Kto chce nam odebrać święta?

79
epa08881222 Faithful shows a figurine of a baby Jesus during Pope Francis' Angelus prayer at Saint Peter's Square in Vatican City, 13 December 2020. EPA-EFE/FABIO FRUSTACI

Bóg się rodzi, święta giną. Od kilku lat następuje powolne marginalizowanie świąt Bożego Narodzenia. Przyczyn tego jest wiele – komercjalizacja, liberalizm, inne religie i wreszcie postawa nas samych, katolików. W Polsce mniej chodzimy do kościoła, a w USA poddajemy się poprawności spod znaku „happy holidays”. Choć nie zmieni to faktu, że Jezus przyszedł na świat, wkrótce historia jego narodzin może przegrać z promocją sprzętu elektronicznego.

Dziś tak jak w czasach narodzin Jezusa coraz mniej osób interesuje się tym ważnym dla świata wydarzeniem. W USA na każdym kroku raczej dowiemy się za to o święcie Chanuka, o przypadających dniach wolnych od pracy czy wyjątkowych promocjach w sklepach. Nad Wisłą kolędy z radiowych stacji już dawno wypchnął George Michael z jego „Last Christmas”. Jakie więc święto obchodzimy 25 grudnia? Narodziny Jezusa, czy może szczyt gorączki zakupów?

Do marginalizowania chrześcijan i ważnych dla nas wydarzeń dochodzi nie tylko w czasie świąt Bożego Narodzenia, a przez cały rok. Chrześcijaństwo to najbardziej prześladowana religia na świecie, czego dowodem jest kolejny raport organizacji „Pomoc Kościołowi w Potrzebie”. Przeciwko wierze katolickiej uderza się także przy okazji tematu pedofili, choć winny temu nie jest Bóg, a człowiek. Z kolei nowe pokolenia, które czerpią wiedzę nie z książek, a z telewizji, mogą zobaczyć choćby seriale na platformach streamingowych, takie jak „Młody papież”, w których przedstawia się przywódcę Kościoła katolickiego jako wyluzowanego faceta z papierosem w buzi i whisky w ręce. Wszystko to dzieje się za naszą aprobatą, bo kto nie woli spędzić godziny przed telewizorem niż na kolanach w kościele?

Wesołych zakupów
Z obchodzeniem Bożego Narodzenia jest jak w jednym z dowcipów, w którym budowlaniec jeździ z pustą taczką, bo nie ma czasu jej naładować. Podobnie my, wyznawcy wiary katolickiej, w natłoku zakupów, sprzątania czy przygotowywania prezentów nie mamy czasu iść do kościoła. Korzystamy ze świątecznej aury w inny sposób i dużo wcześniej. Sklepy choinki i dekoracje świąteczne wystawiają w USA tuż po Halloween, a w Polsce po Wszystkich Świętych. Ta świąteczna atmosfera nie ma nas wprawiać w rozmyślania o narodzinach Jezusa, a ma sprzyjać wydawaniu pieniędzy.
W Polsce w tym roku świąteczne przygotowania będą kosztować średnio 522 złote, czyli 88 złotych mniej niż w 2019 roku. To jednak nie efekt wyboru wizyty w kościele, a nie w sklepie – tylko pandemii koronawirusa, która ogranicza nasze zakupowe szaleństwa. Zapewne podobnego trendu można spodziewać się i w Stanach Zjednoczonych, ale wydatki Amerykanów przed świętami są i tak dużo większe niż Polaków. W 2019 roku przeciętny mieszkaniec USA wydał w listopadzie i grudniu na ten cel ponad 1000 dolarów. Złożyło się to łącznie na kwotę 730,7 mld dolarów.
Pogoń za zakupami nasiliła się zwłaszcza w ostatnim tygodniu przed świętami. 56 proc. Amerykanów przeznaczyło wtedy czas na kupno prezentów. Innym problemem jest to, że wkrótce nie będziemy mieli wyboru między pójściem do kościoła czy do sklepu, bo np. w Holandii przewiduje się, że tych pierwszych nie będzie już w 2050 roku.


