Matura za majteczki w kropeczki

206
FOTO: YOUTUBE

Bardziej niż nieudany występ naszych skoczków, bardziej niż środkowy palec posłanki Joanny, ba, dużo bardziej niż kampania prezydencka elektryzuje ostatnimi czasy polską opinię publiczną wiadomość o utworzeniu na Podlasiu pierwszej w kraju klasy o profilu estradowym, zwanym klasą disco polo.

Początkowo chyba każdy myślał, że to żart, ale kiedy burmistrz Michałowa potwierdził newsa, wylało się zewsząd wiadro niewybrednych żarów, kpin i wszelakiego rodzaju niewybrednego deprecjonowania pomysłu. „To pseudomuzyka dla pseudointeligentów”. „Wiocha, tańczy, wiocha śpiewa, a idioci klaszczą”. „Wstyd, żenada i spuszczona deska od klozetu”. „Niżej niż disco polo upaść nie można”. „Przecież to płukanie z resztek mózgu”.

Wszyscy, którzy mnie znają, nie uwierzą, bo ja też sama trwam w niepomiernym zdziwieniu, że to piszę, gdyż absolutnie nie jestem fanką takiej muzyki, ale skoro jest zapotrzebowanie, to czy nie lepiej uczyć w tym kierunku, niż produkować kolejnych pracowników McDonald’sa po maturze? Nigdy nie kupiłam kasety czy płyty z muzyką disco polo, ale ta muzyka jest wszędzie. Bawimy się przy jej rytmach na weselach, imprezach miejskich, pracowniczych, sylwestrach i wszelakich potańcówkach, nawet młodzież na studniówkach lubi kilka popularnych kawałków. Chyba dużo prawdy jest w stwierdzeniu: „Nikt nie słucha, wszyscy znają teksty”.

Muzyka słaba, teksty jeszcze gorszej jakości, ale wpadają w ucho i wpisują się w słowiańską duszę, a przede wszystkim to jest kolosalny biznes, który wielu daje szansę zaistnieć i zarobić niemałe pieniądze. Jest to pewna kultura, co muszą przyznać nawet najbardziej niechętni. Czy wszystko musi zachwycać wszystkich? Jeśli disco polo ma być motywacją do dalszej nauki części naszego społeczeństwa – to jestem za, tym bardziej że Podlasie to kolebka tego typu muzyki, a jednoczesnej chyba najbiedniejszy, najbardziej zagrożony bezrobociem region kraju. Jedni mają węgiel, drudzy morze czy góry i turystów, a w tym regionie, położonym przy granicy z Białorusią, jest to ogromna szansa. Oczywiście ambitnie byłoby utworzyć klasę o profilu „polskiej muzyki poważnej” albo „noblistów Europy”, „pomocy humanitarnej czy „malarstwa impresjonistycznego” – idealne profile w sam raz dla 3-tysięcznego miasta, w którym jest wspomniane liceum.

W ramach zajęć obowiązkowych uczniowie będą mieli do wyboru zajęcia wokalne, muzyczne (gra na instrumentach) lub taneczne. W pierwszej klasie będzie również realizowany przedmiot muzyka, a przez cały okres nauki na poziomie rozszerzonym historia muzyki. Szkoła będzie również oferować uczniom kształcenie w zakresie techniki studyjnej, dzięki temu uczniowie poznają tajniki pracy realizatora dźwięku czy też produkcji muzycznej, dowiedzą się, jak nagrywać partie wokalne i instrumenty oraz jak tworzyć podkłady muzyczne. Gmina dysponuje własnym studiem nagrań, co jest dużym ułatwieniem, a i artystów tego gatunku, którzy zadeklarowali wsparcie i udział, jest tam pełny wybór.

Kolejne zajęcia dodatkowe, z których będą mogli skorzystać uczniowie, to zajęcia dotyczące techniki scenicznej. Jaki sprzęt jest wykorzystywany na scenie, jak się go ustawia, jak steruje się światłami – na te i wiele innych pytań odpowiedzi udzielać będą osoby na co dzień pracujące przy organizacji dużych imprez plenerowych i imprez klubowych. W gminie Michałowo organizowanych jest sporo imprez kulturalnych i sportowych. Uczniowie będą mieli szansę nie tylko na nich występować, ale również dowiedzieć się, jak takie eventy zorganizować i jak odpowiednio przygotować scenę do występów. Brzmi świetnie, prawda?

Oprócz tego szkoła zaoferuje uczniom możliwość poznania tajników pracy DJ-ów i zawodu prezentera muzycznego, a to pozwoli umiejętnie poprowadzić szkolne czy też w przyszłości komercyjne imprezy. Mało tego, będą zajęcia przygotowujące do zawodu prezentera radiowego, telewizyjnego czy scenicznego. I choć pomysł w sumie nie jest nowatorski, bo prekursorem był Pietrek z ławeczki przed sklepem w Wilkowyjach, to moim zdaniem ma to sens i wszyscy, którzy z rechotem komentują rodzące się na Podlasiu pomysły, jeszcze się zdziwią. Cel pracy zawodowej to nie tylko satysfakcja i duma, że potrafimy czytać w oryginale poezję Horacego, to też stabilność i możliwość utrzymania rodziny. A jeśli istniejąca w Polsce od dawna branża właśnie przeżywa swoją drugą młodość, to chyba lepiej, żeby byli w niej ludzie odpowiednio wyedukowani, prawda, choć „jak do tego doszło, nie wiem”.