Himilsbach kontra Holoubek

112
FOTO: PEXELS.COM

Nie wiem, czy pamiętają Państwo słynną anegdotkę o Janie Himilsbachu, który wpadł pewnego dnia do kawiarni SPATIF-u i wrzasnął: "Inteligencja wy…ć!”. Po chwili konsternacji i milczenia od stolika wstał Gustaw Holoubek, grzecznie się wszystkim ukłonił i odparł: "Nie wiem jak państwo, ale ja wy…m”.

Moje miasto i okolice pustoszeją. Młodzi ludzie uciekają stąd, nie widząc perspektyw. Wybierają życie na emigracji lub po studiach pozostają w dużych miastach. Z jednej strony brak rąk do pracy – ciągłe ogłoszenia to potwierdzają – a z drugiej opieka społeczna pracuje pełną parą, bo tylu korzystających z wszelakiego rodzaju pomocy nie było od lat. Zatrudniona tam koleżanka twierdzi, że jakby pękła tama – kiedyś przychodzący po raz pierwszy wchodzili jakby z nieśmiałością, a często nawet ze wstydem i z zażenowaniem opowiadali, dlaczego potrzebują pomocy. Teraz przeważa grupa roszczeniowa – bo nam się należy. Świetnie się orientują: ile, skąd i dlaczego. Nie tylko nie czują wstydu, że są młodzi, zdrowi, a żyją na koszt państwa, lecz są wręcz z tego dumni, zaś pracujących mają za frajerów.

Kolega pracujący w zasobach komunalnych powiedział mi, że niedawno uczestniczył w eksmisji z większego mieszkania do mniejszego pewnej rodziny. Wprowadziła się tam pięć lat temu, przez ten czas nie dość, że praktycznie nie płaciła, to zdewastowała mieszkanie tak, że trzeba wymienić wszystko. Na bruk nie zostaną wyrzuceni, bo mają niepełnosprawne dziecko… Przeniesiono ich na koszt miasta do małego mieszkanka, zgodnie z ustawą, wszystko po remoncie, czyli w tym przypadku nowe. Za rok, dwa będzie wyglądało jak poprzednie. I takich przypadków co miesiąc jest kilka…

Kolega opowiedział mi też inną sytuację. Przyszła do niego młoda dziewczyna z dzieckiem na ręku z żądaniem wyremontowania mieszkania komunalnego (wymiana termy grzewczej na wodę, wycyklinowanie i polakierowanie podłogi oraz wymiana okien na plastikowe, bo prawie wszyscy w bloku mają, a z tych farba odpada). Okazało się, że zaległości w opłatach przekroczyły 6 tysięcy złotych, a po odliczeniu dopłaty za mieszkanie, jaką dostają z ośrodka pomocy społecznej, do czynszu muszą dopłacić niewiele ponad 200 złotych miesięcznie. Na 72 metrach kwadratowych, w czterech pokojach, mieszka 10 osób – cztery osoby dorosłe (rodzice w przedziale 40-45 lat, ona 19-letnia z dzieckiem i jej chłopak) oraz piątka młodszego rodzeństwa w wieku od 6 do 15 lat. Nikt nie pracuje. Ojciec kiedyś pracował, ale ona chyba była wtedy w podstawówce, a może w przedszkolu. Teraz ojciec pije i nawet jak gdzieś pójdzie, to na kilka dni maksymalnie. Chłopak skończył zawodówkę trzy lata temu i się rozgląda… Na pytanie, czy mama poszłaby do pracy, choćby w urzędzie brakuje sprzątaczek, usłyszał, że nie, bo jest chora. Skoro chora, to dostaje zapewne rentę? Otóż nie, gdyż nigdy w życiu nie pracowała. Córka żyje jak mama, ma przecież małe dziecko i chciałaby mieć jeszcze przynajmniej dwoje… tylko ta podłoga brzydka i ściany mógłby urząd pomalować, bo wstyd, gdy koleżanki przychodzą…

Rodzi się pytanie, jak będzie żyło młodsze rodzeństwo tej dziewczyny? Jak będzie dalej żyła ona sama i jej dzieci? Wychowane w domu, w którym nikt nie pracuje, ale jakoś wszyscy sobie radzą. Czy nie jest tak, że nieprzemyślana, źle kierowana pomoc społeczna prowadzi do dziedziczenia patologii i biedy? Czy należy karać ludzi za pracowitość, zaradność, wykształcenie, ambicje, za sukces? Kobiety, które nigdy nie pracowały, a urodziły przynajmniej czworo dzieci dostaną emerytury często wyższe od tych, które pracowały. Tyle mówiło się o tworzeniu w Polsce klasy średniej, która jest motorem napędowym rozwoju, a dziś tworzy się tylko klasę socjalną – ludzi, którzy żyją i będą żyć w przeświadczeniu, że im się należy, nie zastanawiając się nad tym, skąd się biorą te rozdawane w ramach socjalu pieniądze!

Ja, i miliony mi podobnych, czuję jakby ten kraj mnie karał za to, że się wykształciłam, że kształcę dzieci, że rano wstaję do pracy, płacę podatki i składki i do nikogo nie wyciągam ręki po nic za darmo.

Czas na zmiany. Czas do wyborów przemyśleć, jak to z głową poukładać, bo długo tak się nie da i trzeba będzie zrobić jak Holoubek przed laty.