jej szczyt. Tu w zimie ciągną tysiące Izraelczyków, żeby pojeździć na nartach. Mażdal Szams jest dla nich w najlepszym razie tanią noclegownią albo stołówką. Większość narciarzy zatrzymuje się jednak w pobliskich izraelskich osiedlach. Mażdal Szams to jedna z pięciu syryjskich wiosek, które ostały się na okupowanych Wzgórzach Golan, po tym jak w trakcie wojny sześciodniowej w 1967 roku Izrael rozpoczął okupację południowego krańca Syrii. Choć Mażdal liczy blisko 10 tysięcy mieszkańców, wciąż mówi się o tej miejscowości wieś, m.in. dlatego, że prawie każdy zajmuje się tu uprawą ziemi. W regionie przede wszystkim uprawiane są jabłka i czereśnie. Wieczorem bary wypełniają się ludźmi w każdym wieku, a miejscowość często odwiedzają różne grupy muzyczne. Zresztą z Mażdal pochodzi jedna z najbardziej popularnych grup muzycznych w krajach Lewantu – Tut Ard (Truskawki), łącząca tradycyjne arabskie dźwięki z afrykańskim reggae. Choć kameralne, życie nocne jest bardzo bogate. Mimo to turystyka w Mażdal Szams kuleje. „Wojenni turyści” nie zatrzymują się tu na długo. Tych tradycyjnych przez ostatnie dwa lata ubyło. „Ludzie obawiają się o bezpieczeństwo, to jest ich pierwsze pytanie, gdy dzwonią zarezerwować u nas pokój. Dopiero, gdy tu przyjadą, rozumieją, że nic im nie grozi” – mówi Nadin Safadi, menedżerka eleganckiego hotelu Narżis w Mażdal Szams.

Autor: ALA QANDIL (PAP)