Francja elegancja

350
Macron rozczarował zapewne wielu polityków naszej opozycji, że tak “delikatnie” napominał polskie władze, co do przestrzegania zasad unijnej praworządności FOTO: EPA

Do Polski przyjechał Emmanuel Macron. Wizyty, przemowy, wykład na Uniwersytecie Jagiellońskim, jeszcze więcej dyskusji w programach publicystycznych, gdzie politycy i wszelakiej maści specjaliści próbowali wyjaśnić nam, maluczkim, co prezydent Francji powiedział mówiąc, co powiedział, patrząc, siedząc, podając dłoń i wsiadając do samochodu, a co powiedział nie mówiąc tego i tamtego, co powiedział nie mówiąc w ogóle.

To ostatnie najważniejsze. Rozczarował zapewne wielu polityków naszej opozycji, że tak „delikatnie” napominał polskie władze, co do przestrzegania zasad unijnej praworządności. Opozycja oczekiwała czegoś więcej, mocniej i głośniej. Najlepiej z odpowiednią mową ciała – jakieś zaciśnięte dłonie, wygrażanie pięścią i koniecznie grożenie palcem z wymownym gestem wskazującym na pusty portfel, albo zamykające się przed nosem Polaków drzwi Unii.

Słuchając zawodzeń opozycji, że tuż po tej tak ważnej wizycie nasz prezydent prowokacyjnie podpisał ustawę nowelizującą polskie prawo o ustroju sądów powszechnych – co PO z przydatkami uznała za policzek wymierzony przedstawicielowi jednego z najważniejszych państw unijnych – czekałam, kiedy wypłynie sprawa „widelców, którymi Polacy uczyli jeść Francuzów”. I oczywiście się doczekałam. Zatem ja, żeby dostarczyć większej liczby argumentów, podam jeszcze kilka innych faktów.

Król Francji Filip Dobry kąpał się raz na 4-5 miesięcy. Król Henryk IV słynął z fetoru, jaki roztaczał, a gdy urodził mu się syn, to dopiero po sześciu tygodniach umyto mu głowę, w wieku lat pięciu umyto nogi, a dwa lata później zaryzykowano kąpiel. Najwyraźniej to przeżycie mu się nie spodobało, gdyż wody unikał, wręcz szczycił się tym, że czuć od niego odór: „Mam to po ojcu, czuć ode mnie pot”. Taka postawa króla spowodowała, że dworzanie również nie zawracali sobie głowy higieną. Smród w Wersalu był tak wielki, że wyróżniał się na tle innych rezydencji królewskich w Europie. Ludwik XIV kąpać się nie lubił, a za to chciał, aby kilka razy dziennie nacierać go wodą toaletową. Dopiero w 1705 r.zarządził, by fekalia z korytarzy i kątów w pałacu były usuwane przynajmniej raz w tygodniu… Słynna pani de Maraise przez 15 lat zastanawiała się, czy wykąpać się w rzece (pierwsza kąpiel w życiu), czy w balii. Gdy wreszcie się przemogła, korzystała potem z kąpieli nie częściej niż raz, dwa czy trzy razy w roku. Wersalscy eleganci powierzali sobie takie na przykład sposoby na walkę ze smrodem: „Aby zapobiec odorowi spod pach, które cuchną capem – należy dotykać skóry i nacierać ją gałkami różanymi”. By pozbyć się odoru z ust, radzono przepłukać je winem. Wszechobecne we włosach wszy należało zabijać specjalnymi małymi młoteczkami zawieszonymi u sukni czy przy męskiej kamizelce. Panie pod sukniami nierzadko nosiły dodatkowe pasy, na których były pozawieszane metalowe kulki wypełnione mięsem. Liczono na to, że drobne robaczki zainteresują się tym pożywieniem bardziej niż miejscami intymnymi. Znana z prowadzenia salonu, elegancji i fryzur pani de Sevigne tak opisywała w 1676 r. przygodę wzięcia gorącego prysznica: „Tak sobie wyobrażam czyściec. Wyobraź sobie strumień wody gorącej nad wszelkie pojęcie, który spada coraz to na którąś to z biednych części twego ciała”.

Odwiedzający nas w 1674 r. Francuz de Hauteville dziwił się: „Mimo że w Polsce panuje wielkie zimno, kąpiele są tam bardzo popularne i nie ma tam lepszego domu, który by nie posiadał łazienki. Każde miasto posiada publiczne łaźnie. Damy i ich córki kąpią się kilka razy co miesiąc. Zwyczaj ten pochodzi zapewne stąd, że wszystkie dzieci w Polsce kąpie się dwa razy dziennie od ich urodzenia aż do osiągnięcia wieku dwóch lat”. Polska szlachta natomiast myła się na tyle często, że jej rytuały kąpielowe zostały uznane w Europie Zachodniej za dziwne i niepokojące. Wprawdzie, to „często” oznaczało mycie się dwa-trzy razy w miesiącu, ale i tak znacznie to lepiej niż raz do roku. Ot, taka Francja elegancja i polski zaścianek.