Pustoszejące świątynie
To, że na świecie buduje się więcej sklepów niż kościołów nie jest zaskakujące, ale szybkość znikania świątyń może być dla wielu sporą niespodzianką. Najbardziej jest to widoczne we Francji i Niemczech, gdzie opuszczone kościoły są burzone lub wystawiane na sprzedaż. Budynki kościelne zamieniają się w magazyny, restauracje, mieszkania, a nawet parki rozrywki. Podobnie jest od kilku lat w Holandii, gdzie kościoły przerabiane są na muzea, biblioteki, centra kulturalne i apartamenty. Zamiast kościołów katolickich, w krajach tych jak grzyby po deszczu wyrastają natomiast meczety, a wraz z nimi rośnie populacja muzułmanów. Jeśli chodzi o kraj nad Wisłą, to sytuacja z burzeniem kościołów nie wygląda tak źle i wciąż na mapie Polski pojawiają się kolejne chrześcijańskie budowle. Problemem jest jednak to, że coraz trudniej wypełnić je wyznawcami wiary. Z danych przedstawionych przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego, zebranych na podstawie dorocznego liczenia wiernych w parafiach, wynika, że w 2019 roku w niedzielnej Eucharystii uczestniczyło 36,9 proc. zobowiązanych katolików, podczas gdy do Komunii Świętej przystąpiło 16,7 proc. Oznacza to, że w stosunku do 2018 roku wskaźnik dominicantes – czyli katolików uczestniczących w niedzielnych Mszach Świętych – jest niższy o 1,3 proc, zaś wskaźnik communicantes – czyli osób przystępujących do Komunii Świętej – 0,6 proc.
Gdyby ten trend utrzymał się, pustki w kościołach w Polsce zagościłyby już za 28 lat. Na całe szczęście, nad Wisłę jeszcze nie zawitała religijna poprawność na taką skalę, którą widać silnie m.in w Stanach Zjednoczonych. Nawet niektórzy polonijni przedsiębiorcy, którzy co niedzielę chodzą do kościoła, by nie urazić nikogo wysyłają świąteczne pocztówki z podpisem „Happy Holidays”. Żeby nie było, część winy ponosi także jako instytucja Kościół katolicki, który absolutnie nie powinien dostosowywać swojej nauki do zmieniającego się świata male iść z duchem czasu jeśli chodzi o metody ewangelizacji.
Czy kiedykolwiek ktoś słyszał bądź widział reklamy świąt Bożego Narodzenia w telewizji, radiu, internecie czy na ulicznym billboardzie? A może czas już, by – podobnie jak wielkie sklepy – zacząć reklamować Boga? „Przyjdź do nas, pomódl się, a poczujesz się lepiej” – mogłoby brzmieć przedświąteczne hasło.
Chrześcijański lobbing też ma wiele do nadrobienia, bo zarówno niezbyt ładna choinka przed Rockefeller Center czy, mówiąc wprost, brzydka tegoroczna szopka w Watykanie nie zachęci nikogo do zagłębienia się w wiarę i modlitwę. Lobbing przydałby się także w mediach społecznościowych, gdzie już dawno w walce liczonej na liczbę grafik podsuwanych nam przez Facebook czy Instagram, święta Bożego Narodzenia przegrywają z Chanuką. To jednak sytuacja i tak o wiele lepsza niż ta, która dzieje się w krajach mówiąc delikatnie „nie sprzyjającym” katolikom.

