Oblężenie Zbaraża

91
Zamek w Zbarażu (obecnie na Ukrainie) – historyczna siedziba rodzin Zbaraskich i Wiśniowieckich FOTO: WIKIPEDIA.ORG

370 lat temu, 10 lipca 1649 roku, rozpoczęła się obrona Zbaraża. Trwała ponad sześć tygodni. Uwieczniona przez Henryka Sienkiewicza na kartach powieści "Ogniem i mieczem", zaliczana jest do najchlubniejszych wydarzeń w dziejach oręża polskiego.

Tą bitwą obronną przeciwko armii kozacko-tatarskiej w czasie powstania Chmielnickiego kierowali trzej regimentarze: Andrzej Firlej, Stanisław Lanckoroński i Mikołaj Ostroróg, lecz prawdziwym dowódcą obrony był wojewoda ruski, książę Jeremi Wiśniowiecki. W 15-tysięcznej załodze polskiej obecni byli także Aleksander Koniecpolski i starosta krasnostawski Marek Sobieski.

Na czele wojsk agresorów stał Bohdan Chmielnicki, hetman wojsk zaporoskich. A stosunek sił był dla niego bardzo korzystny, bowiem miał pod sobą około 120-200 tysięcy ludzi, w tym 70 tysięcy Kozaków i 40 tysięcy sprzymierzonych z nim Tatarów. Tymi drugimi dowodził chan krymski Islam III Girej.

Mimo tej olbrzymiej dysproporcji strona polska walczyła z wielką determinacją i wytrwałością. Odpierała kolejne szturmy, zadając ciężkie straty nacierającym pułkom. Jednak po kilku tygodniach w oczy załogi i mieszkańców twierdzy zajrzał głód, zaczęło też brakować amunicji. Udało się wówczas kilku posłańcom przedrzeć do polskiego króla z wieścią o rozpaczliwej sytuacji wojsk oblężonych w Zbarażu. Wśród nich był szlachcic wielkopolski Mikołaj Skrzetuski, który, pomimo ogromnego zmęczenia, ofiarował się do odbycia drogi powrotnej i zaniesienia posłania królewskiego. Król Jan Kazimierz osobiście stanął na czele 25-tysięcznej armii, która wyruszyła z Lublina na odsiecz Zbarażowi.

Jednak siły kozacko-tatarskie zaskoczyły armię królewską pod Zborowem. Trudną sytuację uratował wówczas kanclerz Jerzy Ossoliński, któremu udało się skłonić chana tatarskiego do podjęcia rokowań. Z Chmielnickim rozmowy były niemożliwe, ponieważ jeszcze przed atakiem na Zbaraż król ogłosił Chmielnickiego zdrajcą i wyznaczył za jego głowę nagrodę. Dlatego prowadzono rokowania z chanem, który za ogromny haracz zgodził się na podpisanie rozejmu, a Chmielnickiemu zagroził wojną, jeśli ten nie pogodzi się z królem.

Ugodę zborowską podpisano 17 sierpnia, ale uzyskany kompromis nie zadowolił ani Rzeczypospolitej, ani Kozaków, w dodatku obie strony zdawały sobie sprawę z nietrwałości uzgodnień.

Trzeba jednak podkreślić, że postawa obrońców Zbaraża była wspaniałym przykładem dla reszty Rzeczypospolitej, zgnębionej dotychczasowymi klęskami wojsk koronnych nad Żółtymi Wodami, pod Korsuniem i Piławcami. Dzięki ugodzie zborowskiej działania wojenne ustały na dłuższy czas. Wznowiono je w czasie kampanii beresteckiej 1651 roku, której wynik okazał się znacznie korzystniejszy dla strony polsko-litewskiej niż wszystkie poprzednie.