Amerykańska obrona z Niemiec do Polski

119
epa08472449 A US military aircraft flies at the US Airbase in Ramstein, Germany, 08 June 2020. The Ramstein US Air Base is a military airfield of the United States Air Force and Headquarters of US Air Forces in Europe. According to the media, the USA wants to reduce the number of soldiers stationed in Germany by up to 9500. EPA-EFE/RONALD WITTEK

Temperatura relacji niemiecko-amerykańskich od początku prezydentury Donalda Trumpa spada. Amerykański przywódca, którego głos w Berlinie jest lekceważony, postanowił pokazać, że czas na rozmowy się skończył i nadszedł czas na zmiany. Na owych zmianach najbardziej może skorzystać Polska, do której z Niemiec mogą trafić nie tylko żołnierze amerykańscy, ale i amerykańska broń nuklearna.

Donald Trump od początku swojej kadencji upominał kraje członkowskie NATO, by wydawały więcej pieniędzy na obronność, co wzmocni nie tylko bezpieczeństwo poszczególnych krajów, ale i całego sojuszu. Jednocześnie podkreślał, że USA nie mogą brać na siebie dodatkowego ciężaru finansowego za tych, którzy nie wywiązują się ze swoich zobowiązań. Pośród wszystkich swoich wypowiedzi na ten temat amerykański prezydent jako zły przykład wskazywał Niemcy, którzy wydawali ze swojego budżetu poniżej 1 procenta PKB, podczas gdy zobowiązania w NATO mówiły o wydatkach na poziomie co najmniej 2 proc. Wielokrotnie zestawiał wówczas wydatki na obronność Niemiec z tymi samymi wydatkami ponoszonymi przez Polskę. Chwalił nasz kraj za modernizację wojska i realizowanie zobowiązań sojuszniczych. Wszystko wskazuje na to, że prócz pochwał amerykański prezydent zdecydował się przyznać Polsce nagrodę.

BEZPIECZEŃSTWO W NAGRODĘ
Od dawna mówiło się o tym, że Donald Trump rozważa przeniesienie części amerykańskich żołnierzy z Niemiec do Polski. Kilka dni temu media amerykańskie doniosły, że Amerykanie mogą wycofać z Niemiec nawet kilka tysięcy żołnierzy. Część z nich ma trafić do naszego kraju. Władze USA na razie nie potwierdzają oficjalnie informacji, ale w medialnych przeciekach jest mowa o planowanym wycofaniu 9,5 tysiąca wojsk amerykańskich z Niemiec i przeniesienia części z nich do Polski. Rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego John Ullyot przekazał Polskiemu Radiu oświadczenie, że Biały Dom na razie nie ma nic do ogłoszenia w tej sprawie, „ale prezydent Trump, jako głównodowodzący siłami zbrojnymi, stale dokonuje oceny najbardziej optymalnego rozlokowania wojsk USA za granicą”. „Stany Zjednoczone pozostają wierne współpracy z bliskim sojusznikiem, jakim są Niemcy, w sprawach wspólnej obronności oraz wszystkich innych ważnych kwestiach” – dodał Ullyott. To oficjalny komunikat, ale nieoficjalnie decyzja Donalda Trumpa została już zamieniona w konkretne dokumenty. Dziennik „Wall Street Journal” poinformował, że doradca Trumpa do spraw bezpieczeństwa narodowego Robert O’Brien skierował do Pentagonu memorandum o wycofaniu z Niemiec właśnie 9,5 tysiąca amerykańskich żołnierzy. Według Agencji Reutera, część nich zostałaby rozlokowana w innych krajach sojuszniczych, w tym w Polsce, a pozostali wróciliby do kraju.
Chociaż to na razie nieoficjalne informacje, to z chęcią komentują je polscy politycy. Premier Mateusz Morawiecki wyraził nadzieję, że część amerykańskich żołnierzy, którzy zostaną wycofani z Niemiec, trafi do Polski. „Będzie to wzmocnienie wschodniej flanki NATO – podkreślił w rozmowie z radiem RMF FM i dodał: – Rozmowy trwają, takie rozmowy odbywają się w ciszy. W stosownym czasie przekażemy te informacje, ale będzie to wzmocnienie dla całego NATO”. Szef polskiego rządu wyraził nadzieję, że w wyniku wielu rozmów, które odbyła strona polska, i poprzez „pokazanie, jak solidnym partnerem jesteśmy w ramach NATO”, część żołnierzy stacjonujących w Niemczech i wycofywanych przez USA, rzeczywiście trafi do Polski. Pytany, czy wszyscy żołnierze, którzy będą wycofywani z Niemiec, trafią do Polski, szef rządu odpowiedział, że jest to decyzja, którą podejmą Stany Zjednoczone. „My liczymy na to, że ten kontyngent w Polsce będzie cały czas rósł” – stwierdził. Morawiecki przypomniał, że cztery lata temu w Polsce było 500 żołnierzy amerykańskich, a dziś ta liczba wynosi prawie pięć tysięcy. „Bezpieczeństwo Polski wzrasta” – uznał premier. Powiedział ponadto, że wycofanie wojsk z Niemiec i ewentualne przesunięcie do Polski nie będzie oznaczało osłabienia militarnego tej części NATO. „Ponieważ prawdziwe niebezpieczeństwo czyha zza wschodniej granicy. Przesunięcie wojsk amerykańskich na wschodnią flankę będzie wzmocnieniem bezpieczeństwa całej Europy” – cenił szef polskiego rządu. Zapewnił, że taki ruch ze strony Stanów Zjednoczonych nie pogorszy relacji polsko-niemieckich. „Myślę, że Niemcy rozumieją, że zmienia się geopolityka, że trzeba wzmacniać całą wschodnią część Paktu Północnoatlantyckiego” – wyjaśnił. Dodał, że koszty obecności wojsk w Polsce pokryje zarówno budżet Stanów Zjednoczonych, jak i Polski.
Z kolei minister obrony Narodowej Mariusz Błaszczak uważa, że Polska przestaje być członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego drugiej kategorii, tak jak to było przez lata. „Zwiększenie liczebności wojsk amerykańskich w Polsce jest dobre dla bezpieczeństwa naszej ojczyzny i całej wschodniej flanki NATO” – oświadczył szef MON. Dodał, że wojska amerykańskich w Polsce zostaną wzmocnione liczebnie, co najmniej o tysiąc żołnierzy. Minister zastrzegł, że to władze amerykańskie zdecydują o tym, skąd przybędą do Polski nowi żołnierze, z Europy, z Azji czy ze Stanów Zjednoczonych.