Prześladowany jak chrześcijanin
Są wyznania, które z martyrologii uczyniły swoją strategię na przetrwanie i tym samym przyćmiły fakt, że chrześcijaństwo to najbardziej prześladowana religia na świecie. Choć trudno w to uwierzyć, są miejsca na świecie, w których chrześcijanie muszą się ukrywać, a gdy zostaną ujawnieni, grozi im śmierć. Dowodów dostarczył nam niedawny raport organizacji „Pomoc Kościołowi w Potrzebie”, w którym możemy przeczytać o skali problemu w latach 2017-2019. Raport koncentruje się na kilkunastu państwach, w których stopień prześladowań chrześcijan jest największy. Są to m.in Indie, Egipt, Chiny, Irak, Nigeria, Pakistan, Filipiny i Sri Lanka. Choć po klęsce militarnej terrorystów z ISIS na Bliskim Wschodzie sytuacja chrześcijan poprawiła się, to wycofujący się islamiści zdołali zaszczepić w ludziach wrogość podsycaną przez bojowników działających w podziemiu. Ludobójstwo, skrajne ubóstwo i islamizm zdziesiątkowały wspólnoty chrześcijańskie w Iraku i Syrii. W niektórych większych miastach i miasteczkach mówi się, że zniknięcie chrześcijaństwa na dobre jest tylko kwestią czasu.
Kolejnym obszarem na mapie świata, w którym chrześcijanie nie mają łatwego życia, jest Afryka. Od Nigerii na zachodzie po Madagaskar na wschodzie Afryki islamiści starają się wyeliminować chrześcijaństwo, stosując przemoc oraz przymus. Krajem, w którym ginie najwiecej wyznawców Chrystusa, jest Nigeria, jednakże fundamentalistyczne ataki islamistów na chrześcijan zdarzają się także nieustannie w Burkina Faso i Republice Środkowoafrykańskiej. W innych częściach Afryki, takich jak Sudan, Maroko czy Erytrea, w ostatnich latach wznowiono prześladowania mające swoje źródło w niechętnej chrześcijanom polityce władz państwowych.
Z kolei dwa najpoważniejsze ataki na chrześcijan w ostatnich latach wydarzyły się na Filipinach i Sri Lance. W ich wyniku setki osób zostało rannych i zabitych. Równie źle sytuacja wygląda w Azji południowej i wschodniej. Narastający nacjonalizm i autorytaryzm stają się głównymi czynnikami przyczyniającymi się do prześladowań chrześcijan w tym regionie. Najgorszym miejscem do zamieszkania dla chrześcijan jest Korea Północna. W tym kraju wyznawcy Chrystusa regularnie wtrącani są do obozów pracy tylko i wyłącznie za swoją wiarę. Nie inaczej jest w Indiach, gdzie zagrożeniem dla chrześcijaństwa jest hinduski nacjonalizm. W okresie objętym badaniem odnotowano ponad tysiąc ataków na chrześcijan i ponad sto zamkniętych kościołów. Bojówki i sprzyjający im urzędnicy państwowi zintensyfikowali działania zastraszające wobec katolików. W Chinach w odniesieniu do chrześcijan i innych mniejszości odnotowano wyraźne pogorszenie w zakresie praw człowieka. Mimo, że Watykan podpisał tymczasową umowę pozwalającą władzom na decydowanie o nominacjach biskupich, represje wobec Kościoła katolickiego znacznie się nasiliły.
W Pakistanie odnotowano alarmujący wzrost liczby przypadków przemocy wobec grup wyznaniowych zarówno ze strony administracji państwowej jak i dużej części społeczeństwa. Wszystko dlatego, że silny wpływ w tym kraju mają talibowie z sąsiedniego Afganistanu. Pomimo ogromnego przełomu, jakim było uniewinnienie Asi Bibi – chrześcijanki oczekującej na wykonanie wyroku śmierci za rzekome bluźnierstwo – rząd nie radzi sobie z rosnącym zjawiskiem nietolerancji wobec mniejszości.
Osią raportu były inicjatywy społeczności międzynarodowej podjęte w odpowiedzi na prześladowania chrześcijan. Po długim okresie milczenia Zachodu, w ciągu ostatnich dwóch lat społeczność międzynarodowa wykazała zaangażowanie w tym temacie. Istotnym czynnikiem sprzyjającym temu zaangażowaniu jest czas. Jednak ze względu na powtarzające się ataki z użyciem przemocy a także przymusowe wypędzenia, wydają się już go za wiele nie mieć. Jak wspominają autorzy raportu, „Może się zdarzyć, że historycy ocenią zaangażowanie Zachodu jako przypadek działania zbyt słabego i zbyt późnego”.

W ostatnich dniach w jednej z polskich stacji radiowych usłyszałem reklamę z hasłem „Wesołych zakupów i nowej lodówki”. Warto się nad tym chwilę pochylić, dostrzec biblijną belkę w swoim oku i odpowiedzieć na pytanie, co było ważnego dla mnie w przedświątecznym czasie? Modlitwa czy zakupy, sprzątanie i prezenty…?