NAJPIERW ŻOŁNIERZE, PÓŹNIEJ BROŃ NUKLEARNA?
Rządowe przecieki o decyzji Donalda Trumpa przeniesienia żołnierzy z Niemiec do Polski poprzedziły inne wiadomości związane z bezpieczeństwem, a mianowicie rozlokowanie broni nuklearnej. Ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher na swoim profilu w serwisie Twitter wskazała Polskę jako ewentualnego beneficjenta potencjalnej zmiany lokalizacji. “Jeśli Niemcy chcą zmniejszyć potencjał nuklearny i osłabić NATO, to być może Polska – która rzetelnie wywiązuje się ze swoich zobowiązań, rozumie ryzyko i leży na wschodniej flance NATO – mogłaby przyjąć ten potencjał i u siebie” – stwierdziła ambasador komentując wystąpienie amerykańskiego ambasadora w Niemczech oraz debatę na temat wycofania z Niemiec amerykańskiej broni jądrowej. Dyskusja ta rozpoczęła się w kwietniu, po ogłoszeniu przez szefową resortu obrony Annegret Kramp-Karrenbauer zamiaru zakupu nowych samolotów, zdolnych do przenoszenia amerykańskiej broni jądrowej, które mają zastąpić Tornado Bundeswehry, skonstruowane w latach 70. ubiegłego wieku. Wiele wskazuje na to, że amerykańska broń nuklearna jest składowana w dawnej bazie USA Buechel w Nadrenii-Palatynacie. Najprawdopodobniej znajduje się tam około 20 amerykańskich bomb atomowych. Informacji tych nie potwierdza ani Bundeswera, ani siły amerykańskie. Część niemieckich polityków chce wycofania Niemiec z programu obrony nuklearnej. Stanowcze „nie” dla amerykańskiej broni nuklearnej w Niemczech mówią politycy lewicy – m.in. członkowie partii Zielonych. Mają w tym wsparcie większości posłów współrządzącej obecnie SPD. Za utrzymaniem amerykańskiego parasola atomowego nad Niemcami opowiada się z kolei chadecja. Agnieszka Brugger, która w partii Zielonych jest ekspertem do spraw obronności, w gazecie „Tageszeitung” stwierdziła, że czynny udział niemieckich pilotów w ćwiczeniach z bronią jądrową oznacza, że Niemcy wspierają rozwój broni nuklearnej. Wycofania amerykańskich rakiet jądrowych z Niemiec zażądał także szef klubu SPD w Bundestagu Rolf Muetzenich.
Bez względu na to, z jakiej partii się wywodzą, niemieccy politycy postanowili z krytyki Donalda Trumpa zrobić element walki politycznej. Minister spraw zagranicznych Niemiec, Heiko Maas, powiedział, że relacje na linii Waszyngton – Berlin są skomplikowane.Szef niemieckiej dyplomacji przyznał, że będzie żałował ewentualnego wycofania części amerykańskich żołnierzy z niemieckiego terytorium, ale zaraz dodał, że „jeżeli do tego dojdzie, to Niemcy po prostu przyjmą to do wiadomości”. Juergen Trittin z partii Zielonych twierdzi, że decyzje amerykańskiego prezydenta są grą polityczną. „Z powodów wyborczych Donald Trump stopniowo rozmontowuje Sojusz Północnoatlantycki” – uznał Trittin.
Niemieccy chadecy i liberałowie ostrzegają, że wycofanie części sił amerykańskich z Niemiec byłoby błędem i osłabiłoby zdolności obronne NATO w Europie. Specjalista do spraw obronności w partii SPD Fritz Felgentreu napisał na Twitterze, że wywieranie presji w takiej formie jest nieodpowiednie. Z kolei poseł lewicy Niema Movassat stwierdził, że ma nadzieję, „że zabiorą ze sobą broń atomową”. Niemieckie media z wyrzutem przypominają Amerykanom, że Niemcy płacą rocznie 240 milionów euro na utrzymanie amerykańskich baz i na wypłaty emerytur dla ich byłych pracowników.

W komentarzach zarówno niemieckich polityków, jak i publicystów brak choćby delikatnego, uderzenia się w piersi. Nikt nie widzi, że niemieckie wojsko, które według wielu specjalistów jest mocno niedoinwestowane i bezużyteczne, wymaga pilnych inwestycji nie tylko dla dobra swojego kraju, ale i całej Europy. Kto jak kto, ale Niemcy mają szczególne zobowiązania wobec pokoju na świecie.